Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wątek 50. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wątek 50. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 lipca 2018

Od Raisy Cd Robina

Poczuł się lepiej jednak gdy wstawał to w jego oczach mogłam zobaczyć cierpienie spowodowane bólem. Chciałam już coś powiedzieć, gdy nagle on zabrał głos i się przedstawił. 
- Co za ironia losu, że też na samym początku go Robin Hood przezwałam - powiedziałam sama do siebie w myślach cała poirytowana. Miałam nadzieję, że nie usłyszał tego. 
- Raisa - powiedziałam krótko. Miałam zamiar dotrzymać danego sobie słowa. Żadnego kontaktu z innymi, aby nie sprawić im bólu. - Nie kłaniaj się za nisko. Powinieneś odpocząć przez jakiś czas - dodałam, jak tylko zauważyłam jego wzrok. Próbował nie pokazywać swojego cierpienia, jednak jakoś nie przekonywało mnie to za bardzo. - Jeżeli będzie dalej się zmuszał do ukrywania bólu nie zajdziesz za daleko w dodatku przysporzysz swoim bliskim kłopotów - wróciłam na swoje miejsce oraz pozycji siedzącej. - Jeżeli chcesz to możesz odpocząć pod tym drzewem. Jednak musisz zachować ciszę - zamknęłam oczy i skupiłam się tym razem na otaczające duchy w okolicy. Gdy poczuły moją moc, podeszły do mnie, a ja delikatnie się uśmiechnęłam. Tylko one nie były narażone na niebezpieczeństwo przeze mnie. Przynajmniej skala była mniejsza, jak dla mnie. Po jakiejś godzinie przestałam swoją medytację. Spojrzałam się na nowo poznanego psa. Zasnął. Poszłam po kilka owoców leśnych, które on mógł na spokojnie sobie przekąsić. Zrobiłam to oczywiście jak najciszej potrafiłam. Położyłam wszystkie zebrane przeze mnie owoce tuż obok Robina. Podeszłam do strumyka, aby zamoczyć chusteczkę. Przyłożyłam mu na czoło mokrą chusteczkę. 
- Owoce powinny ci pomóc w uzupełnieniu sił - powiedziałam cicho pod nosem. Nim on zdążył się obudzić ja, wróciłam do swojej pozycji siedzącej. Udawałam, że wciąż medytuję. Co jakiś czas przyglądałam się jemu, aby w razie czego mu pomóc. 

<Robin?> ^^ 

Od Robina Cd Raisa

Nie ma to jak raz na jakiś czas spaść sobie z drzewa. A tak naprawdę jeśli macie jakieś złe pomysły to w żadnym razie nie wprowadzajcie ich w życie, zwłaszcza jeśli wpadliście na to żeby wchodzić na drzewa tydzień po brutalnym pobiciu. Myślałem, że doszedłem już do siebie ale okazało się że jednak nie. Całe szczęście jednak okazało się, że nieopodal znajdowała się suczka, która mi pomogła. Po chwili wróciłem mniej więcej do siebie i mogłem podziękować jej za pomoc. Wstałem powoli i oparłem się o drzewo po czym wyprostowałem się.
- Chciałbym podziękować Ci za pomoc a przy okazji przedstawić się. Jestem Robin des Bois, ale częściej mówią mi Robin Hood co właściwie oznacza to samo...- Powiedziałem kłaniając się lekko.
<Raisa?>

sobota, 7 lipca 2018

Od Raisy Do Robina

Wstałam dzisiaj wcześnie, aby tylko uniknąć kontaktu ze swoim bratem. Było to miłe z jego strony, że zawsze przychodzi do mnie, ale ja nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Postanowiłam sobie, że będę prowadzić samotne życie i najlepiej jak się da, aby było neutralne. Takie pozbawione uczuć, aby każdy mnie znienawidził i się nie odzywał do mnie. Czym mniej osób było w moim towarzystwie tym lepiej. Nic chciałabym nikogo skrzywdzić. Tak z pewnością było najlepiej. Przynajmniej według mnie. Opuściłam swój dom wraz ze wschodem słońca. Noc jak każda inna był źle przespana. Przyzwyczajona już do takich nocy, zmęczenie zawsze przechodziło mi po porannym bieganiu. Dzisiaj miałam zamiar sobie poćwiczyć tuż obok strumyka, który był oddalony od sfory. W dodatku zauważyłam, że w tamtych okolicach nikt się nie pojawia. Pobiegłam w stronę swojego celu, aby się rozgrzać. Dotarłam tam po dwudziestu minutach. Co prawda pobiegłam trochę okrężną drogą, ale miałam wystarczająco dużo czasu. Dotarłam do strumienie, gdzie zaczęłam poranne ćwiczenia. Trochę gimnastyki mi się przydało, gdyż moje mięśnie od ostatniego czasu były trochę zesztywniałe. Na sam koniec postanowiłam odrobinę sobie pomedytować. Usiadłam w siadzie skrzyżnym dłonie złączyłam razem na znak kwiatu lotusa. Uzyskałam harmonię po kilku minutach. Cisza jaka panowała do około doskonale mnie odprężyła. Słyszałam tylko miłe dźwięki odgłosy flory i fauny. Delikatny wietrzyk powiewał tym samym przeczesując delikatnie moje futro.
Byłam zadowolona i to bardzo. Mogłabym spędzić w tej pozycji cały dzień. Była wygodna i w dodatku miejsce było odpowiednie. Nawet delikatny uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Siedząc już tak z dobrą godzinę, usłyszałam jak jakaś gałąź się łamie, a chwilę po tem coś huknęło o ziemie i to w dodatku wylądowało tuż przede mną. Otworzyłam jedno oko, aby przyjrzeć się danej rzeczy. Jak się okazało przede mną wylądował czarny pies.
- Spadający Robin Hood... - wymamrotałam pod nosem. - Czy nic ci nie jest? - uchyliłam się nad jego twarzą. Wpatrywałam się dokładnie na jego twarz. Był zamroczony. Podeszłam do strumyka, zamoczyłam swoją chusteczkę po czym przyłożyłam ją na czoło psa. - Leż spokojnie, a za chwilę powinno ci się polepszyć - upał jaki już był wraz z upadkiem nie było dobrym połączeniem. 

<Robin?>