Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rin Kagamine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rin Kagamine. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 maja 2018

Od Rin CD Vlada

"Od dziś zostajecie Namiestnikami Północy". Potrzebowałam dłuższej chwili by móc całkowicie pojąć sens tych słów, a także jakie niosą za sobą konsekwencje. Przez dwie czy trzy sekundy patrzyłam z osłupieniem na Vlada, potem przeniosłam wzrok na Neda stojącego obok mnie. Gdy już pierwsza fala szoku minęła opuściłam głowę i ukłoniłam się starając się oddać w tym ruchu moją całą wdzięczność. Trwałam w takiej pozycji przez kilkanaście sekund, po czym wyprostowałam się i popatrzyłam na króla. Od dawna układałam w głowie przemowę, jaką powiem, gdy kiedykolwiek ktokolwiek jakkolwiek mnie awansuje. Jednak w tym momencie całkowicie zapomniałam o wcześniej przemyślanych słowach. Mimowolnie z mojego gardła wydobywały się coraz to nowe zdania, płynęły potokiem, którego nie umiałam zatrzymać. 
- Nie ma takich słów, które mogłyby wyrazić moją całkowitą wdzięczność, panie. Nie tylko za obdarzenie mnie taką ufnością, by w jakieś części przekazać mi władzę na północy, którą będę dzielić z Nedem... Ale również za wyróżnienie, za dostrzeżenie mojego wysiłku by całkowicie pomścić wszystkie ofiary wojny. Dziękuję za dobre słowa, za zaufanie. Chociaż to i tak są za słabe słowa. Osobiście... nie uważam bym jakoś szczególnie się wyróżniła. To jest po prostu mój obowiązek chronić i walczyć za ojczyznę. Wykonywałam swoją pracę zarówno jako szpieg, jak i skrytobójca i wojownik. I nie mówię tego tylko dlatego, by upublicznić moją skromność, ale naprawdę tak uważam. I dziękuję za aprobatę dla naszego ślubu... Jeśli zmienisz zdanie i uznasz, że to nie jest odpowiedni czas na takie radosne wydarzenie, zaakceptujemy decyzję... - przy ostatnich słowach popatrzyłam na stojącego obok mnie mojego narzeczonego, który, jakby w potwierdzeniu moich słów, pokiwał głową.
- To jest najodpowiedniejszy moment - Vlad uśmiechnął się serdecznie. Później Ned dodał kilka słów od siebie, po czym spotkanie się zakończyło. Gdy powróciłam do swojej komnaty usiadłam na łóżku i zaczęłam rozmyślać. Niedługo obejmę wyznaczony i urząd i opuszczę zamek. Ale o dziwo... nie byłam przygnębiona na myśl, że wyjadę i te znajome mury znikną mi z oczu. Mimo wszystko, mimo wszystkich radosnych chwil jakie tutaj przeżyłam to miejsce przede wszystkim przypominało mi o Reiko. Głownie Reiko. Po drugie, był tutaj Radu, a jego widok przynosił na myśl sułtana, a jego osoby z wiadomych powodów nie chciałam widzieć, nawet w myślach. Westchnęłam. Jedyne czego będzie mi brakowało to obecności Elif. Może będzie mogła pojechać ze mną? Zapytam Vlada, ale to później. 
Po dłuższym namyśle postanowiłam wyjść z komnaty i zrobić honorową rundkę po pałacu. Gdy przemierzyłam kilka korytarzy i weszłam do kilku pomieszczeń, wpadłam na króla, który prawdopodobnie robił to samo co ja. 

<Vlad?>

417 słów

poniedziałek, 14 maja 2018

Od Rin do Neda

To jest straszne... Zawsze tak mówię, ale teraz cię ostrzegam. Cofnij wzrok póki możesz!
Mimo, iż to było wspominane już wiele tysięcy razy przez wiele tysięcy mieszkańców to i tak muszę zacząć od właśnie tego. Wojna się skończyła. Owszem, skończyła się, ale radość z tego wydarzenia przyćmiła żałoba i rozpacz z powodów powszechnie znanych. Nie będę tego tematu teraz zbytnio rozwijać, bo jakie są fakty chyba każdy wie.
W tym momencie akurat kręciłam się po mojej komnacie zastanawiając się co mam ze sobą począć. Zdarzało się to dosyć często, bo odkąd skończyła się wojna, na dworze zdecydowanie brakowało odpowiadających mi obowiązków. Owszem, miałam tam jakieś, ale nie za dużo. Nie lubię siedzieć bezczynnie, więc robiłam sobie krótkie spacery i usilnie próbowałam przejąć obowiązki pewnych leniwców, lecz oni i tak znajdywali w sobie tyle silnej woli, by mi odmówić i sami wziąć się do pracy. Tak więc, gdy wszystkie miejsca na zamku i w jego pobliżu obeszłam kilkakrotnie, wróciłam do komnaty. Lecz nadal nie mogłam sobie znaleźć godnego zajęcia, a było jeszcze zbyt wcześnie by iść rzucić się na łóżko i zasnąć snem głębokim. Gdy zrobiłam już kilka rundek po komnacie, usiadłam na jakimś krześle w rogu pokoiku i zaczęłam rozmyślać na temat rzeczy ważnych i ważniejszych, a także kompletnie nieistotnych. Gdy tak się wpatrywałam w jakiś bliżej nieokreślony punkt na suficie, usłyszałam szczęk otwieranych drzwi i lekkie kroki na posadzce. Opuściłam głowę i gdy ujrzałam zbliżającego się Neda automatycznie się uśmiechnęłam. Ostatnio z rzadka spędzaliśmy razem całe dnie, bo i Ned miał cały plan dnia zawalony, a akurat w jedyny dzień, kiedy miał jako takie wolne, ja musiałam wypełnić misję.
- Właśnie się zastanawiałam, kiedy ponownie przejdziesz przez te drzwi - powiedziałam z lekkim uśmiechem i poklepałam miejsce obok siebie, dając mu znak by usiadł, co też zresztą uczynił.
- Wiesz, że ty mogłaś również odwiedzić mnie? - odrzekł basior obejmując mnie za ramię. Z ulgą oparłam mu głowę na ramieniu.
- No niby wiedziałam, ale nie pomyślałam o tym, kiedy akurat brakowało mi twojej obecności - odparłam wymijająco, nie chcąc dalej drążyć tematu "co mogłam, a czego nie mogłam zrobić", bo przyznam, mimo towarzystwa czy ogólnego tematu rozmowy mówienie mi co mogłam zrobić jakoś wprawiało mnie w niezręczny nastrój.
- No dobrze. Rin, jak się czujesz? - przez chwilę nie wiedziałam skąd to pytanie. Wpatrywałam się cielęcym wzrokiem w coś, co akurat było przede mną, chcąc pojąc sens. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że nie chodzi tutaj o moje zdrowie fizyczne.
- Lepiej niż kilka dni temu, ale nadal gorzej niż kilka tygodni temu - odpowiedziałam krótko i zwięźle - Ale twoja obecność poprawia mi nastrój - dodałam po chwili namysłu, zresztą zgodnie z prawdą. - Mogę ci zadać pytanie? - chciałam zapytać o coś, co mnie korciło od czasu sądu nad Mehmedem. Ned pokiwał głową - Nie wiem jak to powiedzieć... Ale podczas sądu nad byłym sułtanem Mehmedem każdy winił go za coś, co jest z nim związane. Ja winiłam go za śmierć Reiko, ojciec Vlada za śmierć królowej Elisabethy, a ty winiłeś go za śmierć lady Lyany Stark... Jeżeli nie chcesz mówić, to nie naciskam, możesz zmienić temat albo nie odpowiedzieć, tylko ci przypominam. Sądząc po imieniu to wiem, że ją znałeś, ale w jaki sposób. Była dla ciebie kimś szczególnym?

<Ned? Nie wiń za jakość, pls>


Od Rin CD Vlada

Deszcz spadał małymi, ale gęstymi kroplami na moje futro, mocząc je prawie całkowicie. Wciągnęłam głośno wilgotne powietrze. Jak się czułam w roli psychologa i pocieszyciela? Nie wiem. Czasem jest mi miło... Cieszę się, że ktoś obdarza mnie zaufaniem. A czasami czuję jakby ktoś mnie w tej sposób bił po głowie... Jakby świat postanowił, że za karę za to, że sama nie mogłam sobie pomóc, ani nie prosiłam o pomoc, będę teraz pomagać innym. Nie mówię, że to źle... Wręcz przeciwnie. Ale widok wszystkich psowatych, które są szczęśliwe i nie mają żadnych problemów po prostu mnie rani. Nie wiem czemu, ani dlaczego ja się tak czuję. Po prostu tak jest.
- Powiem krótko... Wojna jest czasem, kiedy chcąc nie chcąc trzeba być mordercą. Nikt nikogo nie wini za to, że pozbył się kilku wrogów. Nikt nie ma prawa nazywać cię "żądnym krwi potworem", ponieważ oni wszyscy również przyczynili się do śmierci setek żołnierzy. Zakończenie istnienia Mehmeda było jedyną słuszną karą za to, co zrobił teraz i w przeszłości. Wątpię, by ktokolwiek mu wybaczył te wszystkie krzywdy jakie wyrządził, to po prostu jest nie do zrobienia. Zabicie Elisabethy było najważniejszym powodem, dla którego spotkało go to, co go spotkało. Królowa może mogłaby wybaczyć, lecz nie miała ku temu okazji, po prostu... Mówisz, że przysięgałeś, że ją ochronisz... Ja również przysięgałam, lecz mi również się to nie udało. Nie udało mi się uratować Reiko, mimo, że jej przysięgałam, że zrobię wszystko, żeby jej wynagrodzić te wszystkie minione lata, kiedy nie wiedziałam o jej istnieniu. To nie jest twoja wina. To wina tylko i wyłącznie Hasana. Nie mogłeś przewidzieć, że wymyśli coś takiego, jak upozorowanie samobójstwa. Nie możesz się winić, po prostu nie możesz, bo jeśli to zrobisz, przypisujesz do siebie nieswoje zachowania, czyny i winy wyrządzone innym. Królowa Elisabetha wie o tym, że zrobiłeś co mogłeś, by ją pomścić, godnie pochować i ochronić. Ona o tym wie i jestem pewna, że nie chce, byś się za to obwiniał - powiedziałam, jak zwykle rozwijając wypowiedź w nieskończoność. Po moim policzku słynęło kilka łez, jednak miałam nadzieję, że Vlad tego nie zauważy. Mimo, że chciałam je powstrzymać, nie mogłam, bo kolejna wzmianka o tysiącu niewinnych ofiar totalitarnej władzy Mehmeda po prostu doprowadzała mnie do płaczu. Wierzchem dłoni starłam gromadzące się łzy po powiekami moich oczu, przymknęłam je i uniosłam głowę ku górze, by zmyć z mojego pyska te ostatnie oznaki mojego płaczu. Wypuściłam głośno powietrze i wsłuchiwałam się w odgłos deszczu.

<Vlad?>

niedziela, 13 maja 2018

Od Rin CD Chucka

Nie byłam zmęczona. Ani trochę. Wręcz przeciwnie, promieniowałam energią. Nie miałam ochoty oddawać się w objęcia Morfeusza, więc skierowałam się w stronę mojej komnaty. Po krótkim namyśle czy wejść czy nie wejść, postanowiłam nie przeszkadzać obecnie śpiącym, więc otworzyłam drzwi i usiadłam na krześle. Wzięłam do ręki jakąś książkę, którą obecnie czytałam, jedynie dlatego, że była jedyną, której jeszcze nie przeczytałam. Po dwóch stronach już zaczęła mi się nudzić, a chciałam jakoś zabić ten powoli upływający czas. Jednak książka była tak nudna, a dodatkowo było już późno, że dosłownie zasnęłam przy przewracaniu kolejnej strony. Tytanicznym wysiłkiem zwlokłam się z krzesła i zrobiłam te kilka kroków, by ostatecznie paść na łóżko, przytulić się do puchowej poduszki, owinąć kołdrą i zasnąć.
Zasnąć, zasnęłam, ale nie na długo, ani nie zapadłam w żaden głęboki sen. W nocy budziły mnie najcichsze szmery i najsłabsze błyski w oknach. W końcu, gdy jakiekolwiek próby ponownego zaśnięcia nie udawały się w najmniejszym stopniu, postanowiłam się wybrać na krótką przechadzkę po zamku. Taak, czasami spacer mi pomagał, bo trochę mnie męczył, przez co miałam ułatwione zaśniecie. Gdy wyszłam z mojej komnaty, najpierw nic nie widziałam, a potem moje brązowe oczy przyzwyczaiły się do wszędobylskiego mroku. Kręciłam się po korytarzach, aż w końcu, na którymś zakręcie wpadłam na kogoś. Byliśmy akurat przed oknem, więc z łatwością mogłam rozpoznać tego osobnika.
- Co tu robisz? Myślałem, że jesteś w komnacie. - spytał Chuck wstając i podając mi rękę, bym ja również się podniosła. Nie wiem, może nie zobaczyłam, a może nie chciałam zobaczyć tego gestu, ale zignorowałam wyciągniętą kończynę i sama wstałam. W końcu... mam narzeczonego, co nie?
- Mogłabym cię zapytać o to samo - odpowiedziałam wymijająco. Bo co w końcu powiem? "Hej, nie mogłam spać i zaczęłam się bawić w straszenie po nocy"?

<Chuck?>

Od Rin CD Vlada

Ukłoniłam się umiarkowanie, po czym wyszłam z sali tronowej, by móc jak najszybciej przygotować się do podróży. Chciałam wyruszyć wręcz natychmiast, by mieć mnóstwo czasu na przeprowadzenie odpowiedniego planu. Wskoczyłam jak oparzona do mojej komnaty i błyskawicznie chwyciłam moim zdaniem niezbędne rzeczy. Przez ramię przerzuciłam sobie skórzaną torbę średniej wielkości. Spakowałam do niej niewielki sztylet na wszelki wypadek, a także kawałek szmaty, który mógł posłużyć jako knebel. Omiotłam wzrokiem komnatę poszukując innych bardziej przydatnych rzeczy, a moje spojrzenie zatrzymało się przez dłuższą chwilę na niewielkiej komódce, właściwie prototypie szafki nocnej. Przez chwilę patrzyłam na nią, zastanawiając się czy rzeczywiście coś z niej mi się przyda. Po dłuższym rozmyślaniu podeszłam do niej, otworzyłam najmniejszą szufladkę i wyciągnęłam średniej wielkości flakonik, w którym znajdował się prawie przeźroczysty płyn, jednak o lekkim zielonym zabarwieniu. Zdmuchnęłam cienką warstwę kurzu, która zgromadziła na szklanym naczyniu. Zacisnęłam dłonie na pojemniku tak mocno, że zdziwiłam się, że nie pękł. Ogarnęła mnie ponowna fala nienawiści do sułtana. Schowałam flakonik do torby i zdecydowanym krokiem wyszłam z komnaty. Szybkim truchtem wypadłam z zamku, nie mówiąc nikomu o celu mojej podróży. Podobnie jak wcześniej - wskoczyłam na pierwszy lepszy wóz, który akurat jechał w stronę Imperium Osmańskiego. Nie odzywałam się po drodze, po prostu liczyłam sekundy, który minęły od czasu mojej niespodziewanej wizyty na wozie.
***~***
Dokładnie dziesięć tysięcy i osiemset sekund zajęła mi droga do terenów znajdujących się na terenie Imperium. Czyli w przybliżeniu trzy godziny. Ulotniłam się z wozu równie szybko, co tam wsiadłam. Pobiegłam na dwór Mehmeda, a gdy tam dotarłam, strażnicy chyba rozpoznali we mnie dawną... oblubienicę sułtana i natychmiast mnie wpuścili. Gdy przekroczyłam próg nie mogłam uwierzyć. Nic się nie zmieniło. Mehmed nawet nie kazał nosić żałoby. Zginął jego ojciec, bracia i siostry, synowie i córki, dowódcy i żołnierze, a ten idiota nawet nie rozpacza?! Żałość... Szybko przemierzyłam korytarz i odnalazłam drzwi do pralni, gdzie miałam nadzieję spotkać wilczycę imieniem Elif. Zapukałam kilkakrotnie do drzwi, które po kilku sekundach się otworzyły i ujrzałam kogo chciałam zobaczyć. Na twarzy Elif pojawiło się najpierw zdziwienie, potem zaciekawienie a na końcu coś podobnego do ulgi.
- Potrzebuję pomocy, a ty mi pomożesz, dobrze? - mówiłam cicho, kompletnie bez ładu i składu, starając się, by tylko Elif mnie usłyszała. Ona pokiwała głową, więc pochyliłam lekko głowę i wytłumaczyłam cały plan, jaki miałam wcześniej obmyślony w głowie. Gdy skończyłam, odsunęłam się i popatrzyłam na wilczycę. W jej oczach widniał wyraz niemej zgody, co natychmiastowo powiększyło szanse powodzenia mojej misji. Uśmiechnęłam się lekko i wycofałam z prowizorycznej pralni. Chciałam zrobić to wszystko jeszcze dzisiaj, by jeszcze dzisiaj wrócić do zamku, by jeszcze dzisiaj rozkoszować się cierpieniem Mehmeda. Szybko odnalazłam komnatę sułtana, która przecież znajdywała się w tym samym miejscu co poprzednio. Tym razem strażnicy nie musieli nawet na mnie patrzeć, po prostu rozejrzałam się, że cały korytarz się wyludnił, a potem zapodałam mocne ciosy w obie skronie. Otworzyłam drzwi do komnaty, nie zważając na panujące tutaj totalitarne zasady. Mehmed, zresztą jak zawsze, siedział i pił, nie zwracał uwagi na to, ze jego strażnicy prawdopodobnie nie żyją.
- Moja Hatsune Miray... Ta sama, po której wizycie mój Radu nagle zniknął. A potem znajduję go na dworze Vlada III... Czyżby moja Hatsune pomyślała, co zdarza się dosyć rzadko, jak wynika z mojej obserwacji? - o nie, tego już za wiele. Roztrzaskał mi serce na miliony kawałków, za pomocą swojego brata zabił królową państwa, które kocham, a teraz nic sobie z tego nie robi? W międzyczasie, gdy Mehmed podszedł do mnie, furia zawładnęła moim umysłem i nie myślałam jasno. Niemalże rzuciłam się na sułtana, przygważdżając go do ziemi.
- Zniszczyłeś wszystko... Zabiłeś moją jedyną rodzinę... Zabiłeś królową, pod której byłam rozkazami... - mówiłam z trudem, ciężko dysząc, nadal trzymając całą swoją siłą sułtana przy podłodze.
- Nie ja ich zabiłem. Zabili ich dowódcy - powiedział Mehmed, jakby nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. Wtedy straciłam jakąkolwiek cierpliwość.
- Ale oni byli pod twoimi rozkazami! - krzyknęłam i uderzyłam wcześniej podniesioną głową sułtana o kamienną posadzkę. Sułtan żył, ale stracił przytomność. Mimo, iż byłam pewna, że w najbliższych godzinach się prawdopodobnie nie obudzi, i tak dla pewności wlałam mu do gardła jedną czwartą zawartości mojego tajemniczego naczynia z zielonkawym płynem. Spokojnie, to nie jest arszenik, ani inna trucizna. Po prostu wyjątkowo silne zioła nasenne, pomieszane w jakimś wywarem, który sprawiał, że ktoś, kto wypił eliksir spał długo i nawet największy hałas nie byłby w stanie go obudzić. Moja ostatnia pamiątka po rodzinie. Złapałam sułtana za klatkę piersiową i zaczęłam go ciągnąć w stronę wyjścia, gdzie zgodnie z planem czekała Elif z jakimś koszem. Wilczyca pomogła mi wrzucić nieprzytomne ciało sułtana do owego kosza, przykryła je prześcieradłami i poszewkami, a potem biegiem wyszła z zamku. Nie dziwiłam się jej, żyła w ciągłym strachu, a taki poniekąd zamach na sułtana był dla niej czymś po prostu nierealnym.
***~leniwy time-skip o kilka godzin czyli do czasu, kiedy dwie bohaterki trafiły z powrotem do domu~***
Otworzyłam ciężkie drzwi sali tronowej. Miałam nadzieję, że Vlad, mimo późnej pory, nadal tam siedzi. Elif ciągnęła nieprzytomnego Mehmeda, a gdy w końcu przekroczyłyśmy próg, opuściła jego ciało na posadzkę. Spadł głęboko, miałam wrażenie, że nie obudzi się przez następne dwie godziny... Mam nadzieję, że nie przesadziłam z dawną substancji usypiającej?
- Panie, melduję, że żywy Mehmed II znajduje się obok nas. - powiedziałam patrząc na króla. Ten posłał pytające spojrzenie w stronę Elif, a jej obecność chciałam natychmiast wyjaśnić - To jest Elif, bardzo mi pomogła w uprowadzeniu sułtana... - powiedziałam szybko, ale również niepewnie.

<Vlad?>

913 słów

sobota, 12 maja 2018

Od Rin CD Vlada

Jeszcze trochę, jeszcze kilka metrów. Jeszcze kilka sekund. Dowiem się czy będę mogła ostatecznie pomścić wszystkie ofiary tego rozlewu krwi, czy w końcu mogę w spokoju mieć żałobę. Minęło kilka dni, lecz ja wciąż nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Wszyscy dowódcy pozbawieni życia, a moja siostra w jakimś stopniu pomszczona. Pierwszy raz po jej śmierci odczuwałam emocję, łudząco podobną do radości. Ale bym mogła odczuć pełną ulgę, muszę w jakimś stopniu przyczynić się do najważniejszego sprawcy jej śmierci. Szybko weszłam do sali tronowej, nie zważając na to, że strażnicy patrzyli się na mnie wręcz jak na idiotkę. No cóż, pewnie musiałam trochę dziwnie wyglądać, gdy tak spieszyłam się do króla taranując wszystko i wszystkich po drodze. Dwuskrzydłowe drzwi otworzyły się w hukiem, a mój wzrok szybko omiótł salę. Niedawny zwariowany uśmiech i obsesyjnie szalone ogniki w brązowych oczach nagle zniknęły, przeminęły zresztą jak wszystko. W sali tronowej nie było cieszących się wilków i psów, którzy w końcu mogą odetchnąć po zakończonych walkach. W ogóle nie było żadnych psów i wilków. Był tylko król, który zdaje się nie zwracał uwagi na nic innego poza swoim własnym, wyimaginowanym światem. Przymknęłam cicho drzwi i przez chwilę wpatrywałam się w sylwetkę Vlada. Nie podniósł wzroku, nawet się nie ruszył.
- Panie? - odezwałam się, gdy moja obecność przez dłuższy czas nie została dostrzeżona. Basior lekko drgnął, jakby zastanawiając się czy może spokojnie opuścić swój świat i powrócić do spraw przyziemnych. Chwilę później podniósł na mnie wzrok, a ja zobaczyłam w nim cały ból tego świata, ten cały ból jaki został mu zadany, ten cały ból, który musiał do tej pory dźwigać jak brzemię. Ujrzałam cierpienie, ujrzałam chęć zemsty i również rozpacz. Jego oczy lśniły, były wręcz mokre od łez, a na twarzy wciąż miał widoczne ślady po spadających łzach. Dobrze znałam ten widok. Zbyt dobrze. Wiedziałam o co chodzi... Przecież byłam na pogrzebie królowej Elisabethy. Dla mnie również to jest strata, no bo w końcu to królowa, która nie była stereotypową królową.  Każda władczyni ma w sobie jakąś część pychy bądź dumy. Elisabetha tego nie miała. Westchnęłam i powoli oraz ostrożnie podeszłam do Vlada i przysiadłam jakieś dwa metry od niego. Zupełnie jak niegdyś, zaczęłam szukać odpowiednich słów, które mogłyby chociaż trochę oddać powagę sytuacji.
- Rozumiem co czujesz, panie... - zaczęłam. Postawiłam na oklepane stwierdzenie, które moim zdaniem jako jedyne nadawało się do upowszechnienia - Znasz historię moją i Reiko. I muszę powiedzieć, że czułam to samo co ty, nawet długo po tamtym zdarzeniu. Nie będę ci mówić, że wszystko będzie dobrze, wspaniale i tak jak dawniej, ponieważ to jest największe kłamstwo jakie słyszałam. Mogę ci tylko powiedzieć, że ten stan ci minie. Nie wiem kiedy, ale minie. A ty musisz zrobić wszystko, by to nastąpiło jak najszybciej. Nie mówię, żebyś zapomniał, ale żebyś uniknął tego, czego ja nie zdołałam. Jeżeli nie dla siebie, to dla swoich dzieci, swojej rodziny, poddanych, a także dla królowej Elisabethy. Jestem pewna, że ona nie chciałaby, żebyś trwał w takim stanie. Wiem, że łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale chociażby spróbuj. Jeżeli potrzebujesz pomocy, to nie wahaj się o nią prosić. Nie myśl, że to nie przystoi. Proszenie o rozmowę lub pomoc jest rzeczą naturalną. I jeszcze jedno... twoi poddani służą ci również radą. Oni ci pomogą, jeśli o to poprosisz. I mogę cię zapewnić, że zrobimy wszystko co w naszej mocy, by pomóc - zakończyłam. Vlad nie ruszał się, ale wiedziałam, że uważnie mnie słucha. Wstałam i stanęłam naprzeciwko niego - Wiem, że pragniesz śmierci Mehmeda. Ja również przysięgałam śmierć jemu i całej jego rodzinie. Obiecałam, że pomogę, więc jestem gotowa wyruszyć do niego. Znam drogę lepiej niż inni, a w sercu noszę nienawiść większą niż inni potencjalni posłowie. Znam tam osobę, która jest gotowa mi pomóc. Osobiście dopilnuję, by sułtan dotarł na zamek żywy, by był na twojej łasce i niełasce. Panie, pozwól mi wyruszyć na jego dwór. - postanowiłam poprosić o rzecz, której pragnęłam bardziej niż kiedykolwiek. Patrzyłam z niecierpliwością na Vlada, który jakby rozważał moją propozycję.

<Vlad?>

665 słów

piątek, 11 maja 2018

Od Rin CD Chucka

Przytłoczona swoimi emocjami zaczynałam powoli tracić wyczucie czasu. Chodziłam w kółko po komnacie, nie za bardzo wiedząc co mam ze sobą zrobić. Obecnie nie miałam nic do roboty, nie opuszczałam komnaty, bo nie miałam na to najmniejszej ochoty. Gdy w końcu mój wzrok padł na czarno-biały zegar ścienny oprzytomniałam. W tym zamyśleniu kompletnie zapomniałam o tym, że przecież jeszcze dzisiaj trzeba zjeść obiad. Szybko zbiegłam do jadalni i nałożyłam sobie na talerz kompletnie losowych produktów, które jednak były sprawdzone i wiedziałam, że mi smakują. Rozglądnęłam się w poszukiwaniu wolnego miejsca, lecz prawie wszystko było już zajęte. No cóż, po prostu poszłam przed siebie i chwilę później zobaczyłam całkowicie wolny stolik, jedynie z jednym psem siedzącym przy nim. Usiadłam naprzeciwko niego. Moment później pies przywitał się, a przynajmniej tak mi się zdawało.
- My się chyba jeszcze nie znamy - odezwałam się, gdy przegryzłam pierwsze kęsy obiadu - Rin Kagamine - przedstawiłam się pierwsza, dosłownie w przerwie między gryzami. Popatrzyłam na psa i dałam mu tyle czasu ile potrzebował, by połknąć to, co akurat miał w gardle.
- Chuck - odpowiedział krótko, zwięźle i na temat. Kiwnęłam głową i w kilka minut później zaczęłam kończyć swój posiłek. Owy Chuck również, nawet trochę przede mną. Po drodze do wyjścia z jadalni rozmawialiśmy chwilę, a gdy już stanęłam za progiem chwilę podumałam i doszłam do wniosku, że na razie nie mam ochoty wracać do komnaty.
- Nie mam nic do roboty, więc może... nie wiem, może się gdzieś przejdziemy? Mogę ci pokazać niektóre ciekawe miejsca, których być może jeszcze nie widziałeś - powiedziałam odwracając się do Chucka.

<Chuck?>

264 słów

wtorek, 8 maja 2018

Od Rin CD Neda

Gdy położyłam swoją głowę na cienkiej poduszce natychmiast szczelnie się owinęłam kołdrą. Ale nie mogłam spać, przynajmniej na tę chwilę. Ale tyle dobrego, że już nie płakałam. Wpatrywałam się cielęco w płachtę namiotu myśląc w międzyczasie co Ned miał na myśli. Po chwili jednak powieki zaczęły mi ciążyć i, wyczerpana płaczem, zasnęłam. Nie dręczyły mnie żadne koszmary, żadne wspomnienia i żadne wyrzuty sumienia. Jedynie wypełniało mnie przyjemne uczucie, że w końcu znalazłam kogoś, kto mnie pocieszy. Nie spałam jednak długo, bo nie byłam wcale zmęczona, jedynie potrzebowałam kilku głębokich oddechów by się uspokoić. Gdy się obudziłam, potrzebowałam trochę ruchu. Zaczęłam się krzątać po namiocie. Czasami patrzyłam się na wejście do mojego miejsca zamieszkania. Lecz za ktorymś razem zobaczyłam tam głowę jednego z dowódców. Prawie natychmiast rozpoznałam w nim Onura. Tiaaa, od niedawna uważam każdego dowódcę za mojego największego wroga. Szybko podbiegłam do psa i popchnęłam go w stronę najbliższego drzewa. Odurzony siłą uderzenia, walnął głową w gałąźi stracił przytomność. Zawlekłam go do namiotu jeńców, a potem wróciłam do mojego mieszkanka. Chwilę się krzątałam po kuchni, ale kilkanaście minut później ujrzałam Neda z jakimś workiem w ręce. Popatrzyłam najpierw na worek, potem na Neda.
- Zabójca twojej siostry nie żyje - powiedział po chwili. Przez jakiś moment patrzyłam na niego zszokowana. Nie mówiłam nic, tylko rzuciłam mu się na szyję. Stałam, nie odzywając się, niczym skamieniała.
- Popraw mnie jeżeli się pomylę... Zabiłeś dowódcę bym poczuła się lepiej i by pomścić śmierć mojej siostry? - zapytałam.
<Ned?>


Onur wzięty do niewoli


wszystko potem poprawię.

niedziela, 6 maja 2018

Od Rin CD Neda

(Ok, uznajmy, że Reiko już nie żyje, że akcja tego wątku dzieje się trzy dni później, bla, bla, bla, po prostu zacznijmy)
Siedziałam przy stole i trzymałam w ręce ten kubek z herbatą, mimo tego, że od dawna mnie wprost parzył. Wodziłam wzrokiem po poczynaniach Neda i bezdźwięcznie obserwowałam to jak krząta się przy naczyniach. Miła odmiana, że w końcu ktoś bezinteresownie robi coś dla ciebie, z czystej przyjemności bądź poczucia obowiązku i nie musisz za to płacić czymkolwiek. 
- Beouf stroganow podano. Smacznego - usłyszałam głos Neda podczas, gdy on stawiaj przede mną talerz i usiadł po przeciwległej stronie stołu. Chwyciłam sztućce i zaczęłam próbować posiłku.
- Bardzo dobre, dziękuję, skarbie - powiedziałam, gdy już praktycznie cała potrawa została przeze mnie pochłonięta. Przez chwilę na mojej twarzy zagościł szczery i promienny uśmiech, tyle radości sprawiała mi myśl, że ktoś mi na tym świecie pozostał. Ale oczywiście, Ned nie byłby Nedem, gdyby nie odkrył tego, że jednak mój nostalgiczny nastrój nie pojawił się bez powodu.
- Coś się dzieje - bardziej stwierdził niż zapytał. Nie powiedziałam mu. Nie powiedziałam nikomu. To jest nasza mała tajemnica. Moja i Reiko. Pokręciłam głową. Zresztą... kogo ja chcę oszukać? - Przecież widzę - dodał kiedy zobaczył, że jeszcze próbuję się opierać. Westchnęłam. Teraz to już chyba nie mam wyjścia, co?
- Po prostu... podobno trzy dni temu wojska Imperium Osmańskiego napadły na namiot szpitalny, to zapewne wiesz. Wiesz chyba również, że był tylko jeden trup, jeden zabity, jedna ofiara. Ale być może nie wiesz, że tą ofiarą była moja siostra. Reiko Kagamine, ona jedna została pozbawiona życia. Akurat ona jedna! Nie opowiadałam ci jeszcze... ona była siostrą, o której istnieniu dowiedziałam się niedawno... Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ani nie wiem w jakich okolicznościach zostałyśmy rozdzielone, ale ona miała mi to wytłumaczyć. Miała mi to wytłumaczyć wraz z końcem wojny. Przez ten cały czas, kiedy byłam na zamku, jeszcze przed wojną miałam ją pod samym nosem i nie zauważyłam tego, jak ona próbowała nawiązać ze mną kontakt. Czuję się... czuję się winna. Obwiniam się za to, że wcześniej nie znajdowałam nawet minuty, by poświęcić ją Reiko. Myślę, że to co ją spotkało to moja kara. Nie powiedziałam ci wcześniej, bo chyba sama przed sobą nie chciałam przyznać, że odeszła. Odeszła i już nie wróci, przepraszam - powiedziałam cicho, jakby nie chcąc, żeby ktokolwiek inny usłyszał tę opowiastkę. Patrzyłam w dół, wpatrywałam się w mój pusty talerz.

<Ned? No cóż, jedyny pomysł jaki miałam>

381 słów

piątek, 4 maja 2018

Od Rin CD Neda

Atak zakończył się pomyślnie, kolejne wojska sułtana Mehmeda zostały roztarte w pył, ale ten głupiec ciągle przysyła nowe oddziały swojej służby... Brakuje słów, po prostu brakuje słów. Po skończonym natarciu, skierowałam się w stronę mojego namiotu i oparłam się o cienki, metalowy drążek. Uniosłam głowę i utkwiłam swoje spojrzenie w jednym punkcie na niebie, w którym właściwie nic się nie znajdywało. Ot tak, niewidoczny punkt na niebieskim sklepieniu.
- Cześć skarbie. Tęskniłaś? - usłyszałam głos, dzięki któremu automatycznie mocniej zabiło mi serce. Razem z Nedem byliśmy narzeczeństwem od kilku dni, lecz jeszcze do mnie trochę nie dociera jakie szczęście mnie spotkało. Odwróciłam głowę w stronę basiora.
- Chciałbyś - zgrywałam cwaną, ale tak na serio odpowiedź na zadane pytanie była twierdząca. No cóż, nic nie poradzę, że nie chcę się rozdzielać z Nedem na dłużej niż to konieczne. Nie, nie mam na myśli, że chcę go ciągle kontrolować, co to to nie. Basior tymczasem stanął obok mnie i objął mnie ramieniem.
- I tak wiem, że nie mówisz prawdy - powiedział Ned z lekkim rozbawieniem w głosie. Westchnęłam teatralnie. Wie, że mnie rozkochał i nie wahał się używać tego faktu. Oparłam głowę na ramieniu mojego towarzysza, jednocześnie bawiąc się pierścionkiem zaręczynowym i obserwując pod jakim kątem odbijają się promienie słoneczne.
- Czemu tak łatwo ci się udaje mnie rozgryźć? - spytałam po części siebie, po części Neda. Podniosłam głowę i popatrzyłam w oczy samcowi próbując odczytać z nich odpowiedź na moje pytanie. Ned uśmiechnął się lekko.
- Po prostu już trochę cię znam - odpowiedział, po czym pocałował mnie delikatnie. Uśmiechnęłam się po nosem i całkowicie się temu oddałam.
- Hmm, nie wiem jak ty, ale ja jestem głodna, idę zrobić coś do jedzenia... - mruknęłam, gdy tylko zabrakło mi tchu. Mówiłam serio, nie jadłam od rana, a atak na wojska Imperium Osmańskiego było na tyle wyczerpujące, że teraz potrzebowałam dużej dawki składników odżywczych. Odchyliłam płachtę oddzielającą mój namiot od reszty świata i zaczęłam się zastanawiać co mam niby przygotować. Odwróciłam się do Neda, który w międzyczasie wszedł za mną namiotu. - Masz jakiś pomysł co ugotować? - spytałam, gdy już zorientowałam się, że mój katalog pomysłów świeci pustkami.

<Ned?>

359 słów

Tia, pytanie o obiad, mój katalog pomysłów też świeci pustkami. 

czwartek, 3 maja 2018

Od Rin CD Neda

Luna... Tak, ta sama Luna, która zakochała się w praktycznie każdym w tym królestwie, właśnie szła w naszą stroną, spoglądając na mnie z nienawistnym błyskiem w oczach. Zbliżała się szybko, udawałam, że jej nie widzę i nadal prowadziłam ożywioną dyskusję z Nedem.
- Rin, czy mogę na słówko? - usłyszałam nieprzyjemny, wręcz karcący i pełen odrazy głos Luny. Brzmiała tak, jakbym niby zrobiła coś złego. Popatrzyłam na mojego towarzysza, przewróciłam oczami i oddaliłam się z czarną suką na dobre parę metrów. - Czy to ty jesteś tą słynną narzeczoną Eddarda? - zapytała, a gdyby wzrok mógłby zabijać, zapewne połowa sfory byłaby martwa, ze mną na czele. Jej głos wręcz ociekał jadem, wyglądała jakby miała mnie zabić. Niedoczekanie.
- Czy jeżeli powiem, że tak, to czy to w jakikolwiek sposób zmieni twoją pozycję? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, chcąc poprowadzić tę rozmowę na wymyślone przeze mnie tory. Oczywiście, Luna natychmiast połknęła haczyk.
- Uważaj, ja go kocham. Jest osobą, którą pokochałam i dlatego postanowiłam, że będę walczyć! - chciało mi się śmiać. W oczach błysnęła mi iskierka rozbawienia, kiedy wypowiedziała ostatnie słowa. Ciekawi mnie tylko, czy ona tak ze wszystkimi i ze wszystkimi partnerkami swoich celów tak robi. W końcu, udało mi się powstrzymać ogólne rozbawienie na tyle, bym mogła cokolwiek powiedzieć.
- Przypomnij mi... którym twoim "ukochanym" jest Ned, bo chyba się pogubiłam z tymi wyliczeniami - nie wiem, czy moja wypowiedź była tak błyskotliwa czy Lunę było tak łatwo zgasić, ale samica nie odpowiedziała na moją zaczepkę. Nawet czarna sierść nie mogła powstrzymać szerzącego się na jej policzkach rumieńca. - Nie rozumiem twojego toku myślenia, ale czy nikt cię nie nauczył, że żonatych się nie podrywa? - dodałam uważnie obserwując każdą zmianę na jej twarzy. - Jeżeli nie wiedziałaś o tym to teraz już to wiesz - rzekłam, gdy moja rozmówczyni nie raczyła odpowiedzieć. Gwałtownie się odwróciłam i wróciłam do nadal stojącego nieopodal Neda. 

<Ned?>

315 słów

Who won? Luna or Rin? xd

Od Rin CD Neda

- Bo widzisz Rin ja się w tobie zakochałem. Od kiedy Cię zobaczyłem moje serce bije tylko dla Ciebie - usłyszałam, a po początkowym zmrożeniu zalała mnie fala gorąca. Stałam jak wryta, nie wiedząc co mam powiedzieć, czy zrobić, jak w ogóle mam zareagować. Po chwili myślenia, popatrzyłam Nedowi w oczy, starając się w nich oddać obraz pełen miłosnego uniesienia, czyli tego co właśnie czułam. Chciałam by zobaczył w nich oddanie i miłość. Znałam go krótko, ale już po kilku minutach odczuwałam radość ze spotkania jego osoby gdziekolwiek. Tyle, że... niby jak ja mam to powiedzieć? Już, już otwierałam usta by powiedzieć wszystko, co mi leży na sercu, ale usłyszałam trzask ognia oraz poczułam zapach zwęglonego jedzenia. Z trudem powstrzymałam się od fuknięcia. Czar prysł i to w najgorszym możliwym momencie. Niechętnie ruszyłam, by zdjąć kolację z ognia, po czym usiadłam na prowizorycznym krześle. Popatrzyłam na Neda i dałam mu znak, by usiadł na drugim, znajdującym się obok mnie. Basior uczynił to, a ja zaczęłam wpatrywać się w ognisto pomarańczowe płomienie.
- I co masz zamiar zrobić, po tym, co ci powiedziałem? - zapytał Ned z lekką urazą w głosie. Uśmiechnęłam się smutno, ale nie odwróciłam wzroku.
- Po prostu... nie ma takich słów co mogłyby zobrazować, co mi siedzi w głowie. Czy to nie jest zabawne? Kiedy potrzebuję swojej umiejętności opowiadania, ona nagle znika, a jak chce z całych sił ją ukryć... ona objawia się kompletnie niepotrzebnie. Czyż to nie jest zabawne? Swoją drogą, przez całe życie myślałam, że nie mam już nadziei na znalezienie kogoś, z kim mogłabym żyć. Wyobrażałam sobie milion alternatywnych scenariuszy, niektóre pochodzą z czasów, kiedy byłam szczeniakiem. A teraz, kiedy wszystko czego chciałam, stało się, nie mogę się wysłowić - zaśmiałam się krótko, nadal myśląc nad tym, co mam zrobić za chwilę - To nie jest łatwe, od razu rzucić się na głęboką wodę i wyznać, że... - głos mi się załamał. Czemu miłość musi być taka trudna? Pomyślałam, że może łatwiej, to będzie wyrazić gestem, niźli plątać się w słowach bez ładu i składu. Tak więc, pod wpływem szaleńczego natchnienia niepewnie chwyciłam spoczywającą na udzie Neda rękę i przyłożyłam ją do lewej strony mojej klatki piersiowej.
- Cz-czujesz? Ono również bije tylko i wyłącznie dla Ciebie... - w końcu. Co za przyjemne uczucie ulgi, że w końcu powiedziało się coś, co chciało się powiedzieć od dawna, ale nie wiedziało się jak.

<Ned?>

398 słów

środa, 2 maja 2018

Od Rin CD Neda

Odwróciłam głowę w stronę, skąd nadciągał głos. Zobaczyłam Eddarda i chcąc nie chcąc uśmiechnęłam się. Nie mogłam się powstrzymać, ani również nie chciałam się powstrzymywać. Eddarda znałam parę minut, a ja już czułam jakbyśmy się znali od lat.
- Całkiem znośnie. Nie powiem, żebym jakoś specjalnie się się wyróżniła ani coś... Ja zdecydowanie wolę ataki z zaskoczenia i z ukrycia, w końcu jestem szpiegiem, więc ukradkowe przemykanie się między obiektami zdecydowanie mi najbardziej odpowiada. W ogóle nie jestem jakoś specjalnie wyszkolona do takich ataków, jak na przykład wojownicy... - nagle zamilkłam. Echh, znowu to zrobiłam, znowu dałam się ponieść - Wybacz, nawet odpowiedź dla tak prostego pytania potrafię dłużyć w nieskończoność - ukryłam twarz w dłoniach, by jakoś zamaskować szerzące się na moich policzkach rumieńce. Miałam wrażenie, że jeszcze kilka stopni i spłonę niczym magiczny feniks.
- Nie martw się, mówiłem przecież, że mi to nie przeszkadza - usłyszałam głos Eddarda, który brzmiał nadzwyczaj kojąco i uspokajająco. Westchnęłam, uniosłam głowę i oparłam się o bardzo cienki drążek podtrzymujący całą konstrukcję namiotu. Wciągnęłam głośno powietrze, a zaraz potem je wypuściłam ze świstem. Panowała cisza, ale nie była ona niezręczna. Raczej przyjemna. Oczywiście nie mam na myśli tego, że nie lubię rozmawiać z Eddardem, ale po prostu ta cisza była inna niż wszystkie inne. Wiem, że to trochę dziwne oceniać jakość ciszy między wypowiedziami. Ale raczej nikt nie lubi tej niezręcznej ciszy, podczas której osoby rozmawiające zastanawiają się co mają dalej powiedzieć? Podczas tej ciszy, nie było czuć żadnej ciężkiej atmosfery. Nagle tę magiczną chwilę przerwał chrzęst. Czujnie wypatrywałam zagrożenia, a gdy dźwięk się powtórzył bez słowa skierowałam się w jego stronę. Szybko przemknęłam między zaroślami wkrótce odnajdując źródło hałasu. Oto jeden z dowódców - Ülkü, stał i wpatrywał się we mnie z nienawistnym spojrzeniem w oczach. Zawsze to samo... Dowódca jest rozjuszony, tym, że dał się zauważyć, więc za chwilę będzie na mnie szarżować, prawdopodobnie z jakimś ostrzem w ręku. I mój alternatywny bieg wydarzeń się sprawdził - Ülkü podbiegł do mnie, zrobiłam szybki unik, a gdy się zatrzymał, uderzyłam do łokciem w skroń, dla pewności dobiłam rękojeścią mojego podręcznego sztyletu. Dowódca osunął się na ziemię, a gdy już widziałam, że nie ma zagrożenia, chciałam wrócić powiadomić straże o nieprzytomnym dowódcy. Ale gdy się odwróciłam zobaczyłam Eddarda, który się we mnie wpatrywał.
- Wybacz, nie zauważyłam cię... J-jak długo tu stałeś? - zapytałam usilnie próbując zapanować nad drżącym głosem. Jestem ciekawa, ale jednocześnie obawiam się co teraz sobie pomyśli o mojej osobie. Czy to normalne?

<Ned?>

414 słów

Od Rin CD Eddarda

Uch, trochę niezręczna sytuacja. Nie to, że mi się nie podoba, że ktoś mnie szanuje, ale jednak nie wiem jak zareagować. Nikt jeszcze nie uczynił takiego gestu w stosunku do mnie.
- Rin Kagamine, mi też jest miło cię poznać - powiedziałam, kompletnie nie wiem po co, przecież Vlad mnie już wcześniej trochę wyręczył z tego obowiązku przedstawienia. Tymczasem, nie wiedząc co powiedzieć po prostu jedynie obserwowałam ruchy Eddarda. W końcu, gdy basior powrócił do swojej początkowej pozycji, mój wzrok natrafił na jego oczy. Planowałam jedynie szybko ominąć to miejsce wzrokiem, ale mój plan był z góry skazany na niepowodzenie. Bo któż by nie zawiesił spojrzenia na dwóch pięknych tęczówkach, każdej w innym kolorze? Chyba tylko wyjątkowo nieczuły na piękno osobnik. Prawe oko miało kolor bursztynu, lewe natomiast było barwy błękitnej, jasno błękitnej, jeżeli mamy być dokładni. Czarne źrenice patrzyły na mnie przenikliwie. W końcu, po dłuższej chwili zorientowałam się, że moim obowiązkiem było co innego niż stanie i patrzenie się w oczy nowo przybyłego. Potrząsnęłam lekko głową, przymykając oczy, jakby to mogło czemukolwiek pomóc.
- No to... chodźmy, może obozowisko nie jest takie znowu duże, ale lepiej, żebyś się nie pogubił - uśmiechnęłam się lekko i skierowałam swoje kroki do początku naszej wędrówki. Pierwszym przystankiem był namiot medyczny, w sumie nic ciekawego, ale mus to mus. Eddard podczas moich wywodów i opowieści prawie się nie odzywał, musiał zapewne wyczuć, że nie tak łatwo jest oderwać mnie od tworzenia coraz to nowych historii. Nie tylko szybko skończyłam go oprowadzać po obozowisku, ale kilka chwil potem opowiedziałam mu streszczenie w sumie całej dotychczas trwającej wojny. Eddard był dobrym słuchaczem, był cierpliwy i nie wtrącał się wpół zdania. A takich trudno jest znaleźć. Często inni po prostu... już w połowie okazują swoje niezainteresowanie, podczas gdy teraz... Teraz w końcu mogłam pokazać siebie, bez obawy, że zostanę wyśmiana czy coś...
- Wybacz, jeżeli cię zanudziłam. Gdy opowiadam o czymś ciekawym, czasami po prostu tracę poczucie czasu i zaczynam coraz to nowe tematy. Mam nadzieję, że to ci nie przeszkadza... - powiedziałam, gdy już zdołałam opanować potok słów płynący z moich ust. Eddard uśmiechnął się, a mi jakoś w okolicach serca niespodziewanie ciepło się zrobiło pod wpływem tego gestu.

<Eddard?>

365 słów

Akceptacja!

Od Rin CD Vlada

Gdy wsiadłam na owego wierzchowca szybko popędziłam go w stronę oddziału janczarów. Schwytanych dowódców było już dużo, jak na dwa czy trzy dni wojny. Podwładnych sułtana było z każdym dniem coraz mniej, szkoda, że mogłam zobaczyć jego miny, wtedy kiedy dowiedział się, że nagle ponad kilkanaście tysięcy żołnierzy nagle zniknęło z jego oddziałów. Byłam prawie pewna, że to byłby widok bezcenny, satysfakcjonujący i wielce motywujący do dalszego działania. Znowu na myśl mi przyszło to, że jemu nawet się nie chciało ruszyć tego swojego cielska, by chociaż pokazać się na polu bitwy... Nie musiał walczyć, mógł tylko się pokazać. Teraz pozwala, by inni uważali go za tchórza, który wywołuje wojnę, a potem nie ma odwagi stawić czoła zaistniałej sytuacji. Doprawdy, żenujący poziom. Zastanawiam się, czy na takim samym są jego synowie. Kto wie, może ojciec ich wysłał na wojnę pod groźbą śmierci, a sami nie mieli ochoty wyściubić nosa spoza murów pałacu? Gdy tak sobie rozmyślałam, zupełnie przestałam zwracać uwagę na świat mnie otaczający. Także, nie usłyszałam prawdopodobnie jakiegoś hałasu, który spłoszył wierzchowca, który wcześniej oczywiście musiał mnie zrzucić z siodła. Więc, oprzytomniałam praktycznie wtedy, kiedy rąbnęłam kręgosłupem o podłoże. Poczułam jakby moje ciało przeszył piorun, ale mimo to szybko wstałam i się otrzepałam z wszędzie latającego wzburzonego kurzu czy pyłu. Rozejrzałam się szukając źródła potencjalnego hałasu. Katem oka zobaczyłam, jak wierzchowiec ucieka, z prędkością światła. Ta, jasne, a niby one takie odważne i niepłochliwe. Nastawiłam uszu starając się wychwycić następne oznaki czyjejś obecności. Gdy nic takiego nie usłyszałam skierowałam się w stronę krzaków, które były jedyną kryjówką dla tej osoby. Szum przesuwanych liści zapewne nieco spłoszył napastnika, bo ten, prawdopodobnie wykonując nieoczekiwany krok w tył, nadepnął na suchą gałąź i tym się zdradził. Skoczyłam w stronę, z której dobiegał dźwięk. Poczułam jakieś ciepłe ciało, które pod wpływem mojego ciężaru upadło na spotkanie z podłożem. Widocznie siła uderzenia była tak silna, że ten ktoś rozwalił sobie czaszkę o leżący na ziemi żwir. Przypatrzyłam się mojej ofierze. Oto przede mną leżał, zapewne już martwy Karya, jeden z dowódców wojsk Mehmeda. Czując nienawiść do całego Imperium Osmańskiego, postanowiłam dobić ledwo żyjącego Karyę. Wyjęłam sztylet i po prostu poderżnęłam mu gardło. Gdybym co zabrała ze sobą, zapewne nie przeżyłby podróży, ani do Giorgiego, ani z powrotem do obozowiska. Więc zostawiłam go tam, w krzakach z rozwaloną głową i poderżniętym gardłem. Westchnęłam. Jeszcze tak wiele drogi przede mną... Dobra, muszę się pospieszyć, jeżeli chcę zdążyć kiedykolwiek tam dojść.

<Vlad?>

403 słowa

wtorek, 1 maja 2018

Od Rin CD Vlada

Milczałam... Bo co innego mogłam zrobić? Bo co niby w tej chwili mogłam powiedzieć? Nie byłam przygotowana, nie spodziewałam się takiego wyznania od samego króla...  W tej chwili jedynie wpatrywałam się w ziemię, przetwarzając wszystko, co usłyszałam oraz szukając najodpowiedniejszych słów. Miałam wrażenie, że muszę coś powiedzieć. Ale nie miałam pojęcia co... Usiadłam na kamieniu, naprzeciwko Vlada.
- Przeżyłeś... przeżyłeś ciężkie chwile... Obwiniasz się? Obwiniasz się, że Radu wtedy tam został? - popatrzyłam niepewnie na Vlada. Ten obserwował nóż, który wcześniej wyjął. On również milczał, tak jak ja przed paroma sekundami. W końcu wzruszył ramionami - Jeżeli tak, to wiedz, że to nie była twoja wina. Ani twoja, ani Radu. To nie jest twoja wina, że twojego brata zauroczył tryb tamtejszego życia. To nie ma znaczenia, że nie otrząsnął się w porę z tego odczucia. Ważne, że próbowałeś go stamtąd wyciągnąć, prawda? A teraz? A teraz Radu znowu jest z tobą, w swoim prawdziwym domu. A ty musiałeś odnaleźć w sobie wielką siłę, by to wszystko przetrwać i jeszcze potrafić cieszyć się życiem. - przez chwilę zapomniałam w ogóle do kogo mówię, na jaki temat mówię czy o czym miałam mówić.  - I myślę, że w pełni zasłużył na to, co wtedy zrobiłeś - dodałam z lekkim uśmiechem. Wstałam ze swojego miejsca. - Muszę już iść, obiecałam Giorgiemu, że tam wrócę. I wybacz mi panie, jeżeli w swoim wywodzie trochę zboczyłam z tematu. Czasami tak mam, że sama siebie nakręcam i po chwili zapominam o czym miałam mówić. Ale dziękuję, że mi to powiedziałeś. - ukłoniłam się lekko i zbiegłam do owego wierzchowca, którego wcześniej zostawiłam nieopodal namiotu medycznego. Zmierzyłam wzrokiem kontury prowizorycznego szpitala. Sprawdzałam stan zdrowia rannych... zaledwie wczoraj. Ale, co jeśli podczas tych kilku godzin, kiedy nikogo tam nie będzie ktoś umrze? Podobno rany nie są śmiertelne, ale nigdy nic nie wiadomo... Nikomu nie powiedziałam o powracających koszmarach, obrazach i wspomnieniach z ostatnich sekund życia mojej matki. Podobno zginęła z ręki jakiegoś seryjnego mordercy, ale... ja ciągle mam wyrzuty sumienia. Mimo, że minęło kilka lat, ja ciągle myślę, że to była moja wina. Moja kara. W ramach kary, zabrali mi najdroższą osobę w życiu...
Nie chcąc dłużej rozgrzebywać przeszłości, wsiadłam na wierzchowca i popędziłam go jak najszybciej w stronę zbuntowanego wojska janczarów.

<Vlad?>

374 słów

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Od Rin CD Vlada

- Giorgi zgadzam się na twój plan. Rin Kagamine będzie Ci towarzyszyć. Poprowadzicie atak na tyły naszego przeciwnika - Vlad zwrócić się do mnie. Kiwnęłam głową i zaczęłam natychmiast przygotowywać się do natarcia na nieprzyjacielskie wojska. Sprawdzałam stan zniszczenia moich rzeczy, również przytroczyłam sobie nową broń do pasa. Teraz po dwóch stronach talii miałam sztylety, jeden pamiątkowy, drugi jakiś zwykły, jedynie z lekkimi zdobieniami w kształcie smoków. Ten drugi był o dziesięć centymetrów dłuższy. Jako żołnierz pod rozkazami Vlada III muszę się przecież dobrze prezentować. Po kilkunastu minutach oboje razem z Giorgim byliśmy gotowi do drogi. Opuściliśmy bezpieczne okolice namiotu medycznego i skierowaliśmy się w stronę potencjalnego miejsca spotkania ze zbiegłymi dezerterami wojska Mehmeda. Okazało się, że wierzchowiec Giorgiego siedział sobie najspokojniej w świecie za najbliższym zakrętem, ukryty w gąszczu drzew.
- Będzie szybciej jak pojedziemy zamiast ich - powiedział mój towarzysz. Nie mogłam nie przyznać mu racji. Jednym ruchem znalazł się w siodle - Musisz jechać ze mną, nie mam kolejnego wierzchowca - znieruchomiałam. Przez ułamek sekundy patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Ale po tym krótkim czasie przewróciłam oczami i usiadłam na nim w siodle. Trzymałam się jedynie dzięki utrzymaniu równowagi. Na szczęście, droga nie była zbytnio wyboista, jedynie dwa razy w panice złapałam się tyłu siodła. Nie mam pojęcia ile czasu minęło. Może kilka godzin? W każdym razie słońce chyliło się już ku zachodowi. Właśnie w tym czasie ujrzeliśmy zbuntowanych janczarów, również na wierzchowcach, który szybko przemieszczali się w naszą stronę.
- Na rozkaz króla, atak na tyły resztek wojsk Mehmeda! - zawołałam głośno by każdy na pewno mógł mnie usłyszeć. Z okrzykiem wojennym janczarzy skierowali się w ową stronę. Kiwnęłam głową w ich stronę, dając znak Giorgiemu by ich wyprzedził. Swoją drogą... jakim potworem trzeba być, żeby na wojnę wysyłać własnego ojca? Zrozumiałabym, gdyby Mehmed jeszcze pojawił się osobiście, ale... nie zrobił tego. Tak samo. Ten cały Murad, również nie jest lepszy. Kto normalny wysyła własnego wnuka do obozowiska nieprzyjaciela, podczas gdy jest wiadomo, że trwają polowania na dowódców i taki syn sułtana działa tylko jak płachta na byka. Pff, cała rodzina jakaś dziwna.
W międzyczasie, gdy ja tak rozmyślałam nad tym, ile moralności i człowieczeństwa zostało Mehmedowi i Muradowi, dojechaliśmy na miejsce. Nikt nie zwrócił na nas uwagi, w końcu oddział janczarów, pewnie myśleli, że przyszli z pomocą. Stanęliśmy kilkaset metrów za ostatnim rzędem walczących. Odczekałam kilka minut. Gdy widziałam, że potęga sułtana chyli się ku upadkowi trąciłam lekko Giorgiego, by ten dał znak do działania. Tak też się stało. Mój towarzysz głośno krzyknął na znak ataku. Rozjuszeni janczarzy popędzili wierzchowce, by te z całą prędkością natarły na wojska wroga. Podniosłam się w siodle, chwyciłam się ramienia Giorgiego i przykucnęłam na swoim niedawnym miejscu siedzenia. Po chwili z całej siły wyprostowałam  nogi, wyciągnęłam oba sztylety w tym samym czasie, co zeskoczyłam z wierzchowca. Gdy moje nogi znalazły się na ziemi, zaczęłam biec. Szybkimi ciosami w szyję bądź w głowę torowałam sobie drogę. Obejrzałam się na ułamek sekundy do tyły, by sprawdzić jak sobie radzi Giorgi i reszta janczarów. Byli kilka metrów dalej ode mnie. I ten ułamek sekundy wystarczył, by coś rzuciło mnie na ziemię. Obejrzałam się zdezorientowana. W końcu znalazłam mojego oprawcę. Oto przede mną stał Murad II, tak, ojciec sułtana we własnej osobie!
- Skoro tak bardzo chcesz walczyć to proszę... Ale nie tutaj - szepnęłam prawie do siebie, po czym odwróciłam się i zaczęłam biec do tyłu. Nie uciekałam, broń Boże. Jedynie chciałam go wyciągnąć na wolną przestrzeń. Gdy już znalazłam się poza zasięgiem broni moich wrogów obejrzałam się. Murad biegł za mną. Czyli już jasne po kim Mehmed odziedziczył gen głupoty. On również uzbrojony był w dwa sztylety. Rzucił krótszym z nich. Wykonałam szybki unik. Murad podbiegł do mnie, na co ja tylko czekałam. Mocnym uderzeniem wytrąciłam mu sztylet z ręki, zdjęłam hełm ochronny, po czym uderzyłam do łokciem w stroń. Przez te następne kilka sekund Murad walczył dzielnie, dopóki nie osunął się na ziemię, nieprzytomny. Dla pewności, jeszcze dostał rękojeścią w głowę - Kolejny załatwiony - szepnęłam do siebie. Szybko podbiegłam do jakiegoś uciekającego wierzchowca, złapałam go za wodze i wsiadłam na jego siodło. Podobnie jak z pierwszym moim dowódcą, przerzuciłam Murada przede mnie. Pogoniłam wierzchowca do jednego z janczarów, którego doskonale pamiętałam ze spotkania w głuszy, gdy nacieraliśmy na tyły wojsk.
- Powiedź Giorgiemu, że wracam za kilka godzin, muszę coś załatwić w obozowisku. - powiedziałam do niego, on kiwnął głową. Pogoniłam wierzchowca do namiotu medycznego.
(leniwy time skip o kilka godzin)
Po kilku godzinach jazdy, gwałtownie zatrzymałam się przed namiotem medycznym. Popatrzyłam najpierw do środka. Vlada tam nie było. Więc wytargałam nieprzytomnego Murada na wzgórze, gdzie uklękłam przed królem, po czym szybko wstałam.
- Królu, melduję, że atak na tyły został przeprowadzony pomyślnie. Również ojciec Mehmeda, zapuścił się zbyt blisko, więc "niestety" byłam wręcz zmuszona do pozbawienia go przytomności. - powiedziałam kpiąco się uśmiechając przy słowie "niestety". Po czym usłyszałam jak wojownicy gdzieś biorą nieprzytomne ciało Murada.

<Vlad?>

818 słów

Od Rin CD Vlada

- Zgoda Giorgi. Tylko najpierw wydobrzyj nieco - powiedział Vlad do owego janczara -  Rin pomożesz mu wrócić w szeregi sułtana. - zwrócił się do mnie. Kiwnęłam głową. Ten Giorgi wyglądał na godnego zaufania. Z resztą... uciekł od sułtana, to jest już wyczyn. Wiedział, że za dezerterkę z wojska, grozi mu kara. Giorgi usiadł na pobliskim krześle, a Reiko podała mu jakiś kubek z parującym napojem. Domyślam się, że to są jakieś ziółka na uspokojenie i odpoczynek. Usiadłam na innym krześle, wyciągnęłam sztylet, jakąś szmatkę znalezioną w jednej z kieszeni pasa i zaczęłam polerować ostrze. Nadal widniała na nim mała plama po krwi pierwszego dowódcy, jakiego schwytałam. Nie miałam czasu wypolerować mojej pamiątki wcześniej. Minęła godzina, Vlad nadal opatrywał rannych żołnierzy, Giorgi właśnie wysączył z kubka ostatnie resztki płynu, a ja już jakiś czas temu skończyłam swoją robotę. Nagle janczar wstał.
- Królu - ukłonił się umiarkowanie - jestem gotowy na podróż do mojego obozowiska - powiedział Giorgi zwracając się do Vlada - Jestem wypoczęty i napojony, a także mam wiele chęci do walki. Niczego więcej mi nie potrzeba - dodał, jakby widząc zwątpienie w jego oczach. Vlad spojrzał teraz na mnie.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy, byśmy wrócili żywi, panie - powiedziałam pół żartem, pół serio. Nie czekając dłużej wybiegłam razem z Giorgim z namiotu medycznego. Pies osłaniał mnie, by przypadkiem wojska nieprzyjaciela mnie nie zobaczyły. Po kilkunastu minutach biegu, osłaniania się do gradu strzał, unikania bliższego spotkania z janczarami znalazłam się w obozie wojsk sułtana. - No no, nawet liczni jesteście... - powiedziałam z lekkim zwątpieniem. Jakim cudem przekonamy nawet część z nich? Popatrzyłam na Giogiego. Czyżby miał jakiś plan? Jego oczy lśniły niezwykłym zdecydowaniem. Zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem Reiko czegoś mu do picia nie dosypała.
- Przyjaciele! Komu z was jest dobrze w wojskach sułtana? - zaczął pies zadając dosyć retoryczne pytanie. Gdy nikt się nie zgłosił ciągnął dalej - Tak myślałem. Proponuję wam przejście na drugą stronę barykady - nie no, spoko, walnąć prosto z mostu, gdy jeszcze ich ślepa wiara w powodzenie tej wojny jest zbyt wielka. 
- Zwariowałeś, Giorgi?! Przecież jak uciekniemy czeka nas... - zaczął jakiś wilk z głębi tłumu
- Gdy uciekniecie, Mehmed będzie musiał najpierw zmierzyć się z nami, jeżeli będzie chciał was dosięgnąć - dobra, nie mam lepszego planu, więc zaczęłam się stosować do biegu wydarzeń Giorgiego - Czy wy nie widzicie, że giniecie tylko dlatego, że ten tyran pragnie tylko i wyłącznie władzy? Nic dobrego nie wyniknie jeżeli ta wojna dalej będzie trwała! Zakończy się dla was śmiercią, bo sułtan wysyła was na pewną śmierć! Straty po naszej stronie są jakoś sześciokrotnie niż po waszej! Co wolicie, zginąć czy żyć i wygrać wojnę?! - zakończyłam i patrzyłam na kolejno wszystkich dowódców. W oczach każdego malowało się głębokie zamyślenie. 
- Kto jest z nami, kto jest po stronie sprawiedliwości? - dodał Giorgi. Dzięki, właśnie tego brakowało w tym przemówieniu. Po kilku sekundach pierwszy dowódca podniósł rękę, drugi, trzeci, czwarty. Aż w końcu praktycznie cały obóz stał się kolejnym oddziałem w naszym wojsku. Uśmiechnęłam się szeroko i poprowadziłam Giorgiego z powrotem w stronę naszego obozowiska. Po następnych kilkunasty minutach stanęłam przed Vladem.
- Królu, cały obóz janczarów i kilkaset innych żołnierzy stanęło po naszej stronie barykady - powiedziałam radośnie. Kolejny raz poczułam to radosne uczucie spełnienia, poczucia, że zrobiłam coś dobrze. 

<Vlad?>

553 słów

Od Rin CD Vlada

Czterech dowódców w niewoli, jeden zabity. Jak na pierwszy dzień wojny całkiem dobrze nam szło. Tym razem nie mogę posądzić Mehmeda o pułapkę, wszystkie ataki są już przeprowadzane zgodnie z jego wcześniejszym planem. Chce mi się śmiać jak pomyślę, że on nadal się nie domyśla w jakim straszliwym położeniu jest. Jeżeli utrzymamy to tępo pozbawiania Mehmeda dowódców, wojna zakończy się jak z bicza strzelił. 
- Rin biegnij do Wilka, niech uderzy Smoczym Wojskiem na prawym skrzydle. Przyda im się wsparcie - usłyszałam głos Vlada. Szybko wypatrzyłam konkretnego dowódcę i zbiegłam na pole, gdzie jego wojska miały swoje miejsce. Podbiegłam do samego Wilka.
- Na rozkaz króla, Smocze Wojsko niech uderzy na prawe skrzydło - powiedziałam dosyć głośno, bo szum i hałas wojny nasilał się. Janczarzy byli wściekli, że tak łatwo pozbawili siebie pięciu dowódców. Dowódca kiwnął głową, ja już miałam wracać na swoje miejsce, ale wypatrzyłam pewnego janczarskiego psa. Był poobijany, zgubił gdzieś w wirze wojny swojego wierzchowca, jego zbroja była lekko podniszczona. Biedak, myślał, że oddalając się od grupy poczuje ulgę w swoim cierpieniu. A tymczasem, co za ironia losu, podpisał na siebie wyrok jeszcze większego bólu. Ahsen, ten młody dowódca, zaznał jedynie raz tej... przyjemności spędzenia nocy w alkowie sułtana. Cóż za zbieg okoliczności, nie będzie mu dane przeżyć tego jeszcze raz. Ahsen, właśnie on był moją kolejną ofiarą. Przebiegłam cicho pod wzgórzem, skryłam się za drzewem. Gdy nikt mnie nie zauważył przeszłam za kolejno, i tak dalej, dopóki nie znalazłam się z linii prostej do wilka. Miałam szczęście, byliśmy stosunkowo blisko wzgórza, więc nie będzie problemu w przeniesieniem nieprzytomnego. Nie miałam przy sobie niczego, co by nadawało się do rzucania... Sztylet... on nadawał się tylko do walki oko w oko. Okej, no to ryzykuję. Podbiegam cicho do wilka. Kolejny raz stał tyłem, więc miała  ułatwione zadanie. 
- Dobranoc - szepnęłam jeszcze pod koniec, praktycznie sama do siebie. Po czym skoczyłam na plecy owego wojownika, rzucając jego głową o podłoże. Miałam dokładnie wyliczone, by nie umarł tam gdzieś po drodze. Oczy Ahsena zaszły mrokiem, po czym stracił przytomność. Przeciągnęłam bezwładne ciało na wzgórze. - Kolejny, panie, do niewoli - powiedziałam odrzucając ciało nieprzytomnego, którym natychmiast zajęli się wojownicy. 

<Vlad?>

360 słów

niedziela, 29 kwietnia 2018

Od Rin CD Vlada

- Rin zanieś wiadomość do korpusu medycznego, że następca tronu został ranny. Niech przygotują się na opatrywanie wojowników - usłyszałam polecenie od króla. Pokiwałam głową i czym prędzej skierowałam się w stronę oddziału medyków. Szybko wpadłam do prowizorycznego szpitala i dopadłam jednego z lekarzy.
- Przygotujcie się, niedługo będziecie musieli zrobić wszystko co w waszej mocy, by opatrzyć rany i jak najbardziej zmniejszyć ryzyko jakiegoś zakażenia następcy tronu, Mihnei. - rzuciłam, i wybiegłam z namiotu. Tymczasem kilku wojowników wniosło rannego pierworodnego Vlada. Powróciłam na moje zwykłe stanowisko, u lewego boku króla. Zmierzyłam wzrokiem pole bitwy, na które wkroczyli janczarzy, już w swoich charakterystycznych strojach. Kątem oka zobaczyłam jakąś białą plamę oddalającą się od tłumu. Chciał uciec... Gdy się przypatrzyłam bliżej, rozpoznałam Gökçena. Ta, sułtan w swoich wielkich wywodach opowiadał o tym oblubieńcu, który był stałym klientem alkowy jeszcze przed Radu. Nagle zapragnęłam nienormalną żądzą cierpienia tego wilka... Odwróciłam głowę do Vlada.
- Królu, proszę po pozwolenie na wzięcie do niewoli niejakiego Gökçena. Jest tam - wskazałam na białego niebieskookiego. Popatrzyłam na króla. W jego oczach malowało się zwątpienie - Jeżeli pragniesz cierpienia Mehmeda, pozwól mi wysłać jego kochanka na pewne tortury - nie obchodziło mnie to, że zapewne zachowałam się bezczelnie. Kierowała mną żądza rozlewu krwi i jak największego zrujnowania życia sułtana. Popatrzyłam w oczy Vladowi. Byłam prawie pewna, że w moich piwnych tęczówkach widniała niema prośba, jak i niemalże rozkaz. Król pokiwał głową. Nie czekając dłużej zbiegłam z lekkiego wzgórza i cicho zakradłam się od tyłu do jednego z dowódców. Gökçen nie słyszał mnie, pewnie moje kroki zagłuszał ogólny harmider wojny i okrzyków bitewnych. Zsiadł ze swojego wierzchowca, który zaczął się niecierpliwie kręcić.
- Idioci... - usłyszałam wcale nie taki cichy szept wilka. Straciłam cierpliwość. Podeszłam bliżej, wyjęłam sztylet i przyłożyłam go do szyi mojego celu. Przytrzymałam jego klatkę piersiową jedną ręką, drugą przycisnęłam ostrze do skóry. Po jego szyi spłynęła maleńka kropla krwi. Gökçen zamarł. Ja rozluźniłam nacisk, po czym szybko zdjęłam sztylet z szyi dowódcy. W ułamku sekundy rękojeść srebrnego noża wylądowała na skroni wilka. Dodatkowo jeszcze uderzyłam własną ręką w jego głowę. Upadł. Obserwowałam jak jego niebieskie oczy pociemniały, a potem całkowicie je zamknął. Ale żył, spokojnie. Nie wymierzyłam znowu jakiego mocnego ciosu. Podeszłam do jego wierzchowca. Byłam zdziwiona, że ten niczego nie zauważył. Może fakt, że stał pięć metrów dalej coś zmienił? Wsiadłam na siodło wierzchowca. Nie miałam swojego, a chyba ciągnąć nieprzytomnego Gökçena nie będę. Chwyciłam nieprzytomne ciało dowódcy i przerzuciłam je przed sobą. Wierzchowiec przez chwilę trochę się stawiał, ale zapach jego pana chyba go uspokoił. Szybko wróciłam na wzgórze. 
- Misja wykonana - rzuciłam do Vlada. Zeskoczyłam z siodła i pozwoliłam ciele mojego celu się osunąć z pleców wierzchowca. Ten tymczasem pobiegł wolno - Żyje - dodałam widząc pytające spojrzenie króla.

<Vlad?>

459 słów

Rin Kagamine bierze do niewoli dowódcę nr. 23. Gökçena