"Od dziś zostajecie Namiestnikami Północy". Potrzebowałam dłuższej chwili by móc całkowicie pojąć sens tych słów, a także jakie niosą za sobą konsekwencje. Przez dwie czy trzy sekundy patrzyłam z osłupieniem na Vlada, potem przeniosłam wzrok na Neda stojącego obok mnie. Gdy już pierwsza fala szoku minęła opuściłam głowę i ukłoniłam się starając się oddać w tym ruchu moją całą wdzięczność. Trwałam w takiej pozycji przez kilkanaście sekund, po czym wyprostowałam się i popatrzyłam na króla. Od dawna układałam w głowie przemowę, jaką powiem, gdy kiedykolwiek ktokolwiek jakkolwiek mnie awansuje. Jednak w tym momencie całkowicie zapomniałam o wcześniej przemyślanych słowach. Mimowolnie z mojego gardła wydobywały się coraz to nowe zdania, płynęły potokiem, którego nie umiałam zatrzymać.
- Nie ma takich słów, które mogłyby wyrazić moją całkowitą wdzięczność, panie. Nie tylko za obdarzenie mnie taką ufnością, by w jakieś części przekazać mi władzę na północy, którą będę dzielić z Nedem... Ale również za wyróżnienie, za dostrzeżenie mojego wysiłku by całkowicie pomścić wszystkie ofiary wojny. Dziękuję za dobre słowa, za zaufanie. Chociaż to i tak są za słabe słowa. Osobiście... nie uważam bym jakoś szczególnie się wyróżniła. To jest po prostu mój obowiązek chronić i walczyć za ojczyznę. Wykonywałam swoją pracę zarówno jako szpieg, jak i skrytobójca i wojownik. I nie mówię tego tylko dlatego, by upublicznić moją skromność, ale naprawdę tak uważam. I dziękuję za aprobatę dla naszego ślubu... Jeśli zmienisz zdanie i uznasz, że to nie jest odpowiedni czas na takie radosne wydarzenie, zaakceptujemy decyzję... - przy ostatnich słowach popatrzyłam na stojącego obok mnie mojego narzeczonego, który, jakby w potwierdzeniu moich słów, pokiwał głową.
- To jest najodpowiedniejszy moment - Vlad uśmiechnął się serdecznie. Później Ned dodał kilka słów od siebie, po czym spotkanie się zakończyło. Gdy powróciłam do swojej komnaty usiadłam na łóżku i zaczęłam rozmyślać. Niedługo obejmę wyznaczony i urząd i opuszczę zamek. Ale o dziwo... nie byłam przygnębiona na myśl, że wyjadę i te znajome mury znikną mi z oczu. Mimo wszystko, mimo wszystkich radosnych chwil jakie tutaj przeżyłam to miejsce przede wszystkim przypominało mi o Reiko. Głownie Reiko. Po drugie, był tutaj Radu, a jego widok przynosił na myśl sułtana, a jego osoby z wiadomych powodów nie chciałam widzieć, nawet w myślach. Westchnęłam. Jedyne czego będzie mi brakowało to obecności Elif. Może będzie mogła pojechać ze mną? Zapytam Vlada, ale to później.
Po dłuższym namyśle postanowiłam wyjść z komnaty i zrobić honorową rundkę po pałacu. Gdy przemierzyłam kilka korytarzy i weszłam do kilku pomieszczeń, wpadłam na króla, który prawdopodobnie robił to samo co ja.
<Vlad?>
417 słów
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wątek 35. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wątek 35. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 20 maja 2018
Od Vlada Cd Rin
- Nie ma władców idealnych... Każdy ma coś na sumieniu...- Mruknąłem po czym ruszyłem do zamku. Wcześniej zwołałem spotkanie rady królewskiej, na które teraz się udałem.
- Przez trzy dni moje obowiązki pełnić będzie Mihnea. W tym czasie nie chcę żeby ktokolwiek mi w tym czasie przeszkadzał.- Powiedziałem i spojrzałem na byłych doradców mojego ojca.
- Dlaczego panie?
- Bo będę się modlił, chcę się wyspowiadać.- Warknąłem po czym oczywiście musiałem wysłuchać kazania jak to mój ojciec nigdy nie opuszczał królestwa by pojednać się z Bogiem. Po naradzie ruszyłem do kaplicy. Przez trzy dni modliłem się by móc przystąpić do spowiedzi.
- Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza. Stół dla mnie zastawiasz wobec mych przeciwników; namaszczasz mi głowę olejkiem; mój kielich jest przeobfity. Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia i zamieszkam w domu Pańskim po najdłuższe czasy.- Od dawna nie modliłem się w ten sposób. Od dawna również nie spowiadałem się. Po wszystkim od razu poczułem się lepiej, tak jakby Bóg zabrał ze mnie wszystkie ciężary. Gdy wróciłem do moich obowiązków okazało się, że państwo Mehmeda stało się częścią Wołoszczyzny. Mój syn dobrze się sprawił przez te trzy dni. Teraz jednak przyszła znowu moja kolej. Zwołałem wszystkich do sali tronowej gdzie miałem wygłosić moje orędzie.
- Mój ludu... Wygraliśmy wojnę, lecz okupiliśmy ją krwią wielu niewinnych. Jednak żałoba wkrótce minie, a zmarli pozostaną w sercach najbliższych. Jednak mimo bólu życie musi trwać dalej, ja muszę być królem, wy musicie spełniać swoje zadania. Dziś chciałbym wywyższyć dwójkę najlepszych wojowników... Rin Kagamine, Eddardzie Stark podejdźcie. Dzięki Rin mogliśmy należycie przygotować się do wojny, Eddard zaś osobiście wziął do niewoli siedmiu dowódców, jednego pozbawił życia. Dziś chciałbym podziękować wam za wasz trud i wynagrodzić was. Po zakończeniu wojny wyprawimy wam odpowiednie wesele a dziś... Dziś daje wam w zarząd północ, rodzinny dom Eddarda. Od dziś zostajecie Namiestnikami Północy.- Powiedziałem spoglądając na stojącą przede mną parę. Miałem nadzieję, że spędzą ze sobą długie i szczęśliwe dni.
<Rin?>
- Przez trzy dni moje obowiązki pełnić będzie Mihnea. W tym czasie nie chcę żeby ktokolwiek mi w tym czasie przeszkadzał.- Powiedziałem i spojrzałem na byłych doradców mojego ojca.
- Dlaczego panie?
- Bo będę się modlił, chcę się wyspowiadać.- Warknąłem po czym oczywiście musiałem wysłuchać kazania jak to mój ojciec nigdy nie opuszczał królestwa by pojednać się z Bogiem. Po naradzie ruszyłem do kaplicy. Przez trzy dni modliłem się by móc przystąpić do spowiedzi.
- Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza. Stół dla mnie zastawiasz wobec mych przeciwników; namaszczasz mi głowę olejkiem; mój kielich jest przeobfity. Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia i zamieszkam w domu Pańskim po najdłuższe czasy.- Od dawna nie modliłem się w ten sposób. Od dawna również nie spowiadałem się. Po wszystkim od razu poczułem się lepiej, tak jakby Bóg zabrał ze mnie wszystkie ciężary. Gdy wróciłem do moich obowiązków okazało się, że państwo Mehmeda stało się częścią Wołoszczyzny. Mój syn dobrze się sprawił przez te trzy dni. Teraz jednak przyszła znowu moja kolej. Zwołałem wszystkich do sali tronowej gdzie miałem wygłosić moje orędzie.
- Mój ludu... Wygraliśmy wojnę, lecz okupiliśmy ją krwią wielu niewinnych. Jednak żałoba wkrótce minie, a zmarli pozostaną w sercach najbliższych. Jednak mimo bólu życie musi trwać dalej, ja muszę być królem, wy musicie spełniać swoje zadania. Dziś chciałbym wywyższyć dwójkę najlepszych wojowników... Rin Kagamine, Eddardzie Stark podejdźcie. Dzięki Rin mogliśmy należycie przygotować się do wojny, Eddard zaś osobiście wziął do niewoli siedmiu dowódców, jednego pozbawił życia. Dziś chciałbym podziękować wam za wasz trud i wynagrodzić was. Po zakończeniu wojny wyprawimy wam odpowiednie wesele a dziś... Dziś daje wam w zarząd północ, rodzinny dom Eddarda. Od dziś zostajecie Namiestnikami Północy.- Powiedziałem spoglądając na stojącą przede mną parę. Miałem nadzieję, że spędzą ze sobą długie i szczęśliwe dni.
<Rin?>
sobota, 19 maja 2018
Od Vlada Cd Rin
Drzwi do sali tronowej otworzyły się tak jak już wiele razy tego dnia. Od wizyty Rin minęło już kilka godzin ja jednak nie ruszyłem się z miejsca ani razu cały czas siedząc z spuszczoną głową. Nagle jednak doszedł do mnie głos wadery informujący mnie o pojmaniu sułtana. Podniosłem głowę i spojrzałem na Rin i stojącą obok niej waderę.
- To jest Elif, bardzo mi pomogła w uprowadzeniu sułtana... - Wyjaśniła Rin na co ja skinąłem głową i spojrzałem na ową Elif.
- Przysłużyłaś się naszej sprawie Elif. Jeśli będziesz chciała zostać na moim dworze dostaniesz swoją komnatę i wybór co do tego co będziesz chciała robić. Na razie dostaniesz komnatę gościnną. Mój doradca, Gales, zajmie się tobą i pokaże Ci wszystko.- Powiedziałem a Elif ukłoniła się i opuściła salę tronową.
- Gratuluję Ci Rin. Strażnicy zaraz zaniosą sułtana do lochów, jutro odbędzie się sąd nad nim... Wiem, że jest potworem jednak musi mieć uczciwy proces... Chciałbym, żebyś została jednym z sędziów.
- Ale ja nie...
- Poradzisz sobie, nie ma nikogo, kto poradzi sobie lepiej. Nie ma nikogo, kto będzie lepszym przedstawicielem twojej siostry, nie ma nikogo, kto będzie mógł z czystym sumieniem skazać go na śmierć...- Wyszeptałem po czym wyszedłem z sali tronowej. Następnego dnia zwołaliśmy sąd nad Mehmeda, który miał odbyć się w samo południe. Deszcz padał od rana jednak mimo to na Polu Trupów jak nazwano miejsce, gdzie wbito na pal prawie dziesięć tysięcy jeńców, najbardziej fanatycznych wyznawców Mehmeda, zebrało się wielu poddanych. Założyłem na siebie moją czarną zbroję i czarny płaszcz więc moja żałoba była dobrze widoczna. Sędziowie siedzieli pod specjalnym zadaszeniem a Mehmed klęczał przywiązany do kamienia. Ja tymczasem stałem obok niego pozwalając kroplom deszczu ukryć moje łzy i jedynym ich znakiem ich obecności były zaczerwienione oczy. Wciągnąłem powietrze do płuc i spojrzałem na sędziów.
- Ja, Vlad III Palownik zwany Draculą, syn Vlada II Diabła, z woli Boga władca Wołoszczyzny wzywam Mehmeda II zwanego Zdobywcą sułtana Imperium Osmańskiego, syna Murada II na sąd nad jego winami.- Rozpocząłem sąd zwyczajową formułą tak jak nakazywały obyczaje.
- Oskarżam Mehmeda II o rozpętanie wojny, która zaowocowała śmiercią wielu niewinnych.
- Winny.- Orzekł pierwszy z sędziów, dyplomata Orin, ojciec Mirvy.
- Oskarżam Mehmeda II o wysłanie na śmierć swego ojca, braci, siostry, synów i córkę na pewną śmierć.
- Winny.- Kolejny z sędziów, Gales, orzekł winę sułtana.
- Oskarżam Mehmeda II o mordowanie niewinnych, gwałty i okaleczenia.
- Winny.- Kolejnym sędzią był jednoręki Cyryl, któremu wojska sułtana zgwałciły i zamordowały żonę oraz odcięły całe ramię.
- Oskarżam Mehmeda II o zamordowanie Reiko Kagamine, która podczas wojny pełniła funkcję medyka.
- Winny.- Powiedziała Rin spoglądając na mnie.
- Oskarżam Mehmeda II o zgwałcenie i zamordowanie lady Lyany Stark.
- Winny.- Powiedział głośno Ned wpatrując się z mordem w oczach w więźnia.
- Oskarżam Mehmeda II o zamordowanie mojej żony, królowej Wołoszczyzny Elisabetha.
- Winny.- Powiedział mój ojciec spoglądając na sułtana z nienawiścią w oczach.
- Oskarżam Mehmeda II o zamordowanie dwunastu nienarodzonych szczeniąt, o zamordowanie dwunastu moich szczeniąt.- Powiedziałem i rozejrzałem się po wszystkich. Moi poddani byli oburzeni już wcześniej jednak teraz jedynie strażnicy sprawiali, że nikt nie rzucił się na sułtana z zamiarem pozbawienia go życia. Elisabetha zaszła w ciążę po raz trzeci podczas mojej wizyty na zamku. Merlin odkrył to podczas badania kiedy królowa poczuła się gorzej jednak nikt nie został o tym poinformowany, ponieważ już dwa dni później moja żona zginęła.
- Winny.- Powiedział Merlin po czym uderzył w stojący przed nim dzwon.
- Sędziowie przemówili. Skazujemy Mehmeda II na śmierć.- Dodał najstarszy z sędziów i spojrzał na mnie. Stojący obok sędziów Wilk uniósł wskazujący palec co miało znaczyć nabicie na pal na co ja skinąłem głową. Szybko przyniesiono odpowiednie narzędza i rozebrano skazańca.
- Czyż nie obiecałem Ci krwi?- Zapytałem po czym rozpoczęliśmy egzekucję. Osobiście wbiłem Mehmeda na pal, tak samo jak zrobiłem to z całą jego rodziną i częścią dowódców. Kiedy wkopano już pal w ziemię spojrzałem na stojącego obok mnie Wilka.
- Dopilnujcie, żeby pal nie przebił jego głowy. Kiedy już umrze przynieście mi jego głowę.- Mruknąłem spuszczając głowę. Nagle obok mnie pojawiła się Rin.
- Ciekawe ilu z moich poddanych po tej wojnie zaczęło uważać mnie za żądnego krwi potwora... Nie wiem jednak jak inaczej mógłbym odpłacić mu za wszystkie krzywdy, jakie wyrządził nie tylko mnie ale też innym. Bóg każe nam wybaczać jednak ja nie jestem w stanie... Nie potrafię mu wybaczyć... Elisabetha... Ona była miłosierna... Ona potrafiła wybaczyć każdemu, nawet najgorszemu złoczyńcy. Nie raz czułem jak ją ranię skazując na śmierć więźniów jednak było to konieczne dla zapewnienia bezpieczeństwa naszemu państwu. Cała jej rodzina zginęła na wojnie... W dniu naszego ślubu obiecałem jej, że nigdy nie pozwolę jej skrzywdzić... Że wspólnie dożyjemy późnej starości, będziemy kołysać do snu nasze wnuki, prawnuki. Że będziemy przyglądać się jak nasi potomkowie wzmacniają potęgę naszego kraju. Nie dotrzymałem obietnicy... Nie ochroniłem jej...- Deszcz wzmógł się jeszcze bardziej uderzając w moją twarz niczym małe, lodowate igiełki. To wszystko zaczynało mnie już przerastać, było ponad moje siły.
Rin?
- To jest Elif, bardzo mi pomogła w uprowadzeniu sułtana... - Wyjaśniła Rin na co ja skinąłem głową i spojrzałem na ową Elif.
- Przysłużyłaś się naszej sprawie Elif. Jeśli będziesz chciała zostać na moim dworze dostaniesz swoją komnatę i wybór co do tego co będziesz chciała robić. Na razie dostaniesz komnatę gościnną. Mój doradca, Gales, zajmie się tobą i pokaże Ci wszystko.- Powiedziałem a Elif ukłoniła się i opuściła salę tronową.
- Gratuluję Ci Rin. Strażnicy zaraz zaniosą sułtana do lochów, jutro odbędzie się sąd nad nim... Wiem, że jest potworem jednak musi mieć uczciwy proces... Chciałbym, żebyś została jednym z sędziów.
- Ale ja nie...
- Poradzisz sobie, nie ma nikogo, kto poradzi sobie lepiej. Nie ma nikogo, kto będzie lepszym przedstawicielem twojej siostry, nie ma nikogo, kto będzie mógł z czystym sumieniem skazać go na śmierć...- Wyszeptałem po czym wyszedłem z sali tronowej. Następnego dnia zwołaliśmy sąd nad Mehmeda, który miał odbyć się w samo południe. Deszcz padał od rana jednak mimo to na Polu Trupów jak nazwano miejsce, gdzie wbito na pal prawie dziesięć tysięcy jeńców, najbardziej fanatycznych wyznawców Mehmeda, zebrało się wielu poddanych. Założyłem na siebie moją czarną zbroję i czarny płaszcz więc moja żałoba była dobrze widoczna. Sędziowie siedzieli pod specjalnym zadaszeniem a Mehmed klęczał przywiązany do kamienia. Ja tymczasem stałem obok niego pozwalając kroplom deszczu ukryć moje łzy i jedynym ich znakiem ich obecności były zaczerwienione oczy. Wciągnąłem powietrze do płuc i spojrzałem na sędziów.
- Ja, Vlad III Palownik zwany Draculą, syn Vlada II Diabła, z woli Boga władca Wołoszczyzny wzywam Mehmeda II zwanego Zdobywcą sułtana Imperium Osmańskiego, syna Murada II na sąd nad jego winami.- Rozpocząłem sąd zwyczajową formułą tak jak nakazywały obyczaje.
- Oskarżam Mehmeda II o rozpętanie wojny, która zaowocowała śmiercią wielu niewinnych.
- Winny.- Orzekł pierwszy z sędziów, dyplomata Orin, ojciec Mirvy.
- Oskarżam Mehmeda II o wysłanie na śmierć swego ojca, braci, siostry, synów i córkę na pewną śmierć.
- Winny.- Kolejny z sędziów, Gales, orzekł winę sułtana.
- Oskarżam Mehmeda II o mordowanie niewinnych, gwałty i okaleczenia.
- Winny.- Kolejnym sędzią był jednoręki Cyryl, któremu wojska sułtana zgwałciły i zamordowały żonę oraz odcięły całe ramię.
- Oskarżam Mehmeda II o zamordowanie Reiko Kagamine, która podczas wojny pełniła funkcję medyka.
- Winny.- Powiedziała Rin spoglądając na mnie.
- Oskarżam Mehmeda II o zgwałcenie i zamordowanie lady Lyany Stark.
- Winny.- Powiedział głośno Ned wpatrując się z mordem w oczach w więźnia.
- Oskarżam Mehmeda II o zamordowanie mojej żony, królowej Wołoszczyzny Elisabetha.
- Winny.- Powiedział mój ojciec spoglądając na sułtana z nienawiścią w oczach.
- Oskarżam Mehmeda II o zamordowanie dwunastu nienarodzonych szczeniąt, o zamordowanie dwunastu moich szczeniąt.- Powiedziałem i rozejrzałem się po wszystkich. Moi poddani byli oburzeni już wcześniej jednak teraz jedynie strażnicy sprawiali, że nikt nie rzucił się na sułtana z zamiarem pozbawienia go życia. Elisabetha zaszła w ciążę po raz trzeci podczas mojej wizyty na zamku. Merlin odkrył to podczas badania kiedy królowa poczuła się gorzej jednak nikt nie został o tym poinformowany, ponieważ już dwa dni później moja żona zginęła.
- Winny.- Powiedział Merlin po czym uderzył w stojący przed nim dzwon.
- Sędziowie przemówili. Skazujemy Mehmeda II na śmierć.- Dodał najstarszy z sędziów i spojrzał na mnie. Stojący obok sędziów Wilk uniósł wskazujący palec co miało znaczyć nabicie na pal na co ja skinąłem głową. Szybko przyniesiono odpowiednie narzędza i rozebrano skazańca.
- Czyż nie obiecałem Ci krwi?- Zapytałem po czym rozpoczęliśmy egzekucję. Osobiście wbiłem Mehmeda na pal, tak samo jak zrobiłem to z całą jego rodziną i częścią dowódców. Kiedy wkopano już pal w ziemię spojrzałem na stojącego obok mnie Wilka.
- Dopilnujcie, żeby pal nie przebił jego głowy. Kiedy już umrze przynieście mi jego głowę.- Mruknąłem spuszczając głowę. Nagle obok mnie pojawiła się Rin.
- Ciekawe ilu z moich poddanych po tej wojnie zaczęło uważać mnie za żądnego krwi potwora... Nie wiem jednak jak inaczej mógłbym odpłacić mu za wszystkie krzywdy, jakie wyrządził nie tylko mnie ale też innym. Bóg każe nam wybaczać jednak ja nie jestem w stanie... Nie potrafię mu wybaczyć... Elisabetha... Ona była miłosierna... Ona potrafiła wybaczyć każdemu, nawet najgorszemu złoczyńcy. Nie raz czułem jak ją ranię skazując na śmierć więźniów jednak było to konieczne dla zapewnienia bezpieczeństwa naszemu państwu. Cała jej rodzina zginęła na wojnie... W dniu naszego ślubu obiecałem jej, że nigdy nie pozwolę jej skrzywdzić... Że wspólnie dożyjemy późnej starości, będziemy kołysać do snu nasze wnuki, prawnuki. Że będziemy przyglądać się jak nasi potomkowie wzmacniają potęgę naszego kraju. Nie dotrzymałem obietnicy... Nie ochroniłem jej...- Deszcz wzmógł się jeszcze bardziej uderzając w moją twarz niczym małe, lodowate igiełki. To wszystko zaczynało mnie już przerastać, było ponad moje siły.
Rin?
poniedziałek, 14 maja 2018
Od Rin CD Vlada
Deszcz spadał małymi, ale gęstymi kroplami na moje futro, mocząc je prawie całkowicie. Wciągnęłam głośno wilgotne powietrze. Jak się czułam w roli psychologa i pocieszyciela? Nie wiem. Czasem jest mi miło... Cieszę się, że ktoś obdarza mnie zaufaniem. A czasami czuję jakby ktoś mnie w tej sposób bił po głowie... Jakby świat postanowił, że za karę za to, że sama nie mogłam sobie pomóc, ani nie prosiłam o pomoc, będę teraz pomagać innym. Nie mówię, że to źle... Wręcz przeciwnie. Ale widok wszystkich psowatych, które są szczęśliwe i nie mają żadnych problemów po prostu mnie rani. Nie wiem czemu, ani dlaczego ja się tak czuję. Po prostu tak jest.
- Powiem krótko... Wojna jest czasem, kiedy chcąc nie chcąc trzeba być mordercą. Nikt nikogo nie wini za to, że pozbył się kilku wrogów. Nikt nie ma prawa nazywać cię "żądnym krwi potworem", ponieważ oni wszyscy również przyczynili się do śmierci setek żołnierzy. Zakończenie istnienia Mehmeda było jedyną słuszną karą za to, co zrobił teraz i w przeszłości. Wątpię, by ktokolwiek mu wybaczył te wszystkie krzywdy jakie wyrządził, to po prostu jest nie do zrobienia. Zabicie Elisabethy było najważniejszym powodem, dla którego spotkało go to, co go spotkało. Królowa może mogłaby wybaczyć, lecz nie miała ku temu okazji, po prostu... Mówisz, że przysięgałeś, że ją ochronisz... Ja również przysięgałam, lecz mi również się to nie udało. Nie udało mi się uratować Reiko, mimo, że jej przysięgałam, że zrobię wszystko, żeby jej wynagrodzić te wszystkie minione lata, kiedy nie wiedziałam o jej istnieniu. To nie jest twoja wina. To wina tylko i wyłącznie Hasana. Nie mogłeś przewidzieć, że wymyśli coś takiego, jak upozorowanie samobójstwa. Nie możesz się winić, po prostu nie możesz, bo jeśli to zrobisz, przypisujesz do siebie nieswoje zachowania, czyny i winy wyrządzone innym. Królowa Elisabetha wie o tym, że zrobiłeś co mogłeś, by ją pomścić, godnie pochować i ochronić. Ona o tym wie i jestem pewna, że nie chce, byś się za to obwiniał - powiedziałam, jak zwykle rozwijając wypowiedź w nieskończoność. Po moim policzku słynęło kilka łez, jednak miałam nadzieję, że Vlad tego nie zauważy. Mimo, że chciałam je powstrzymać, nie mogłam, bo kolejna wzmianka o tysiącu niewinnych ofiar totalitarnej władzy Mehmeda po prostu doprowadzała mnie do płaczu. Wierzchem dłoni starłam gromadzące się łzy po powiekami moich oczu, przymknęłam je i uniosłam głowę ku górze, by zmyć z mojego pyska te ostatnie oznaki mojego płaczu. Wypuściłam głośno powietrze i wsłuchiwałam się w odgłos deszczu.
<Vlad?>
- Powiem krótko... Wojna jest czasem, kiedy chcąc nie chcąc trzeba być mordercą. Nikt nikogo nie wini za to, że pozbył się kilku wrogów. Nikt nie ma prawa nazywać cię "żądnym krwi potworem", ponieważ oni wszyscy również przyczynili się do śmierci setek żołnierzy. Zakończenie istnienia Mehmeda było jedyną słuszną karą za to, co zrobił teraz i w przeszłości. Wątpię, by ktokolwiek mu wybaczył te wszystkie krzywdy jakie wyrządził, to po prostu jest nie do zrobienia. Zabicie Elisabethy było najważniejszym powodem, dla którego spotkało go to, co go spotkało. Królowa może mogłaby wybaczyć, lecz nie miała ku temu okazji, po prostu... Mówisz, że przysięgałeś, że ją ochronisz... Ja również przysięgałam, lecz mi również się to nie udało. Nie udało mi się uratować Reiko, mimo, że jej przysięgałam, że zrobię wszystko, żeby jej wynagrodzić te wszystkie minione lata, kiedy nie wiedziałam o jej istnieniu. To nie jest twoja wina. To wina tylko i wyłącznie Hasana. Nie mogłeś przewidzieć, że wymyśli coś takiego, jak upozorowanie samobójstwa. Nie możesz się winić, po prostu nie możesz, bo jeśli to zrobisz, przypisujesz do siebie nieswoje zachowania, czyny i winy wyrządzone innym. Królowa Elisabetha wie o tym, że zrobiłeś co mogłeś, by ją pomścić, godnie pochować i ochronić. Ona o tym wie i jestem pewna, że nie chce, byś się za to obwiniał - powiedziałam, jak zwykle rozwijając wypowiedź w nieskończoność. Po moim policzku słynęło kilka łez, jednak miałam nadzieję, że Vlad tego nie zauważy. Mimo, że chciałam je powstrzymać, nie mogłam, bo kolejna wzmianka o tysiącu niewinnych ofiar totalitarnej władzy Mehmeda po prostu doprowadzała mnie do płaczu. Wierzchem dłoni starłam gromadzące się łzy po powiekami moich oczu, przymknęłam je i uniosłam głowę ku górze, by zmyć z mojego pyska te ostatnie oznaki mojego płaczu. Wypuściłam głośno powietrze i wsłuchiwałam się w odgłos deszczu.
<Vlad?>
niedziela, 13 maja 2018
Od Rin CD Vlada
Ukłoniłam się umiarkowanie, po czym wyszłam z sali tronowej, by móc jak najszybciej przygotować się do podróży. Chciałam wyruszyć wręcz natychmiast, by mieć mnóstwo czasu na przeprowadzenie odpowiedniego planu. Wskoczyłam jak oparzona do mojej komnaty i błyskawicznie chwyciłam moim zdaniem niezbędne rzeczy. Przez ramię przerzuciłam sobie skórzaną torbę średniej wielkości. Spakowałam do niej niewielki sztylet na wszelki wypadek, a także kawałek szmaty, który mógł posłużyć jako knebel. Omiotłam wzrokiem komnatę poszukując innych bardziej przydatnych rzeczy, a moje spojrzenie zatrzymało się przez dłuższą chwilę na niewielkiej komódce, właściwie prototypie szafki nocnej. Przez chwilę patrzyłam na nią, zastanawiając się czy rzeczywiście coś z niej mi się przyda. Po dłuższym rozmyślaniu podeszłam do niej, otworzyłam najmniejszą szufladkę i wyciągnęłam średniej wielkości flakonik, w którym znajdował się prawie przeźroczysty płyn, jednak o lekkim zielonym zabarwieniu. Zdmuchnęłam cienką warstwę kurzu, która zgromadziła na szklanym naczyniu. Zacisnęłam dłonie na pojemniku tak mocno, że zdziwiłam się, że nie pękł. Ogarnęła mnie ponowna fala nienawiści do sułtana. Schowałam flakonik do torby i zdecydowanym krokiem wyszłam z komnaty. Szybkim truchtem wypadłam z zamku, nie mówiąc nikomu o celu mojej podróży. Podobnie jak wcześniej - wskoczyłam na pierwszy lepszy wóz, który akurat jechał w stronę Imperium Osmańskiego. Nie odzywałam się po drodze, po prostu liczyłam sekundy, który minęły od czasu mojej niespodziewanej wizyty na wozie.
***~***
Dokładnie dziesięć tysięcy i osiemset sekund zajęła mi droga do terenów znajdujących się na terenie Imperium. Czyli w przybliżeniu trzy godziny. Ulotniłam się z wozu równie szybko, co tam wsiadłam. Pobiegłam na dwór Mehmeda, a gdy tam dotarłam, strażnicy chyba rozpoznali we mnie dawną... oblubienicę sułtana i natychmiast mnie wpuścili. Gdy przekroczyłam próg nie mogłam uwierzyć. Nic się nie zmieniło. Mehmed nawet nie kazał nosić żałoby. Zginął jego ojciec, bracia i siostry, synowie i córki, dowódcy i żołnierze, a ten idiota nawet nie rozpacza?! Żałość... Szybko przemierzyłam korytarz i odnalazłam drzwi do pralni, gdzie miałam nadzieję spotkać wilczycę imieniem Elif. Zapukałam kilkakrotnie do drzwi, które po kilku sekundach się otworzyły i ujrzałam kogo chciałam zobaczyć. Na twarzy Elif pojawiło się najpierw zdziwienie, potem zaciekawienie a na końcu coś podobnego do ulgi.
- Potrzebuję pomocy, a ty mi pomożesz, dobrze? - mówiłam cicho, kompletnie bez ładu i składu, starając się, by tylko Elif mnie usłyszała. Ona pokiwała głową, więc pochyliłam lekko głowę i wytłumaczyłam cały plan, jaki miałam wcześniej obmyślony w głowie. Gdy skończyłam, odsunęłam się i popatrzyłam na wilczycę. W jej oczach widniał wyraz niemej zgody, co natychmiastowo powiększyło szanse powodzenia mojej misji. Uśmiechnęłam się lekko i wycofałam z prowizorycznej pralni. Chciałam zrobić to wszystko jeszcze dzisiaj, by jeszcze dzisiaj wrócić do zamku, by jeszcze dzisiaj rozkoszować się cierpieniem Mehmeda. Szybko odnalazłam komnatę sułtana, która przecież znajdywała się w tym samym miejscu co poprzednio. Tym razem strażnicy nie musieli nawet na mnie patrzeć, po prostu rozejrzałam się, że cały korytarz się wyludnił, a potem zapodałam mocne ciosy w obie skronie. Otworzyłam drzwi do komnaty, nie zważając na panujące tutaj totalitarne zasady. Mehmed, zresztą jak zawsze, siedział i pił, nie zwracał uwagi na to, ze jego strażnicy prawdopodobnie nie żyją.
- Moja Hatsune Miray... Ta sama, po której wizycie mój Radu nagle zniknął. A potem znajduję go na dworze Vlada III... Czyżby moja Hatsune pomyślała, co zdarza się dosyć rzadko, jak wynika z mojej obserwacji? - o nie, tego już za wiele. Roztrzaskał mi serce na miliony kawałków, za pomocą swojego brata zabił królową państwa, które kocham, a teraz nic sobie z tego nie robi? W międzyczasie, gdy Mehmed podszedł do mnie, furia zawładnęła moim umysłem i nie myślałam jasno. Niemalże rzuciłam się na sułtana, przygważdżając go do ziemi.
- Zniszczyłeś wszystko... Zabiłeś moją jedyną rodzinę... Zabiłeś królową, pod której byłam rozkazami... - mówiłam z trudem, ciężko dysząc, nadal trzymając całą swoją siłą sułtana przy podłodze.
- Nie ja ich zabiłem. Zabili ich dowódcy - powiedział Mehmed, jakby nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. Wtedy straciłam jakąkolwiek cierpliwość.
- Ale oni byli pod twoimi rozkazami! - krzyknęłam i uderzyłam wcześniej podniesioną głową sułtana o kamienną posadzkę. Sułtan żył, ale stracił przytomność. Mimo, iż byłam pewna, że w najbliższych godzinach się prawdopodobnie nie obudzi, i tak dla pewności wlałam mu do gardła jedną czwartą zawartości mojego tajemniczego naczynia z zielonkawym płynem. Spokojnie, to nie jest arszenik, ani inna trucizna. Po prostu wyjątkowo silne zioła nasenne, pomieszane w jakimś wywarem, który sprawiał, że ktoś, kto wypił eliksir spał długo i nawet największy hałas nie byłby w stanie go obudzić. Moja ostatnia pamiątka po rodzinie. Złapałam sułtana za klatkę piersiową i zaczęłam go ciągnąć w stronę wyjścia, gdzie zgodnie z planem czekała Elif z jakimś koszem. Wilczyca pomogła mi wrzucić nieprzytomne ciało sułtana do owego kosza, przykryła je prześcieradłami i poszewkami, a potem biegiem wyszła z zamku. Nie dziwiłam się jej, żyła w ciągłym strachu, a taki poniekąd zamach na sułtana był dla niej czymś po prostu nierealnym.
***~leniwy time-skip o kilka godzin czyli do czasu, kiedy dwie bohaterki trafiły z powrotem do domu~***
Otworzyłam ciężkie drzwi sali tronowej. Miałam nadzieję, że Vlad, mimo późnej pory, nadal tam siedzi. Elif ciągnęła nieprzytomnego Mehmeda, a gdy w końcu przekroczyłyśmy próg, opuściła jego ciało na posadzkę. Spadł głęboko, miałam wrażenie, że nie obudzi się przez następne dwie godziny... Mam nadzieję, że nie przesadziłam z dawną substancji usypiającej?
- Panie, melduję, że żywy Mehmed II znajduje się obok nas. - powiedziałam patrząc na króla. Ten posłał pytające spojrzenie w stronę Elif, a jej obecność chciałam natychmiast wyjaśnić - To jest Elif, bardzo mi pomogła w uprowadzeniu sułtana... - powiedziałam szybko, ale również niepewnie.
<Vlad?>
913 słów
***~***
Dokładnie dziesięć tysięcy i osiemset sekund zajęła mi droga do terenów znajdujących się na terenie Imperium. Czyli w przybliżeniu trzy godziny. Ulotniłam się z wozu równie szybko, co tam wsiadłam. Pobiegłam na dwór Mehmeda, a gdy tam dotarłam, strażnicy chyba rozpoznali we mnie dawną... oblubienicę sułtana i natychmiast mnie wpuścili. Gdy przekroczyłam próg nie mogłam uwierzyć. Nic się nie zmieniło. Mehmed nawet nie kazał nosić żałoby. Zginął jego ojciec, bracia i siostry, synowie i córki, dowódcy i żołnierze, a ten idiota nawet nie rozpacza?! Żałość... Szybko przemierzyłam korytarz i odnalazłam drzwi do pralni, gdzie miałam nadzieję spotkać wilczycę imieniem Elif. Zapukałam kilkakrotnie do drzwi, które po kilku sekundach się otworzyły i ujrzałam kogo chciałam zobaczyć. Na twarzy Elif pojawiło się najpierw zdziwienie, potem zaciekawienie a na końcu coś podobnego do ulgi.
- Potrzebuję pomocy, a ty mi pomożesz, dobrze? - mówiłam cicho, kompletnie bez ładu i składu, starając się, by tylko Elif mnie usłyszała. Ona pokiwała głową, więc pochyliłam lekko głowę i wytłumaczyłam cały plan, jaki miałam wcześniej obmyślony w głowie. Gdy skończyłam, odsunęłam się i popatrzyłam na wilczycę. W jej oczach widniał wyraz niemej zgody, co natychmiastowo powiększyło szanse powodzenia mojej misji. Uśmiechnęłam się lekko i wycofałam z prowizorycznej pralni. Chciałam zrobić to wszystko jeszcze dzisiaj, by jeszcze dzisiaj wrócić do zamku, by jeszcze dzisiaj rozkoszować się cierpieniem Mehmeda. Szybko odnalazłam komnatę sułtana, która przecież znajdywała się w tym samym miejscu co poprzednio. Tym razem strażnicy nie musieli nawet na mnie patrzeć, po prostu rozejrzałam się, że cały korytarz się wyludnił, a potem zapodałam mocne ciosy w obie skronie. Otworzyłam drzwi do komnaty, nie zważając na panujące tutaj totalitarne zasady. Mehmed, zresztą jak zawsze, siedział i pił, nie zwracał uwagi na to, ze jego strażnicy prawdopodobnie nie żyją.
- Moja Hatsune Miray... Ta sama, po której wizycie mój Radu nagle zniknął. A potem znajduję go na dworze Vlada III... Czyżby moja Hatsune pomyślała, co zdarza się dosyć rzadko, jak wynika z mojej obserwacji? - o nie, tego już za wiele. Roztrzaskał mi serce na miliony kawałków, za pomocą swojego brata zabił królową państwa, które kocham, a teraz nic sobie z tego nie robi? W międzyczasie, gdy Mehmed podszedł do mnie, furia zawładnęła moim umysłem i nie myślałam jasno. Niemalże rzuciłam się na sułtana, przygważdżając go do ziemi.
- Zniszczyłeś wszystko... Zabiłeś moją jedyną rodzinę... Zabiłeś królową, pod której byłam rozkazami... - mówiłam z trudem, ciężko dysząc, nadal trzymając całą swoją siłą sułtana przy podłodze.
- Nie ja ich zabiłem. Zabili ich dowódcy - powiedział Mehmed, jakby nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. Wtedy straciłam jakąkolwiek cierpliwość.
- Ale oni byli pod twoimi rozkazami! - krzyknęłam i uderzyłam wcześniej podniesioną głową sułtana o kamienną posadzkę. Sułtan żył, ale stracił przytomność. Mimo, iż byłam pewna, że w najbliższych godzinach się prawdopodobnie nie obudzi, i tak dla pewności wlałam mu do gardła jedną czwartą zawartości mojego tajemniczego naczynia z zielonkawym płynem. Spokojnie, to nie jest arszenik, ani inna trucizna. Po prostu wyjątkowo silne zioła nasenne, pomieszane w jakimś wywarem, który sprawiał, że ktoś, kto wypił eliksir spał długo i nawet największy hałas nie byłby w stanie go obudzić. Moja ostatnia pamiątka po rodzinie. Złapałam sułtana za klatkę piersiową i zaczęłam go ciągnąć w stronę wyjścia, gdzie zgodnie z planem czekała Elif z jakimś koszem. Wilczyca pomogła mi wrzucić nieprzytomne ciało sułtana do owego kosza, przykryła je prześcieradłami i poszewkami, a potem biegiem wyszła z zamku. Nie dziwiłam się jej, żyła w ciągłym strachu, a taki poniekąd zamach na sułtana był dla niej czymś po prostu nierealnym.
***~leniwy time-skip o kilka godzin czyli do czasu, kiedy dwie bohaterki trafiły z powrotem do domu~***
Otworzyłam ciężkie drzwi sali tronowej. Miałam nadzieję, że Vlad, mimo późnej pory, nadal tam siedzi. Elif ciągnęła nieprzytomnego Mehmeda, a gdy w końcu przekroczyłyśmy próg, opuściła jego ciało na posadzkę. Spadł głęboko, miałam wrażenie, że nie obudzi się przez następne dwie godziny... Mam nadzieję, że nie przesadziłam z dawną substancji usypiającej?
- Panie, melduję, że żywy Mehmed II znajduje się obok nas. - powiedziałam patrząc na króla. Ten posłał pytające spojrzenie w stronę Elif, a jej obecność chciałam natychmiast wyjaśnić - To jest Elif, bardzo mi pomogła w uprowadzeniu sułtana... - powiedziałam szybko, ale również niepewnie.
<Vlad?>
913 słów
sobota, 12 maja 2018
Od Vlada Cd Rin
W końcu ktoś, kto nie próbuje na siłę zapewniać mnie o tym, że któregoś dnia o wszystkim zapomnę i wtedy wszystko będzie jak dawniej. Poza Rin jeszcze jedynie Shibu potrafiła powiedzieć coś sensownego. Gales, Wilk i Krystian byli jeszcze mniej rozmowni niż zazwyczaj, mówili jedynie, że pewnego dnia podniosę się, tak jak powinien zrobić to smok. Cała reszta zapewniała mnie że któregoś dnia wszystko będzie jak dawniej...
- Idź Rin... Idź i pokaż Mehmedowi, co spotyka tych, którzy odważyli się podnieść dłoń na coś, co należy do mojego kraju. Daję Ci wolną rękę, co do tego, co stanie się z Mehmedem w czasie podróży, ma jedynie przybyć tu żywy.- Powiedziałem po czym wstałem z tronu i ruszyłem w stronę skarbca. Wszedłem do niego i przyjrzałem się półkom. Wszędzie było pełno złotych monet a w centralnym punkcie na rzeźbionym filarze spoczywała czerwona poduszka z dwoma koronami. Wziąłem do rąk mniejszą, srebrną, którą wykonali najlepsi złotnicy rok temu. Dano jej zaledwie rok, rok, który w większości spędziła na pomocy naszym poddanym. Nie ona powinna zginąć. Ona przecież nikogo nie skrzywdziła... Odłożyłem koronę z powrotem na miejsce i ruszyłem w stronę komnaty. Wszędzie rozwieszono już czarne zasłony i zakryto gobeliny czarnymi tkaninami. W końcu doszedłem do swojej komnaty, przed którą czekał na mnie jeden z moich doradców.
- Panie... Król Osvát Szilágyi de Horogszeg przysłał posła z zaproszeniem na swój dwór.
- Nie wie, że moja żona nie żyje?- Warknąłem na co Gales jedynie wzruszył ramionami.
- Król zwołuje spotkanie wszystkich władców. Podejrzewam, że będzie starał się wydać córkę, za najlepszego kandydata. Dawniej zapewne byłby to Mehmed, jednak teraz... Teraz najpotężniejszy jesteś ty... - Mruknął spoglądając na mnie.
- Zobaczymy. Na razie mam zamiar złączyć nowe państwo w całość, co będzie potem zobaczymy.- Mruknąłem i wszedłem do komnaty. Miałem ochotę jedynie porządnie się upić i zapomnieć o wszystkim, jednak wiedziałem, że Elisabetha nie pochwaliłaby tego... Muszę żyć dla mojego ludu, mimo że moje serce zostało rozerwane...
<Rin?>
323 słowa
- Idź Rin... Idź i pokaż Mehmedowi, co spotyka tych, którzy odważyli się podnieść dłoń na coś, co należy do mojego kraju. Daję Ci wolną rękę, co do tego, co stanie się z Mehmedem w czasie podróży, ma jedynie przybyć tu żywy.- Powiedziałem po czym wstałem z tronu i ruszyłem w stronę skarbca. Wszedłem do niego i przyjrzałem się półkom. Wszędzie było pełno złotych monet a w centralnym punkcie na rzeźbionym filarze spoczywała czerwona poduszka z dwoma koronami. Wziąłem do rąk mniejszą, srebrną, którą wykonali najlepsi złotnicy rok temu. Dano jej zaledwie rok, rok, który w większości spędziła na pomocy naszym poddanym. Nie ona powinna zginąć. Ona przecież nikogo nie skrzywdziła... Odłożyłem koronę z powrotem na miejsce i ruszyłem w stronę komnaty. Wszędzie rozwieszono już czarne zasłony i zakryto gobeliny czarnymi tkaninami. W końcu doszedłem do swojej komnaty, przed którą czekał na mnie jeden z moich doradców.
- Panie... Król Osvát Szilágyi de Horogszeg przysłał posła z zaproszeniem na swój dwór.
- Nie wie, że moja żona nie żyje?- Warknąłem na co Gales jedynie wzruszył ramionami.
- Król zwołuje spotkanie wszystkich władców. Podejrzewam, że będzie starał się wydać córkę, za najlepszego kandydata. Dawniej zapewne byłby to Mehmed, jednak teraz... Teraz najpotężniejszy jesteś ty... - Mruknął spoglądając na mnie.
- Zobaczymy. Na razie mam zamiar złączyć nowe państwo w całość, co będzie potem zobaczymy.- Mruknąłem i wszedłem do komnaty. Miałem ochotę jedynie porządnie się upić i zapomnieć o wszystkim, jednak wiedziałem, że Elisabetha nie pochwaliłaby tego... Muszę żyć dla mojego ludu, mimo że moje serce zostało rozerwane...
<Rin?>
323 słowa
Od Rin CD Vlada
Jeszcze trochę, jeszcze kilka metrów. Jeszcze kilka sekund. Dowiem się czy będę mogła ostatecznie pomścić wszystkie ofiary tego rozlewu krwi, czy w końcu mogę w spokoju mieć żałobę. Minęło kilka dni, lecz ja wciąż nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Wszyscy dowódcy pozbawieni życia, a moja siostra w jakimś stopniu pomszczona. Pierwszy raz po jej śmierci odczuwałam emocję, łudząco podobną do radości. Ale bym mogła odczuć pełną ulgę, muszę w jakimś stopniu przyczynić się do najważniejszego sprawcy jej śmierci. Szybko weszłam do sali tronowej, nie zważając na to, że strażnicy patrzyli się na mnie wręcz jak na idiotkę. No cóż, pewnie musiałam trochę dziwnie wyglądać, gdy tak spieszyłam się do króla taranując wszystko i wszystkich po drodze. Dwuskrzydłowe drzwi otworzyły się w hukiem, a mój wzrok szybko omiótł salę. Niedawny zwariowany uśmiech i obsesyjnie szalone ogniki w brązowych oczach nagle zniknęły, przeminęły zresztą jak wszystko. W sali tronowej nie było cieszących się wilków i psów, którzy w końcu mogą odetchnąć po zakończonych walkach. W ogóle nie było żadnych psów i wilków. Był tylko król, który zdaje się nie zwracał uwagi na nic innego poza swoim własnym, wyimaginowanym światem. Przymknęłam cicho drzwi i przez chwilę wpatrywałam się w sylwetkę Vlada. Nie podniósł wzroku, nawet się nie ruszył.
- Panie? - odezwałam się, gdy moja obecność przez dłuższy czas nie została dostrzeżona. Basior lekko drgnął, jakby zastanawiając się czy może spokojnie opuścić swój świat i powrócić do spraw przyziemnych. Chwilę później podniósł na mnie wzrok, a ja zobaczyłam w nim cały ból tego świata, ten cały ból jaki został mu zadany, ten cały ból, który musiał do tej pory dźwigać jak brzemię. Ujrzałam cierpienie, ujrzałam chęć zemsty i również rozpacz. Jego oczy lśniły, były wręcz mokre od łez, a na twarzy wciąż miał widoczne ślady po spadających łzach. Dobrze znałam ten widok. Zbyt dobrze. Wiedziałam o co chodzi... Przecież byłam na pogrzebie królowej Elisabethy. Dla mnie również to jest strata, no bo w końcu to królowa, która nie była stereotypową królową. Każda władczyni ma w sobie jakąś część pychy bądź dumy. Elisabetha tego nie miała. Westchnęłam i powoli oraz ostrożnie podeszłam do Vlada i przysiadłam jakieś dwa metry od niego. Zupełnie jak niegdyś, zaczęłam szukać odpowiednich słów, które mogłyby chociaż trochę oddać powagę sytuacji.
- Rozumiem co czujesz, panie... - zaczęłam. Postawiłam na oklepane stwierdzenie, które moim zdaniem jako jedyne nadawało się do upowszechnienia - Znasz historię moją i Reiko. I muszę powiedzieć, że czułam to samo co ty, nawet długo po tamtym zdarzeniu. Nie będę ci mówić, że wszystko będzie dobrze, wspaniale i tak jak dawniej, ponieważ to jest największe kłamstwo jakie słyszałam. Mogę ci tylko powiedzieć, że ten stan ci minie. Nie wiem kiedy, ale minie. A ty musisz zrobić wszystko, by to nastąpiło jak najszybciej. Nie mówię, żebyś zapomniał, ale żebyś uniknął tego, czego ja nie zdołałam. Jeżeli nie dla siebie, to dla swoich dzieci, swojej rodziny, poddanych, a także dla królowej Elisabethy. Jestem pewna, że ona nie chciałaby, żebyś trwał w takim stanie. Wiem, że łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale chociażby spróbuj. Jeżeli potrzebujesz pomocy, to nie wahaj się o nią prosić. Nie myśl, że to nie przystoi. Proszenie o rozmowę lub pomoc jest rzeczą naturalną. I jeszcze jedno... twoi poddani służą ci również radą. Oni ci pomogą, jeśli o to poprosisz. I mogę cię zapewnić, że zrobimy wszystko co w naszej mocy, by pomóc - zakończyłam. Vlad nie ruszał się, ale wiedziałam, że uważnie mnie słucha. Wstałam i stanęłam naprzeciwko niego - Wiem, że pragniesz śmierci Mehmeda. Ja również przysięgałam śmierć jemu i całej jego rodzinie. Obiecałam, że pomogę, więc jestem gotowa wyruszyć do niego. Znam drogę lepiej niż inni, a w sercu noszę nienawiść większą niż inni potencjalni posłowie. Znam tam osobę, która jest gotowa mi pomóc. Osobiście dopilnuję, by sułtan dotarł na zamek żywy, by był na twojej łasce i niełasce. Panie, pozwól mi wyruszyć na jego dwór. - postanowiłam poprosić o rzecz, której pragnęłam bardziej niż kiedykolwiek. Patrzyłam z niecierpliwością na Vlada, który jakby rozważał moją propozycję.
<Vlad?>
665 słów
- Panie? - odezwałam się, gdy moja obecność przez dłuższy czas nie została dostrzeżona. Basior lekko drgnął, jakby zastanawiając się czy może spokojnie opuścić swój świat i powrócić do spraw przyziemnych. Chwilę później podniósł na mnie wzrok, a ja zobaczyłam w nim cały ból tego świata, ten cały ból jaki został mu zadany, ten cały ból, który musiał do tej pory dźwigać jak brzemię. Ujrzałam cierpienie, ujrzałam chęć zemsty i również rozpacz. Jego oczy lśniły, były wręcz mokre od łez, a na twarzy wciąż miał widoczne ślady po spadających łzach. Dobrze znałam ten widok. Zbyt dobrze. Wiedziałam o co chodzi... Przecież byłam na pogrzebie królowej Elisabethy. Dla mnie również to jest strata, no bo w końcu to królowa, która nie była stereotypową królową. Każda władczyni ma w sobie jakąś część pychy bądź dumy. Elisabetha tego nie miała. Westchnęłam i powoli oraz ostrożnie podeszłam do Vlada i przysiadłam jakieś dwa metry od niego. Zupełnie jak niegdyś, zaczęłam szukać odpowiednich słów, które mogłyby chociaż trochę oddać powagę sytuacji.
- Rozumiem co czujesz, panie... - zaczęłam. Postawiłam na oklepane stwierdzenie, które moim zdaniem jako jedyne nadawało się do upowszechnienia - Znasz historię moją i Reiko. I muszę powiedzieć, że czułam to samo co ty, nawet długo po tamtym zdarzeniu. Nie będę ci mówić, że wszystko będzie dobrze, wspaniale i tak jak dawniej, ponieważ to jest największe kłamstwo jakie słyszałam. Mogę ci tylko powiedzieć, że ten stan ci minie. Nie wiem kiedy, ale minie. A ty musisz zrobić wszystko, by to nastąpiło jak najszybciej. Nie mówię, żebyś zapomniał, ale żebyś uniknął tego, czego ja nie zdołałam. Jeżeli nie dla siebie, to dla swoich dzieci, swojej rodziny, poddanych, a także dla królowej Elisabethy. Jestem pewna, że ona nie chciałaby, żebyś trwał w takim stanie. Wiem, że łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale chociażby spróbuj. Jeżeli potrzebujesz pomocy, to nie wahaj się o nią prosić. Nie myśl, że to nie przystoi. Proszenie o rozmowę lub pomoc jest rzeczą naturalną. I jeszcze jedno... twoi poddani służą ci również radą. Oni ci pomogą, jeśli o to poprosisz. I mogę cię zapewnić, że zrobimy wszystko co w naszej mocy, by pomóc - zakończyłam. Vlad nie ruszał się, ale wiedziałam, że uważnie mnie słucha. Wstałam i stanęłam naprzeciwko niego - Wiem, że pragniesz śmierci Mehmeda. Ja również przysięgałam śmierć jemu i całej jego rodzinie. Obiecałam, że pomogę, więc jestem gotowa wyruszyć do niego. Znam drogę lepiej niż inni, a w sercu noszę nienawiść większą niż inni potencjalni posłowie. Znam tam osobę, która jest gotowa mi pomóc. Osobiście dopilnuję, by sułtan dotarł na zamek żywy, by był na twojej łasce i niełasce. Panie, pozwól mi wyruszyć na jego dwór. - postanowiłam poprosić o rzecz, której pragnęłam bardziej niż kiedykolwiek. Patrzyłam z niecierpliwością na Vlada, który jakby rozważał moją propozycję.
<Vlad?>
665 słów
piątek, 11 maja 2018
Od Vlada Cd Elisabetha
Ostatni szturm... Ostatni szturm i będziemy mogli zakończyć tą wojnę. Przygotowaliśmy się do natarcia i ruszyliśmy. Tym razem pchnąłem do ataku wszystkie moje siły. Chciałem wracać już do żony i dzieci więc dość już tej zabawy w kotka i muszkę. Atak przebiegał sprawnie i już po kilku godzinach rozgromiliśmy i wzięliśmy do niewoli wszystkich wojowników.
- Teraz wracamy do zamku. Muszę w końcu zobaczyć się z żoną.- krzyknąłem i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Do zamku dotarliśmy wieczorem. Wszyscy witali nas jak zwycięzców uśmiechając się i gratulując nam. Nigdzie jednak nie było ani Elisabethy, ani Elheminy ani młodszych dzieci.
- Gdzie moja żona?- Zapytałem jednego z byłych doradców mojego ojca, który był już za stary by walczyć razem z nami.
- Panie...
- Gdzie?! Coś się stało?
- Panie... - Coś się stało a oni nie chcieli mi nic powiedzieć. Nie czekając na dalsze wyjaśnienia pobiegłem do naszej komnaty. Popchnąłem drzwi, które otworzyły się z głośnym hukiem. W pokoju stało kilku kapłanów i medyk. Podszedłem na łóżka na którym leżała Elisabetha.
- Ona nie żyje panie...- Ktoś położył mi dłoń na ramieniu jednak strząsnąłem ją i podszedłem do ukochanej.
- Elisabetha... Proszę obudź się...- Wyszeptałem biorąc ją w ramiona. Nie to nie możliwe... Ona żyje, musi żyć... Z moich oczu zaczęły cieknąć łzy, które skapywały na martwą twarz mojej żony.
- Panie... Królowa popełniła samobójstwo... Nie możemy jej pochować...- Powiedział jeden z kapłanów.
- Dlaczego? Przecież nie było powodu... Pochowacie ją, tak jak należy. Nie obchodzi mnie, że nie możecie. Pochowacie zgodnie z tradycją...- Warknąłem wpatrując się w moją ukochaną.
- Nie możemy... Zabiła się... Wyskoczyła z balkonu...- Kapłan próbował się tłumaczyć jednak mu to nie szło za bardzo.
- Pochowacie ją!- Krzyknąłem nie zwracając uwagi na nic.
- Ona się nie zabiła... Zamordował ją brat Mehmeda, Hasan.- Z jednego kąta komnaty dobiegł mnie głos Draculi. Kiedy tylko usłyszałem te słowa wstąpił we mnie niepohamowany gniew.
- Gdzie on jest?- Zapytałem spoglądając w zielone oczy wampira, który właśnie pojawił się przede mną.
- Czeka związany na Ciebie przed wejściem.- Wampir spuścił wzrok i wtedy dostrzegłem jak po jego policzku spływa jedna łza...
- Zajmijcie się pochówkiem mojej żony...- Poleciłem po czym położyłem ciało Elisabethy na poduszkach i pocałowałem jej zimne usta po czym wyszedłem. Dwóch strażników trzymało nieprzytomnego Hasana za ramiona.
- Co zrobić z jeńcami?- Zapytał Wilk spoglądając na mnie.
- Na pal... Wszystkich...- Powiedziałem i ruszyłem dopilnować egzekucji a z moich oczu wciąż wypływały łzy. Obiecałem Mehmedowi krew, więc będzie ją miał. Egzekucję skończyliśmy kilka dni później. Osobiście wbiłem na pal wszystkich członków rodziny Mehmeda. Elisabetha została pochowana tak jak nakazywała tradycja, spoczęła w naszym rodzinnym grobowcu.
- Gales... Powiedz wszystkim, że tego, kto przyprowadzi mi żywego Mehmeda czeka niemała nagroda.- Mruknąłem spoglądając w dal. On nie mógł już chodzić po tej ziemi, nie po tym co mi zrobił. Nie po tym jak jego brat zamordował moją żonę. Gdyby nie Dracula moja żona nie mogłaby nawet zostać godnie pochowana. Ukryłem twarz w dłoniach i zacząłem płakać. Nic innego mi nie pozostało. Nagle ktoś wszedł do sali tronowej jednak nie przejąłem się tym. Miałem już dość... Co z tego, że wygraliśmy wojnę, skoro osoba, którą kochałem ponad wszystko już nie żyje?
<Ktoś?> Wiem, że Rin chciała...
531 słów
Wszyscy dowódcy zostali wzięci do niewoli podczas ostatniego szturmu. Wymknąć się udało się jedynie Hasanowi, najmłodszemu bratu Mehmeda, który zamordował królową. Wszyscy jeńcy zostali wbici na pale.
- Teraz wracamy do zamku. Muszę w końcu zobaczyć się z żoną.- krzyknąłem i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Do zamku dotarliśmy wieczorem. Wszyscy witali nas jak zwycięzców uśmiechając się i gratulując nam. Nigdzie jednak nie było ani Elisabethy, ani Elheminy ani młodszych dzieci.
- Gdzie moja żona?- Zapytałem jednego z byłych doradców mojego ojca, który był już za stary by walczyć razem z nami.
- Panie...
- Gdzie?! Coś się stało?
- Panie... - Coś się stało a oni nie chcieli mi nic powiedzieć. Nie czekając na dalsze wyjaśnienia pobiegłem do naszej komnaty. Popchnąłem drzwi, które otworzyły się z głośnym hukiem. W pokoju stało kilku kapłanów i medyk. Podszedłem na łóżka na którym leżała Elisabetha.
- Ona nie żyje panie...- Ktoś położył mi dłoń na ramieniu jednak strząsnąłem ją i podszedłem do ukochanej.
- Elisabetha... Proszę obudź się...- Wyszeptałem biorąc ją w ramiona. Nie to nie możliwe... Ona żyje, musi żyć... Z moich oczu zaczęły cieknąć łzy, które skapywały na martwą twarz mojej żony.
- Panie... Królowa popełniła samobójstwo... Nie możemy jej pochować...- Powiedział jeden z kapłanów.
- Dlaczego? Przecież nie było powodu... Pochowacie ją, tak jak należy. Nie obchodzi mnie, że nie możecie. Pochowacie zgodnie z tradycją...- Warknąłem wpatrując się w moją ukochaną.
- Nie możemy... Zabiła się... Wyskoczyła z balkonu...- Kapłan próbował się tłumaczyć jednak mu to nie szło za bardzo.
- Pochowacie ją!- Krzyknąłem nie zwracając uwagi na nic.
- Ona się nie zabiła... Zamordował ją brat Mehmeda, Hasan.- Z jednego kąta komnaty dobiegł mnie głos Draculi. Kiedy tylko usłyszałem te słowa wstąpił we mnie niepohamowany gniew.
- Gdzie on jest?- Zapytałem spoglądając w zielone oczy wampira, który właśnie pojawił się przede mną.
- Czeka związany na Ciebie przed wejściem.- Wampir spuścił wzrok i wtedy dostrzegłem jak po jego policzku spływa jedna łza...
- Zajmijcie się pochówkiem mojej żony...- Poleciłem po czym położyłem ciało Elisabethy na poduszkach i pocałowałem jej zimne usta po czym wyszedłem. Dwóch strażników trzymało nieprzytomnego Hasana za ramiona.
- Co zrobić z jeńcami?- Zapytał Wilk spoglądając na mnie.
- Na pal... Wszystkich...- Powiedziałem i ruszyłem dopilnować egzekucji a z moich oczu wciąż wypływały łzy. Obiecałem Mehmedowi krew, więc będzie ją miał. Egzekucję skończyliśmy kilka dni później. Osobiście wbiłem na pal wszystkich członków rodziny Mehmeda. Elisabetha została pochowana tak jak nakazywała tradycja, spoczęła w naszym rodzinnym grobowcu.
- Gales... Powiedz wszystkim, że tego, kto przyprowadzi mi żywego Mehmeda czeka niemała nagroda.- Mruknąłem spoglądając w dal. On nie mógł już chodzić po tej ziemi, nie po tym co mi zrobił. Nie po tym jak jego brat zamordował moją żonę. Gdyby nie Dracula moja żona nie mogłaby nawet zostać godnie pochowana. Ukryłem twarz w dłoniach i zacząłem płakać. Nic innego mi nie pozostało. Nagle ktoś wszedł do sali tronowej jednak nie przejąłem się tym. Miałem już dość... Co z tego, że wygraliśmy wojnę, skoro osoba, którą kochałem ponad wszystko już nie żyje?
<Ktoś?> Wiem, że Rin chciała...
531 słów
Wszyscy dowódcy zostali wzięci do niewoli podczas ostatniego szturmu. Wymknąć się udało się jedynie Hasanowi, najmłodszemu bratu Mehmeda, który zamordował królową. Wszyscy jeńcy zostali wbici na pale.
Od Elisabethy
Wojna... Wojna to okrutny czas. Cała moja rodzina zginęła podczas jednej z wojen Vlada II a teraz mój mąż walczył na froncie by ochronić nasz dom. Vlad nie zamierzał porzucić swych ludzi na pastwę losu, wolał sam stawić czoła zagrożeniu. Usiadłam na łóżku i pogładziłam jego poduszkę. Tęskniłam za nim... Nie był w domu od kilku tygodni, martwiłam się o niego. Wzięłam do rąk czarną koszulę którą dla niego haftowałam. Złote smoki na czarnym materiale zwijały się wokół rąk i ramion by swoje łby położyć na jego piersi... Haft był już właściwie gotowy jednak trzymanie w dłoniach koszuli dawało mi nadzieję na to że Vlad wróci do mnie cały i zdrowy. Podeszłam do okna i spojrzałam w stronę drogi. Jej środkiem na białym koniu jechał jakiś wilk. Odłożyłam koszulę do szuflady i wyszłam z komnaty. Wilk przedarł się się przez strażników i podszedł do mnie.
- Pani czy możemy porozmawiać na osobności?- Zapytał na co ja skinęłam głową. Poszliśmy na jeden z balkonów po czym wilk podał mi list.
- Wyrazy współczucia pani...- Powiedział, jednak w jego oczach nie było widać współczucia. Szybko otworzyłam list i przeczytałam go. Vlad nie żyje... Turcy go zabili... Z moich oczu pociekły łzy. Wiedziałam jednak, że muszę być silna. Muszę być silna dla naszych dzieci.
- Twój mąż odebrał mi wszystko... Odebrał mojemu bratu armię, wziął do niewoli naszego ojca, braci, siostry... My cierpimy, teraz cierpieć będzie on.- Warknął wilk po czym rzucił się na mnie. Po krótkiej szamotaninie wypchnął mnie z balkonu. Wiedziałam, że już nigdy więcej nie zobaczę męża, nigdy więcej nie zobaczę naszych dzieci... Upadek z takiej wysokości był niemożliwy do przeżycia. Nagle coś wyskoczyło z okna. Udało mi się dostrzec, że był to wampir, w którego krypcie odwiedzał mój mąż. Stwór próbował mnie złapać, jednak nie udało mu się to. Po uderzeniu w ziemię poczułam ostry ból a później już nic.
- Elisabetha... Nie zamykaj oczu. Masz tu zostać... Nie pozwolę żeby Vlad cierpiał tak jak ja kiedy moja żona rzuciła się z wierzy w odmęty Argesu.- Powiedział wampir łapiąc mnie za dłoń.
- Za późno... Powiedz Vladowi... Powiedz mu, że przepraszam... Powiedz mu, że go kocham i nigdy nie opuszczę... Proszę powiedz mu to... Obiecaj mi...- Wyszeptałam tak cicho, że nie byłam pewna czy mnie usłyszał.
- Powiem, przyrzekam. Ale walcz. Walcz dla męża i dzieci.- Powiedział wampir. Ja już jednak nie miałam o co walczyć. Odeszłam do Pana...
<Vlad?>
400 słów
- Pani czy możemy porozmawiać na osobności?- Zapytał na co ja skinęłam głową. Poszliśmy na jeden z balkonów po czym wilk podał mi list.
- Wyrazy współczucia pani...- Powiedział, jednak w jego oczach nie było widać współczucia. Szybko otworzyłam list i przeczytałam go. Vlad nie żyje... Turcy go zabili... Z moich oczu pociekły łzy. Wiedziałam jednak, że muszę być silna. Muszę być silna dla naszych dzieci.
- Twój mąż odebrał mi wszystko... Odebrał mojemu bratu armię, wziął do niewoli naszego ojca, braci, siostry... My cierpimy, teraz cierpieć będzie on.- Warknął wilk po czym rzucił się na mnie. Po krótkiej szamotaninie wypchnął mnie z balkonu. Wiedziałam, że już nigdy więcej nie zobaczę męża, nigdy więcej nie zobaczę naszych dzieci... Upadek z takiej wysokości był niemożliwy do przeżycia. Nagle coś wyskoczyło z okna. Udało mi się dostrzec, że był to wampir, w którego krypcie odwiedzał mój mąż. Stwór próbował mnie złapać, jednak nie udało mu się to. Po uderzeniu w ziemię poczułam ostry ból a później już nic.
- Elisabetha... Nie zamykaj oczu. Masz tu zostać... Nie pozwolę żeby Vlad cierpiał tak jak ja kiedy moja żona rzuciła się z wierzy w odmęty Argesu.- Powiedział wampir łapiąc mnie za dłoń.
- Za późno... Powiedz Vladowi... Powiedz mu, że przepraszam... Powiedz mu, że go kocham i nigdy nie opuszczę... Proszę powiedz mu to... Obiecaj mi...- Wyszeptałam tak cicho, że nie byłam pewna czy mnie usłyszał.
- Powiem, przyrzekam. Ale walcz. Walcz dla męża i dzieci.- Powiedział wampir. Ja już jednak nie miałam o co walczyć. Odeszłam do Pana...
<Vlad?>
400 słów
Subskrybuj:
Posty (Atom)