Pocałowałem ją delikatnie i czule pogładziłem po policzku.
- Nigdzie się dzisiaj stąd nie ruszam.- Mruknąłem wtulając się w jej bark i wciągając do płuc jej słodki zapach.
- Używasz perfum z róży?- Zapytałem przytulając ją do siebie. Elisabetha uśmiechnęła się i również mnie objęła.
- Dostałam je od twojej siostry Valentiny. Bardzo lubię róże więc perfumy od razu mi się spodobały.- Odparła wciąż się uśmiechając. Nagle drzwi do mojej komnaty otworzyły się w głośnym hukiem i weszli przez nie moi doradcy: Wilk, Gales i Krystian.
- Panie jesteś nam pilnie potrzebny...- Zaczął Wilk ale natychmiast umilkł gdy tylko zobaczył mnie i Elisabethę w łożu.
- Oooo przepraszamy... Już nas tu niema.- Powiedział Gales szybko wyganiając pozostałych dwóch.
- Chyba jednak muszę iść. Do zobaczenia.- Mruknąłem po czym cmoknąłem ją na pożegnanie, w biegu się ubrałem i wybiegłem z komnaty.
<Elisabetha?>
140 słów + 50 monet (Luxe)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wątek 8. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wątek 8. Pokaż wszystkie posty
środa, 4 kwietnia 2018
Od Elisabethy Cd Vlad
Uśmiechnęłam się do niego.
- Vlad... Oczywiście, że zostanę twoją żoną.- Powiedziałam i pocałowałam go namiętnie. Wilk wsunął mi pierścionek na rękę i uśmiechnął się po czym zaczął rozpinać mi haftki sukienki. Po chwili wylądowała ona na ziemi tak samo jak jego koszula i spodnie.
- Ale noc poślubną chyba urządzimy sobie nieco wcześniej.- Szepnął czule mnie całując. Po chwili podniósł mnie i delikatnie położył na łóżku. Tę noc spędziliśmy razem i jestem pewna, że długo jej nie zapomnę. Rano obudziłam się wtulona w ramię narzeczonego. Chwilę później obudził się również Vlad, który pocałował mnie na dzień dobry. Uśmiechnąłem się do niego z radością.
<Vlad?>
105 słów
- Vlad... Oczywiście, że zostanę twoją żoną.- Powiedziałam i pocałowałam go namiętnie. Wilk wsunął mi pierścionek na rękę i uśmiechnął się po czym zaczął rozpinać mi haftki sukienki. Po chwili wylądowała ona na ziemi tak samo jak jego koszula i spodnie.
- Ale noc poślubną chyba urządzimy sobie nieco wcześniej.- Szepnął czule mnie całując. Po chwili podniósł mnie i delikatnie położył na łóżku. Tę noc spędziliśmy razem i jestem pewna, że długo jej nie zapomnę. Rano obudziłam się wtulona w ramię narzeczonego. Chwilę później obudził się również Vlad, który pocałował mnie na dzień dobry. Uśmiechnąłem się do niego z radością.
<Vlad?>
105 słów
wtorek, 3 kwietnia 2018
Od Vlada Cd Elisabetha
Uśmiechnąłem się do niej i odgarnąłem z jej twarzy kosmyk włosów.
- Chyba oboje czujemy to samo.- Powiedziałem i chwyciłem ją za jej dłoń. Nagle obok nas pojawił się Gales.
- Panie jesteś nam pilnie potrzebny.- Powiedział i ukłonił się po czym odszedł.
- Muszę iść... Chociaż wcale nie mam na to ochoty.- Mruknąłem i wstałem z ławki po czym jeszcze na pożegnanie ją pocałowałem. Szybko, niemal biegiem ruszyłem za oddalającym się Galesem.
- Czego chcecie?- Zapytałem kiedy znalazłem się w sali narad.
- Mamy problem z jednym z naszych sąsiadów. Chcą byśmy płacili im haracz. Turcy na zbyt dużo sobie pozwalają.- Warknął Perykles i szczerze mówiąc tym razem, chyba po raz pierwszy się z nim zgadzałem.
- Mehmed II jest zuchwały jednak raczej nie głupi. Jeśli upomni się o haracz otrzyma stanowczą odpowiedź.- Powiedziałem i już zacząłem obmyślać plan. Za mojego panowania ani jedna moneta nie zostanie przekazana Imperium Osmańskiemu, jak lubili o sobie mówić członkowie stada Mehmeda II a wcześniej jego ojca Murada.
- Panie co prawda wierzymy, że będziesz w tej kwestii stanowczy jednak podziel się proszę z nami swoim planem na ich pokonanie.- Powiedział Sokrates czym do szczętu popsuł mój i tak kiepski od kilku chwil humor. Trzasnąłem pięścią w stół tak że zatrząsł się on niebezpiecznie.
- To jaki mam plan niech na razie was nie interesuje. Cieszcie się, że jeszcze was nie odsunąłem od mojej rady.- Warknąłem i wyszedłem z sali. Ruszyłem w stronę ogrodów w których zostawiłem Elisabethe ale nigdzie jej nie było. Ruszyłem w stronę jej komnaty ale kiedy już tam doszedłem okazała się być zamknięta. Zrezygnowany ruszyłem w stronę mojej komnaty i strasznie się zdziwiłem kiedy zobaczyłem przed nią waderę. Kiedy się do niej zbliżyłem zarzuciła mi ręce na szyje i pocałowała namiętnie.
- Stęskniłam się za tobą.- Powiedziała uśmiechając się do mnie.
- Ja za tobą też.- Powiedziałem i szybko otworzyłem drzwi po czym wniosłem ją do pokoju i położyłem na łóżku.
- Coś ty ze mną zrobiła?- Zapytałem śmiejąc się lekko. Nie miałem bladego pojęcia co się ze mną działo od chwili gdy po raz pierwszy ją zobaczyłem. Najpewniej zwariowałam do szczętu, jedynie dla niej.
- To raczej ja się pytam co ty ze mną zrobiłeś.- Uśmiechnęła się i pocałowała mnie.
- Nie mam pojęcia.- Odparłem szczerze nie przerywając przy tym całowania jej.
- A właśnie... Elisabetho czy zostaniesz moją żoną?- Zapytałem na chwilę przestając ją całować po czym ukląkłem przed nią i pokazałem jej pierścionek.
<Eli?>
416 słów + 50 monet (Luxe)
- Chyba oboje czujemy to samo.- Powiedziałem i chwyciłem ją za jej dłoń. Nagle obok nas pojawił się Gales.- Panie jesteś nam pilnie potrzebny.- Powiedział i ukłonił się po czym odszedł.
- Muszę iść... Chociaż wcale nie mam na to ochoty.- Mruknąłem i wstałem z ławki po czym jeszcze na pożegnanie ją pocałowałem. Szybko, niemal biegiem ruszyłem za oddalającym się Galesem.
- Czego chcecie?- Zapytałem kiedy znalazłem się w sali narad.
- Mamy problem z jednym z naszych sąsiadów. Chcą byśmy płacili im haracz. Turcy na zbyt dużo sobie pozwalają.- Warknął Perykles i szczerze mówiąc tym razem, chyba po raz pierwszy się z nim zgadzałem.
- Mehmed II jest zuchwały jednak raczej nie głupi. Jeśli upomni się o haracz otrzyma stanowczą odpowiedź.- Powiedziałem i już zacząłem obmyślać plan. Za mojego panowania ani jedna moneta nie zostanie przekazana Imperium Osmańskiemu, jak lubili o sobie mówić członkowie stada Mehmeda II a wcześniej jego ojca Murada.
- Panie co prawda wierzymy, że będziesz w tej kwestii stanowczy jednak podziel się proszę z nami swoim planem na ich pokonanie.- Powiedział Sokrates czym do szczętu popsuł mój i tak kiepski od kilku chwil humor. Trzasnąłem pięścią w stół tak że zatrząsł się on niebezpiecznie.
- To jaki mam plan niech na razie was nie interesuje. Cieszcie się, że jeszcze was nie odsunąłem od mojej rady.- Warknąłem i wyszedłem z sali. Ruszyłem w stronę ogrodów w których zostawiłem Elisabethe ale nigdzie jej nie było. Ruszyłem w stronę jej komnaty ale kiedy już tam doszedłem okazała się być zamknięta. Zrezygnowany ruszyłem w stronę mojej komnaty i strasznie się zdziwiłem kiedy zobaczyłem przed nią waderę. Kiedy się do niej zbliżyłem zarzuciła mi ręce na szyje i pocałowała namiętnie.
- Stęskniłam się za tobą.- Powiedziała uśmiechając się do mnie.
- Ja za tobą też.- Powiedziałem i szybko otworzyłem drzwi po czym wniosłem ją do pokoju i położyłem na łóżku.
- Coś ty ze mną zrobiła?- Zapytałem śmiejąc się lekko. Nie miałem bladego pojęcia co się ze mną działo od chwili gdy po raz pierwszy ją zobaczyłem. Najpewniej zwariowałam do szczętu, jedynie dla niej.
- To raczej ja się pytam co ty ze mną zrobiłeś.- Uśmiechnęła się i pocałowała mnie.
- Nie mam pojęcia.- Odparłem szczerze nie przerywając przy tym całowania jej.
- A właśnie... Elisabetho czy zostaniesz moją żoną?- Zapytałem na chwilę przestając ją całować po czym ukląkłem przed nią i pokazałem jej pierścionek.
<Eli?>
416 słów + 50 monet (Luxe)
Od Elisabethy Cd Vlad
Spojrzałam w oczy Vlada. Nasz alfa był bardzo przystojnym samcem i z całą pewnością podobał się wielu samicom.
- Vlad ja...- Zająknęłam się i nie mogąc się powstrzymać pocałowałam go. Vlad nie wydawał się ani trochę zmieszany ale raczej może zadowolony?
- Już nie mogę się doczekać.- Dokończyłam a hospodar ukłonił mi się i odszedł w stronę swojej komnaty. Odprowadziłam go wzrokiem aż dopóki nie zniknął za zakrętem i z westchnieniem weszłam do swojej komnaty. Następnego dnia Alfa zaprosił mnie najpierw na śniadanie a później razem poszliśmy na spacer po ogrodzie. Po kilkunastu minutach spaceru usiedliśmy na ławeczce.
- Vlad... Ja chyba coś do Ciebie czuję. Myślę, że chyba Cię kocham.- Powiedziałam patrząc mu w oczy.
<Vlad?>
- Vlad ja...- Zająknęłam się i nie mogąc się powstrzymać pocałowałam go. Vlad nie wydawał się ani trochę zmieszany ale raczej może zadowolony?
- Już nie mogę się doczekać.- Dokończyłam a hospodar ukłonił mi się i odszedł w stronę swojej komnaty. Odprowadziłam go wzrokiem aż dopóki nie zniknął za zakrętem i z westchnieniem weszłam do swojej komnaty. Następnego dnia Alfa zaprosił mnie najpierw na śniadanie a później razem poszliśmy na spacer po ogrodzie. Po kilkunastu minutach spaceru usiedliśmy na ławeczce.
- Vlad... Ja chyba coś do Ciebie czuję. Myślę, że chyba Cię kocham.- Powiedziałam patrząc mu w oczy.
<Vlad?>
Od Vlada CD Elisabetha
- Dziękuję.- Szepnąłem do niej a po chwili muzyka ucichła.
- Może stąd wyjdziemy?- Zaproponowałam na co wadera skinęła głową. Podałem jej ramię i ruszyliśmy do wyjścia.
- Jak Ci tam było w stadzie mojego wuja?- Zapytałem spoglądając na nią.
- Nie mogłam narzekać. Dużo się uczyłam i ciężko pracowałam ale tęskniłam za domem i rodziną. Czasami bardzo chciałam ich zobaczyć ale wtedy przypominało mi się, że to już nie jest możliwe.- Powiedziała a z jej oczu zaczęły płynąć łzy.Szybko wyciągnąłem z kieszeni chusteczkę i zacząłem jej je wycierać po czym przytuliłem ją do siebie. Minęło kilka minuta a my znaleźliśmy się w pałacowych ogrodach. Nagle zawiał mroźny wiatr i Elisabetha wzdrygnęła się z zimna a ja szybko zarzuciłem jej na ramiona mój płaszcz.
- Nie trzeba było.- Powiedziała i chciała go zdjąć jednak ja tylko uśmiechnąłem się i powstrzymałem ją przed tym. Chwilę szliśmy w całkowitej ciszy aż dopóki nie zobaczyliśmy małej ławeczki, na której usiedliśmy. Wadera spojrzała w nocne niebo i uśmiechnęła się.
- Mój ojciec mawiał, że dopóki są gwiazdy na niebie on i moja matka nigdy mnie nie opuszczą i miał rację. Zawsze kiedy patrzę nocą na niebo czują, że są przy mnie.- Powiedziała z uśmiechem.
- Wiesz... Kiedy wtedy, cztery lata temu, po zakończonych walkach zobaczyłem twoją rodzinę... Obiecałem, że choćbym miał zejść do piekła pomszczę wszystkich, którzy polegną w każdej wojnie, którą będę prowadził. Kilka dni później pojmałem tych, którzy odpowiadali za zamordowanie twojej rodziny.- Powiedziałem i spojrzałem na waderę, która dokładnie mi się przyglądała.
- Co się z nimi stało? Albo raczej co z nimi zrobiłeś?- Zapytała podsuwając się do mnie bliżej.
- To na co sobie zasłużyli. Za śmierć moich poddanych musieli zapłacić życiem, które oddali w męczarniach.- Powiedziałem spuszczając głowę.
- Zrobiłeś to tylko by chronić swój dom i swoich poddanych. Wziąłeś tylko odwet na tych, którzy skrzywdzili bliskie Ci osoby.- Szepnęła i przytuliła się do mojego ramienia.
- Pewnie nas szukają.- Powiedziała po chwili i wstała z ławki.
- Chyba masz rację.- Spojrzałem w stronę zamku z którego dobiegały dźwięki muzyki.
- Chodźmy.- Dodałem i podałem jej ramię, które ona chwyciła i ruszyliśmy z powrotem do sali balowej. Zatańczyliśmy ze sobą jeszcze kilka tańców a w przerwach cały czas rozmawialiśmy. Szczerze mówiąc był to najlepszy bal wielkanocny od kilku lat. Zakończył się około północy więc postanowiłem odprowadzić Elisabethę do jej komnaty.
- Do zobaczenia jutro.- Powiedziałem i delikatnie pocałowałem ją w dłoń.
<Elisabetha?>
402 słowa + 50 monet (Luxe)
- Może stąd wyjdziemy?- Zaproponowałam na co wadera skinęła głową. Podałem jej ramię i ruszyliśmy do wyjścia.
- Jak Ci tam było w stadzie mojego wuja?- Zapytałem spoglądając na nią.
- Nie mogłam narzekać. Dużo się uczyłam i ciężko pracowałam ale tęskniłam za domem i rodziną. Czasami bardzo chciałam ich zobaczyć ale wtedy przypominało mi się, że to już nie jest możliwe.- Powiedziała a z jej oczu zaczęły płynąć łzy.Szybko wyciągnąłem z kieszeni chusteczkę i zacząłem jej je wycierać po czym przytuliłem ją do siebie. Minęło kilka minuta a my znaleźliśmy się w pałacowych ogrodach. Nagle zawiał mroźny wiatr i Elisabetha wzdrygnęła się z zimna a ja szybko zarzuciłem jej na ramiona mój płaszcz.
- Nie trzeba było.- Powiedziała i chciała go zdjąć jednak ja tylko uśmiechnąłem się i powstrzymałem ją przed tym. Chwilę szliśmy w całkowitej ciszy aż dopóki nie zobaczyliśmy małej ławeczki, na której usiedliśmy. Wadera spojrzała w nocne niebo i uśmiechnęła się.
- Mój ojciec mawiał, że dopóki są gwiazdy na niebie on i moja matka nigdy mnie nie opuszczą i miał rację. Zawsze kiedy patrzę nocą na niebo czują, że są przy mnie.- Powiedziała z uśmiechem.
- Wiesz... Kiedy wtedy, cztery lata temu, po zakończonych walkach zobaczyłem twoją rodzinę... Obiecałem, że choćbym miał zejść do piekła pomszczę wszystkich, którzy polegną w każdej wojnie, którą będę prowadził. Kilka dni później pojmałem tych, którzy odpowiadali za zamordowanie twojej rodziny.- Powiedziałem i spojrzałem na waderę, która dokładnie mi się przyglądała.
- Co się z nimi stało? Albo raczej co z nimi zrobiłeś?- Zapytała podsuwając się do mnie bliżej.
- To na co sobie zasłużyli. Za śmierć moich poddanych musieli zapłacić życiem, które oddali w męczarniach.- Powiedziałem spuszczając głowę.
- Zrobiłeś to tylko by chronić swój dom i swoich poddanych. Wziąłeś tylko odwet na tych, którzy skrzywdzili bliskie Ci osoby.- Szepnęła i przytuliła się do mojego ramienia.
- Pewnie nas szukają.- Powiedziała po chwili i wstała z ławki.
- Chyba masz rację.- Spojrzałem w stronę zamku z którego dobiegały dźwięki muzyki.
- Chodźmy.- Dodałem i podałem jej ramię, które ona chwyciła i ruszyliśmy z powrotem do sali balowej. Zatańczyliśmy ze sobą jeszcze kilka tańców a w przerwach cały czas rozmawialiśmy. Szczerze mówiąc był to najlepszy bal wielkanocny od kilku lat. Zakończył się około północy więc postanowiłem odprowadzić Elisabethę do jej komnaty.
- Do zobaczenia jutro.- Powiedziałem i delikatnie pocałowałem ją w dłoń.
<Elisabetha?>
402 słowa + 50 monet (Luxe)
Od Elisabethy Cd Vlad
Vlad poprosił mnie do tańca a ja oczywiście się zgodziłam.
- Przykro mi z powodu twojej rodziny. Wiem, że nie żyją od dość dawna ale nie widzieliśmy się wcześniej.- Powiedział gdy już zaczęliśmy taniec czym bardzo mnie zdziwił. Moja rodzina nie żyła od czterech lat, mnie udało się przeżyć tylko dlatego że ojciec wysłał mnie do wuja. Co prawda Vlad był alfą ale wcale nie musiał pamiętać o takich rzeczach.
- Mnie przykro z powodu twego brata.- Odparłam po chwili.
- Chciałbym prosić Cię o wybaczenie.- Powiedział po jakiejś chwili.
- Mnie o wybaczenie? Przecież w niczym mi nie zawiniłeś.- Byłam zdziwiona, nie wiedziałam za co chciałby mnie przepraszać.
- Gdybym nie dopuścił wrogiej armii tak blisko wciąż by żyli. Ja zawiniłem i ja jestem winny ich śmierci.- Powiedział spuszczając głowę.
- Nie zawiniłeś. Pan chciał ich widzieć u siebie.- Szepnęłam mu do ucha.
<Vlad?>
- Przykro mi z powodu twojej rodziny. Wiem, że nie żyją od dość dawna ale nie widzieliśmy się wcześniej.- Powiedział gdy już zaczęliśmy taniec czym bardzo mnie zdziwił. Moja rodzina nie żyła od czterech lat, mnie udało się przeżyć tylko dlatego że ojciec wysłał mnie do wuja. Co prawda Vlad był alfą ale wcale nie musiał pamiętać o takich rzeczach.
- Mnie przykro z powodu twego brata.- Odparłam po chwili.
- Chciałbym prosić Cię o wybaczenie.- Powiedział po jakiejś chwili.
- Mnie o wybaczenie? Przecież w niczym mi nie zawiniłeś.- Byłam zdziwiona, nie wiedziałam za co chciałby mnie przepraszać.
- Gdybym nie dopuścił wrogiej armii tak blisko wciąż by żyli. Ja zawiniłem i ja jestem winny ich śmierci.- Powiedział spuszczając głowę.
- Nie zawiniłeś. Pan chciał ich widzieć u siebie.- Szepnęłam mu do ucha.
<Vlad?>
Od Vlada
Dni mijały sobie spokojnie a Bal Wielkanocny był coraz bliżej. Wedle tradycji organizowaliśmy go wieczorem, dzień po zakończeniu świętowania czyli we wtorek po poniedziałku wielkanocnym. Celem balu było zakończenie świąt i zapewnienie nieco rozrywki członkom nie obchodzącym Wielkanocy. Salę balową przygotowywano już na ten cel od kilku dni, nie obyło się przy tym jak co roku bez ofiar: Thalia zwichnęła łapę, Peachy Woman nabawiła się bólu pleców, dowódca straży Samson nie może założyć hełmu, ponieważ ma na głowie gigantycznego guza od uderzenia drabiny, Hannibal poważnie się potłukł a Kupidyn z niewiadomej przyczyny wylądował na oddziale szpitalnym u Merlina z poważnymi obrażeniami, które raczej nie powstały przypadkowo (oczywiście podejrzewałem Lunaver, z którą to pies miał poważne zatargi, ponieważ chętnie odbierał jej pracę samozwańczo swatając psy, co mu szczerze mówiąc świetnie wychodziło). Nieszczęścia nie ominęły również mnie, chociaż w moim przypadku skończyło się na szczęście tylko na kilku siniakach i nieco bolącej głowie. Sytuacja znaczenie gorzej miała się w kuchni. Co prawda większość psów w niej przebywających była profesjonalistami jednak zdarzali się pojawiać w niej tacy laicy (jak ja), którzy pojawiali się w kuchni jedynie od święta (jak ja) i prawie zawsze zdarzało im się coś popsuć (jak nie ja). Skutkiem tego pięciu kucharzy wylądowało u Merlina w Infirmerii z poparzeniami, niektórzy całkiem poważnymi, trzech pomocników skończyły z skaleczeniami różnego rodzaju. Tym sposobem około jednej trzeciej członków sfory w okresie wielkanocnym ucierpiało w różnego rodzaju wypadkach. Po przeprowadzeniu inspekcji na sali balowej, w kuchni i jeszcze kilku miejscach udałem się do sali narad gdzie miała odbyć się ostatnia narada przed balem. Po chwili marszu obok mnie pojawili się Gales i mój nowy doradca Wilk, który był jednocześnie moim samozwańczym prywatnym ochroniarzem. Weszliśmy razem do sali narad, gdzie już czekała cała reszta rady: gamma Peachy Woman, delta Amane oraz doradcy mojego ojca Perykles i Sokrates.
- Witam wszystkich na kolejnej naradzie. Dziś chciałbym wam przedstawić mojego nowego doradcę Wilka.- Powiedziałem na co Wilk ukłonił się lekko wszystkim zebranym.
- Czy nosisz imię Wilk czy to jakiś pseudonim?- Zapytał bez ogródek Sokrates.
- Nazywam się Aaron Wilkowski jednak proszę by zwracano się do mnie Wilk. Tak jest krócej.- Powiedział mój doradca, a wszyscy pokiwali zgodnie głowami. Nasza trójka szybko zajęła miejsca i rozpoczęliśmy naradę, która potrwała kilka godzin.
- Skoro już skończyliśmy omawiać wszystkie ważne sprawy możemy się rozejść i przygotować do balu.- Powiedziałem i razem z Wilkiem i Galesem opuściłem pomieszczenie. Kilka godzin później wszyscy zebrali się na sali balowej czekając na rozpoczęcie Balu Wielkanocnego.
- Witam wszystkich zebrany. Żeby nie przedłużać wstępów zapraszam wszystkich obecnych do tańca! Rozpoczynamy tegoroczny Bal Wielkanocny. Wznieśmy jeszcze toast za pomyślność. Na zdrowie.- Powiedziałem i szybko wypiłem zawartość mojego kieliszka. Wino, mimo że wcale nie było mocne sprawiło, że po moim ciele rozlało się przyjemne ciepło. Nagle w drzwiach pojawiła się wadera w pięknej zielonej sukni balowej. Szybko odstawiłem mój kielich i podszedłem do niej.
- Pani czy mogę prosić do tańca?
- Oczywiście panie.- Odparła podając mi dłoń.
- Przykro mi z powodu twojej rodziny.- Szepnąłem kiedy już tańczyliśmy.
<Elisabetha?>
503 słowa
- Witam wszystkich na kolejnej naradzie. Dziś chciałbym wam przedstawić mojego nowego doradcę Wilka.- Powiedziałem na co Wilk ukłonił się lekko wszystkim zebranym.
- Czy nosisz imię Wilk czy to jakiś pseudonim?- Zapytał bez ogródek Sokrates.
- Nazywam się Aaron Wilkowski jednak proszę by zwracano się do mnie Wilk. Tak jest krócej.- Powiedział mój doradca, a wszyscy pokiwali zgodnie głowami. Nasza trójka szybko zajęła miejsca i rozpoczęliśmy naradę, która potrwała kilka godzin.
- Skoro już skończyliśmy omawiać wszystkie ważne sprawy możemy się rozejść i przygotować do balu.- Powiedziałem i razem z Wilkiem i Galesem opuściłem pomieszczenie. Kilka godzin później wszyscy zebrali się na sali balowej czekając na rozpoczęcie Balu Wielkanocnego.
- Witam wszystkich zebrany. Żeby nie przedłużać wstępów zapraszam wszystkich obecnych do tańca! Rozpoczynamy tegoroczny Bal Wielkanocny. Wznieśmy jeszcze toast za pomyślność. Na zdrowie.- Powiedziałem i szybko wypiłem zawartość mojego kieliszka. Wino, mimo że wcale nie było mocne sprawiło, że po moim ciele rozlało się przyjemne ciepło. Nagle w drzwiach pojawiła się wadera w pięknej zielonej sukni balowej. Szybko odstawiłem mój kielich i podszedłem do niej.
- Pani czy mogę prosić do tańca?
- Oczywiście panie.- Odparła podając mi dłoń.
- Przykro mi z powodu twojej rodziny.- Szepnąłem kiedy już tańczyliśmy.
<Elisabetha?>
503 słowa
Subskrybuj:
Posty (Atom)