- Do mojej komnaty. - uśmiechnęłam się do Yinave.
- A co tam będziesz robić? - spytał się ponownie.
- Malować obrazy, a później pójdę na obiad. Ja już pójdę. Pa! - uśmiechnęłam się na pożegnanie i poszłam do zamku. Gdy dotarłam na miejsce wyjęłam sztalugę, płótno i farby. Myślałam o namalowania autoportretu. Wzięłam się za malowanie. Jak zawsze na początku nic nie wychodziło, ale później było coraz
lepiej. Gdy skończyłam malowanie poszłam na obiad. Gdy miałam już nałożony posiłek, rozglądałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu wolnego siedziska. Po długiej chwili rozglądania się, zauważyłam stolik z wolnym miejscem na uboczu. Gdy podeszłam bliżej zobaczyłam Yinave.
- Hej Yinave! Mogę się dosiąść? - spytałam się uśmiechając.
- Oczywiście. - po czym usiadłam na krześle.
<Yinave?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wątek 38. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wątek 38. Pokaż wszystkie posty
sobota, 30 czerwca 2018
środa, 13 czerwca 2018
Od Yinave C.D Shili
-Cholera jasna.- rozglądnąłem się w mroku.
-Znasz drogę?- Shila wydawała się przerażona, jednak nie ukazywała tego.
-Nie...nawet jeślibym znał, w mroku nie odnalazłbym się. - strząsnąłem liść z głowy, momentalnie ogarniając dziewczynę ramieniem. - Będzie Ci zimno. - uśmiechnąłem się chłodno, sprowadzając ton głosu na niższy.
*~*
Powiedzmy tak - poczekaliśmy na to, aż nadejdzie świt i dopiero wtedy udało nam się znaleźć drogę powrotną. Nie dziwię się zbytnio, że w nocy jej nie odnaleźliśmy, gdyż był to niezły labirynt. Ścieżyna w końcu doprowadziły nas na dwór, gdzie w bliżej nieokreślonym temacie rozeszliśmy się do komnat. Można powiedzieć, że nic ciekawego się nie działo, czas spędziłem na wypoczywaniu -choć nie miałem z czego odpoczywać - i pisaniu dalszej części piosenki. Przeglądnąłem również całkiem ciekawe zwoje na temat Parahyban i Poecilotherii - miałem niedługo otrzymać przesyłkę z jednym z tych ptaszników. Pod koniec po prostu położyłem się spać i z pędzlem w ręku odpłynąłem. Dzień rozpoczęty ćwierkaniem ptaków, czego tu chcieć więcej (mam wyliczać, Yinuś? bo tego jest dużo)? Mniej więcej o 8 wyszedłem z komnaty by zaczerpnąć świeżego powietrza, co i tak zakończyło się wędrówką do Ta Hwana. Gdy już wypuściłem konia na trawę, zobaczyłem umykającą Shile. Niewiele myśląc podbiegłem do niej z uśmiechem na ryjcu. Właśnie. Niewiele myśląc.
-Dokąd zmierzasz, Mademoiselle? - powoli doszedłem do wilczycy, spoglądając na nią spod czupryny.
Shila, boże wybacz mi ;-;
222 słowa :c
-Znasz drogę?- Shila wydawała się przerażona, jednak nie ukazywała tego.
-Nie...nawet jeślibym znał, w mroku nie odnalazłbym się. - strząsnąłem liść z głowy, momentalnie ogarniając dziewczynę ramieniem. - Będzie Ci zimno. - uśmiechnąłem się chłodno, sprowadzając ton głosu na niższy.
*~*
Powiedzmy tak - poczekaliśmy na to, aż nadejdzie świt i dopiero wtedy udało nam się znaleźć drogę powrotną. Nie dziwię się zbytnio, że w nocy jej nie odnaleźliśmy, gdyż był to niezły labirynt. Ścieżyna w końcu doprowadziły nas na dwór, gdzie w bliżej nieokreślonym temacie rozeszliśmy się do komnat. Można powiedzieć, że nic ciekawego się nie działo, czas spędziłem na wypoczywaniu -choć nie miałem z czego odpoczywać - i pisaniu dalszej części piosenki. Przeglądnąłem również całkiem ciekawe zwoje na temat Parahyban i Poecilotherii - miałem niedługo otrzymać przesyłkę z jednym z tych ptaszników. Pod koniec po prostu położyłem się spać i z pędzlem w ręku odpłynąłem. Dzień rozpoczęty ćwierkaniem ptaków, czego tu chcieć więcej (mam wyliczać, Yinuś? bo tego jest dużo)? Mniej więcej o 8 wyszedłem z komnaty by zaczerpnąć świeżego powietrza, co i tak zakończyło się wędrówką do Ta Hwana. Gdy już wypuściłem konia na trawę, zobaczyłem umykającą Shile. Niewiele myśląc podbiegłem do niej z uśmiechem na ryjcu. Właśnie. Niewiele myśląc.
-Dokąd zmierzasz, Mademoiselle? - powoli doszedłem do wilczycy, spoglądając na nią spod czupryny.
Shila, boże wybacz mi ;-;
222 słowa :c
poniedziałek, 14 maja 2018
Od Shili Cd Yinave
- Nie słuchałeś się mnie? - popatrzyłam na niego.
- Tak, tylko... - najwyraźniej kłamał.
- Powiedz prawdę. - mruknęłam. Nie lubiłam, gdy ktoś mówił fałsz.
- Nie słuchałem... Wybaczysz mi? - spojrzał na mnie z błaganiem w oczach.
- Oczywiście, ale następnym razem słuchaj uważnie. Nie lubię czegoś takiego. - powiedziałam to poważnie.
- Obiecuję. O czym teraz mówimy? - próbował zmienić temat.
- Jaką masz rodzinę? Moja matka miała na imię Shima, ojciec Stone i bracia: Mikado, Puc, Bursztyn. - spytałam się, przedstawiając moją rodzinę.
- Moja matka to: Ja - woon, ojciec Ji - woo, siostry: Carmen, Ki - ja, Hasha. - wymienił członków swojej rodziny, po czym uśmiechnął się. Nagle powiało chłodnym wiatrem.
- Ale zimno! - przytuliłam się do siebie, próbując ogrzać się.
- Mi nie jest zimno. Choć! - miał na sobie jakąś narzutę, pożyczył mi kawałek.
- Dzięki. Wracajmy, robi się ciemno. - powiedziałam i razem szliśmy kręta ścieżką. Wtedy zrobiło się bardzo ciemno. (Teraz dopiero zauważyłem że kadali przez cały dzień)
- Nie widzę drogi. - Yinave próbował coś jeszcze zobaczyć, ale mu się nie udało.
- Ja też nie. Masz przy sobie latarnie czy coś takiego? - zapytałam się, zaglądać do kieszeni, czy przypadkiem ja mam.
- Nie, a ty? - zmartwił się.
- Nie. O kurcze. - również się zmartwiłam.
<Yinave Armentu?>
- Tak, tylko... - najwyraźniej kłamał.
- Powiedz prawdę. - mruknęłam. Nie lubiłam, gdy ktoś mówił fałsz.
- Nie słuchałem... Wybaczysz mi? - spojrzał na mnie z błaganiem w oczach.
- Oczywiście, ale następnym razem słuchaj uważnie. Nie lubię czegoś takiego. - powiedziałam to poważnie.
- Obiecuję. O czym teraz mówimy? - próbował zmienić temat.
- Jaką masz rodzinę? Moja matka miała na imię Shima, ojciec Stone i bracia: Mikado, Puc, Bursztyn. - spytałam się, przedstawiając moją rodzinę.
- Moja matka to: Ja - woon, ojciec Ji - woo, siostry: Carmen, Ki - ja, Hasha. - wymienił członków swojej rodziny, po czym uśmiechnął się. Nagle powiało chłodnym wiatrem.
- Ale zimno! - przytuliłam się do siebie, próbując ogrzać się.
- Mi nie jest zimno. Choć! - miał na sobie jakąś narzutę, pożyczył mi kawałek.
- Dzięki. Wracajmy, robi się ciemno. - powiedziałam i razem szliśmy kręta ścieżką. Wtedy zrobiło się bardzo ciemno. (Teraz dopiero zauważyłem że kadali przez cały dzień)
- Nie widzę drogi. - Yinave próbował coś jeszcze zobaczyć, ale mu się nie udało.
- Ja też nie. Masz przy sobie latarnie czy coś takiego? - zapytałam się, zaglądać do kieszeni, czy przypadkiem ja mam.
- Nie, a ty? - zmartwił się.
- Nie. O kurcze. - również się zmartwiłam.
<Yinave Armentu?>
niedziela, 13 maja 2018
Od Yinave C.D Shili
-Yinave Armentu, miło mi Cię poznać. Niebezpiecznie się tak szlajać po ciemku, zwłaszcza kilka dni po wojnie.- dziewczyna wstała z ziemi.
Nieco poszerzyłem uśmiech, odchodząc w długą, co nie do końca mi się udało, można tak rzec.
-Poczekaj! Mogę się o coś zapytać?- Shili podbiegła do mnie.
Nadstawiłem ucha, oczekując pytania dotyczącego odnalezienia jakiegoś miejsca, lub od kiedy jestem w sforze, ale nie, ona zapytała o coś, czego bym się zdecydowanie nie spodziewał na początku.
-Co ci się stało z łapą?- wilczyca wskazała miejsce, w którym brakowało dwóch palców.
-Długa historia, siekiera i te sprawy. - zaśmiałem się nerwowo, pocierając kark.
*skip time*
Podczas gdy ranek zapowiadał naprawdę piękny i słoneczny dzień, w mojej głowie po nieprzespanej nocce krajał się kolejny plan na przeżycie tego zapewne nudnego dnia. Komnata, którą miałem zaszczyt zajmować wiała nieco chłodem, a więc do kilku wazonów wstawiłem przepiękne cięte kwiaty, między innymi zgraję kolorowych tulipanów, czy dwie dekady uroczych goździków. Gdy wreszcie zebrałem się w sobie by wyjść z pokoju, na korytarzu zastał mnie taki zgiełk, że aż odechciało mi się jeść i udałoby mi się niezauważalnie wrócić do pokoju, ale nie, wybacz Bayan, sorry, nie uda ci się, ja cie widzę.
-Yinave!- w kierunku moich drzwi pędziła Shila, czyż to nie cudowne stworzenie?
Przez dobrą chwilę zastanawiałem się czy to widmo czy może jakiś wredny żart, jednakże gdy pędząca z prędkością światła istota zatrzymała sie centralnie przed moim nosem, straciłem wszelkie nadzieje, że jest to wyłącznie sen. Z trudem wypuściłem powietrze, spuściłem łeb i wysiliłem się na uśmiech, spowity jednak czarną goryczą płynącą z oczu.
-Chciałbyś się może wybrać na spacer?- Shila wydała na koniec pytania dziwny i nieznany dotąd przez moje uszy dźwięk, przypominający warczenie złego królika.
-Nie...znaczy tak, jasne.- odparłem, przeklinając w myślach własne niezdecydowanie.
Jakieś 15 minut później byliśmy już za murami zamku i prowadziliśmy żywą dyskusję o naszym życiu przed dołączeniem do Wallachi, zakończoną salwą śmiechu. Shila zaczęła do mnie coś mówić, lecz wyłączyłem się w takim stopniu, że nie słuchałem dziewczyny, z której ust wylewał sie potok słów.
-...no i wiesz, a Ty wolisz czarne czy białe rękawice?- Z jej pyska padło proste pytanie, lecz ja potrafię wszystko spaprać.
-Tak!- odpowiedziałem raźnie, próbując przypomnieć sobie wariant o który pytała i czy wymagał odpowiedzi wykraczającej poza 'tak' lub 'nie', niestety to było to drugie...
<Shila?>
384 słowa
Nieco poszerzyłem uśmiech, odchodząc w długą, co nie do końca mi się udało, można tak rzec.
-Poczekaj! Mogę się o coś zapytać?- Shili podbiegła do mnie.
Nadstawiłem ucha, oczekując pytania dotyczącego odnalezienia jakiegoś miejsca, lub od kiedy jestem w sforze, ale nie, ona zapytała o coś, czego bym się zdecydowanie nie spodziewał na początku.
-Co ci się stało z łapą?- wilczyca wskazała miejsce, w którym brakowało dwóch palców.
-Długa historia, siekiera i te sprawy. - zaśmiałem się nerwowo, pocierając kark.
*skip time*
Podczas gdy ranek zapowiadał naprawdę piękny i słoneczny dzień, w mojej głowie po nieprzespanej nocce krajał się kolejny plan na przeżycie tego zapewne nudnego dnia. Komnata, którą miałem zaszczyt zajmować wiała nieco chłodem, a więc do kilku wazonów wstawiłem przepiękne cięte kwiaty, między innymi zgraję kolorowych tulipanów, czy dwie dekady uroczych goździków. Gdy wreszcie zebrałem się w sobie by wyjść z pokoju, na korytarzu zastał mnie taki zgiełk, że aż odechciało mi się jeść i udałoby mi się niezauważalnie wrócić do pokoju, ale nie, wybacz Bayan, sorry, nie uda ci się, ja cie widzę.
-Yinave!- w kierunku moich drzwi pędziła Shila, czyż to nie cudowne stworzenie?
Przez dobrą chwilę zastanawiałem się czy to widmo czy może jakiś wredny żart, jednakże gdy pędząca z prędkością światła istota zatrzymała sie centralnie przed moim nosem, straciłem wszelkie nadzieje, że jest to wyłącznie sen. Z trudem wypuściłem powietrze, spuściłem łeb i wysiliłem się na uśmiech, spowity jednak czarną goryczą płynącą z oczu.
-Chciałbyś się może wybrać na spacer?- Shila wydała na koniec pytania dziwny i nieznany dotąd przez moje uszy dźwięk, przypominający warczenie złego królika.
-Nie...znaczy tak, jasne.- odparłem, przeklinając w myślach własne niezdecydowanie.
Jakieś 15 minut później byliśmy już za murami zamku i prowadziliśmy żywą dyskusję o naszym życiu przed dołączeniem do Wallachi, zakończoną salwą śmiechu. Shila zaczęła do mnie coś mówić, lecz wyłączyłem się w takim stopniu, że nie słuchałem dziewczyny, z której ust wylewał sie potok słów.
-...no i wiesz, a Ty wolisz czarne czy białe rękawice?- Z jej pyska padło proste pytanie, lecz ja potrafię wszystko spaprać.
-Tak!- odpowiedziałem raźnie, próbując przypomnieć sobie wariant o który pytała i czy wymagał odpowiedzi wykraczającej poza 'tak' lub 'nie', niestety to było to drugie...
<Shila?>
384 słowa
Od Shili
Chodziłam w kółko po mojej komnacie. Myślałam o wygranej wojnie i o śmierci królowej. Popatrzyłam na zegarek. Akurat przyszła pora na kolację. Zajrzałam na korytarz, nikogo tam nie było. Powoli szłam w stronę jadalni. Nałożyłam sobie kompletnie losowe potrawy. Rozejrzałam się po jadalni w poszukiwaniu wolnego miejsca. Usiadła do stolika stojącego po mojej lewej stronie. Z jedzeniem się nie spieszyłam. Po krótkim czasie wstałam i zaniosłam pusty talerz do kuchni. Wyszłam z jadalni i rozejrzałam się po korytarzu. Kiedy szłam z powrotem do komnaty, zauważyłam biegnącego psa w moją stronę. Biegnąc przewrócił mnie, zaczęłam się turlać po podłodze. W końcu zatrzymał mnie jakiś pies.
- Nic się nie stało? - zapytał podając mi rękę, żeby mogłam wstać.
- Nie, wszystko w porządku. Dzień dobry, jestem Shila. - przedstawiłam się oczyszczając ciało z kurzu.
<Yinave Armentu?>
- Nic się nie stało? - zapytał podając mi rękę, żeby mogłam wstać.
- Nie, wszystko w porządku. Dzień dobry, jestem Shila. - przedstawiłam się oczyszczając ciało z kurzu.
<Yinave Armentu?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)