Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Corynth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Corynth. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 kwietnia 2018

Od Coryntha Ślub

- Koreczku mój kochany - Peachy Woman rzuciła mi się na szyję tuż po rozpoczęciu zabawy i stanęła na palcach by powiedzieć mi coś na uchu - O nic nie pytaj, tylko rób co ci mówię. Teraz zaczniesz mnie całować. Tak jakbyś zaraz miał mnie przelecieć. Wiesz, jak wtedy w biurze. Pchaj mnie w stronę najbliższej ściany, przy okazji przejdźmy przed nosem pary młodej. W miarę szybko. Jest tam tłumek, więc nie będzie wyglądało to nienaturalnie. Zachowuj się trochę jakbyś był pijany, dobrze? - zakończyła.
- Z wielką chęcią - rzekłem i szybkim ruchem postawiłem ją na ziemi. Złapałem ją za policzki, a ona zarzuciła mi ręce na szyję. Zacząłem ją namiętnie całować. Wpychałem swój język dosyć głęboko do jej ust, może ciut zbyt głęboko.
- Może trochę delikatniej? - spytała Pećka udając obrażoną i odsuwając delikatnie moją twarz od jej twarzy.
- Nie - uśmiechnąłem się szarmancko i znowu powróciłem do namiętnych pocałunków. Umiejętnie manewrowałem moją towarzyszką tak, że udało nam się dotrzeć przed krzesła pary młodej. Nie martwiąc się zbytnio o to co inni pomyślą, wykonałem jakiś gwałtowny ruch z gatunku "pijak" i sprawiłem, że Vlad musiał przymknąć oczy z obawy przed ciosem, który jednak nie nadszedł.Tym samym zrobiłem sobie okazję do nasunięciu sobie buta alfy na stopę. Po chwili udało nam się wyjść z tłumu tak, że nikt się nie zorientował, że mam buta. W końcu dotarłem z Peachy pod ścianę.
- Dziękuje mój Koreczku kochany! - zchyliła się po buta, a następnie rzuciła mi się na szyję.
- A nagroda? - uśmiechnąłem się szelmowsko.
- Możesz mnie jeszcze trochę polizać albo przelecieć po weselu, co tam chcesz - wzruszyła ramionami.
- Skorzystam z obydwu opcji - uśmiechnąłem się na myśl o czekających mnie rzeczch, po czym po raz kolejny zacząłem całować Peachy. Nagle muzyka przestała grać.
- No już, chodź książę z bajki - Pećka pociągnęła mnie za rękę w stronę stolika alf. Podniosłem swojego buta z ziemi i poszedłem za nią.
- Corynth, Peachy co zrobicie żeby zachęcić młodych do wykupu buta? - spytała Lunaver, gdy przyszła nasza kolej.
- W zasadzie wszystko - zaczęła Peachy. - Jakiś striptiz do bielizny, zchlanie całego zapasu alkoholu, niańczenie szczeniaków, możemy też służyć za wasze podpórki na stopy do końca dzisiejszego dnia. Choć najbardziej odpowiada nam pierwsza opcja - Peachy odpowiedziała za nas obojga tak, jakgdyby była to dla niej normalność. Z uśmiechem wpatrywałem się w suczkę i oczekiwałem na decyzję młodych.
<Ver? Wilk?>
404 słowa

czwartek, 5 kwietnia 2018

Od Coryntha - Konkurencja #1

Wielkanoc. Czas radości. W mojej rodzinie od zawsze poprzedzona była trzema dniami postu i melancholijnym rozmyślaniom, by zakończyć się huczym świętowaniem przy akompaniamencie radosnych śpiewów, dźwięku dzwonków i skocznej melodii wydobywającej się spod trącego o struny okazyjnie wyciąganych skrzypiec siostrzanego smyczka. Ubiegła Wielkanoc przebiegła w ciężkiej atmosferze, co było winą drugiej z wybranek ojca, z czego pierwszą była moja matka, która męczona ciągłymi wymiotami, nudnościami i brakiem dyspozycji ze strony układu pokarmowego zmarła na skręt żołądka, który nie poddany szybkiej operacji, co w środku lasu nie jest możliwe, jest poważnym zagrożeniem dla życia psa nie zależnie od płci, wieku oraz wcześniejszego stanu zdrowia. Mówiąc druga wybranka ojca mam na myśli moją macochę, Valię, która  wpierw pozmieniała mojemu rodzeństwu imiona, na takie, z których wręcz wylewała się wzgarda i kpina. Memu wspaniałemu, młodszemu bratu, Cotty'emu, na którego przeszło zdecydowanie najwięcej labradorzych genów, nazwała Cough, co w dokładnym tłumaczeniu z języka zwanego angielskim znaczyło kaszel, imię mojej starszej, ale odrobinę tępej umysłowo siostrze, które brzmiało nie inaczej jak Tessy, przekształciła, nie wiadomo dlaczego, w miano Tissue, choć jej kręcona sierść typowa dla mudich, swoją fakturą oraz ogólnie rzecz biorąc wyglądem zewnętrznym, ani trochę nie przypominała chusteczki. Ostatnia z rodzeństwa, moja bliźniaczka Dusia, którą nazywałem czasami Duzyjką bądź Duzisią (musicie wiedzieć, że jej imię czyta się przez "z" oraz "j"), została haniebnie przechrzczona na Dung i została tym samym zrównana, zarówno potocznie jak i dosłownie, z łajnem trzody chlewnej. Od pozbawienia mnie pięknego imienia, a mianowicie tego, które kryje się pod literami c, o, r, y, n, t oraz h, najprościej mówiąc miana Corynth, powstrzymała Valię jednie śmierć z moich rąk. Bardzo bałem się jak przyjmie mnie ojciec. Czy zostanę przywitany jak zaginione dziecko, czy jak wygnaniec z domu rodzinnego, którym w rzeczy samej byłem. Ku mojej radości zostałem powitany przez utęsknioną rodzinę z radością. Pozwolono mi pościć oraz świętować Wielkanoc w ich towarzystwie. Przybyłem do nich pierwszego dnia wstrzemięźliwości, z samego rana. Tego samego dnia, ale już wieczorem, po otaczającym nas lesie niósł się śpiew.
Będę śpiewał na cześć Pana
który wspaniale swą potęgę okazał, 
gdy konia i jeźdźca
pogrążył w morskiej przepaści


Zaliczone
351 słów
dla zainteresowanych tekst pochodzi z Kantyku Mojżesza

wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Coryntha CD Peachy Woman

Wziąłem ze stosu trochę kartek. Upatrzyłem odpowiednią rubrykę i zacząłem się podpisywać. Jednak Gamma trochę tej pracy ma. Była trochę nietypowa, żeby nie powiedzieć dziwna, ale lubiłem ją. Czasami fajnie było posłuchać takiego gadania. Postanowiłem poczytać trochę dokumentów. Zioła dla szamanów, eliksiry, broń, przyprawy, sól morska, ryby. Trochę tego było. Za dużo jak dla mnie, więc zrezygnowałem z czytania takich zbędnych szczegółów. Przecież i tak się na tym nie znałem. Nagle Peachy odłożyła długopis na biurko i odsunęła papiery na bok. Wstała z krzesła i położyła się na podłodze. Oparła głowę na łapach i patrzyła się przez siebie. Ja również dołożyłem długopis i dołączyłem do niej. Położyłem się na przeciwko niej, tak, że gdyby ktoś mnie popchnął, nasze nosy by się stykały.
<Peachy?>
122 słowa

Od Coryntha CD Peachy Woman

Po odejściu Peachy zorientowałem się że Lunaver gdzieś zniknęła. Postanowiłem, więc nie czekać i poszedłem do komnaty. Nudziło mi się i nie miałem z kim rozmawiać, więc po jakimś czasie spędzonym samotnie poszedłem do Peachy. Dowiedziałem się gdzie jest jej biuro i poszedłem do niego. Zapukałem do drzwi i czekałem na odpowiedź.
-Proszę - usłyszałem głos Peachy. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.
-Cześć Peachy - przywitałem się i podszedłem do biurka.
-Hej Korku, siadaj - suczka wskazała mi krzesło. - O co chodzi? - zapytała.
-W sumie o nic - odparłem. - Nuda i te sprawy - wytłumaczyłem suczce.
<Peachy?>
100 słów

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Od Coryntha CD Lunaver

- Peachy chciałabym przedstawić Ci Coryntha, Corynth to jest nasza gamma Peachy Woman poznajcie się.- powiedziała Lunaver.
-Cześć Peachy? Właśnie, jak mam na ciebie mówić? - spytałem.
-Peachy może być. Albo wiesz co? Możesz mówić do mnie Pećka. Lubię to. Bo w końcu wyjdzie, że wymyślę sobie niewidzialnych przyjaciół, którzy będą mnie tak nazywali - uśmiechnęła się suczka.
-Tak wogóle miło mi Cię poznać - powiedziałem, nie wiedząc co innego rzec.
-Mi ciebie też Corynth, Corynth'cie? Trochę dziwnie to brzmi. Będę mówić na ciebie Korek. Jeśli mogę oczywiście. Niby Amane dba o morale, ale lubię czasami podkradać jej to zadanie - mówiła sunia.
-Jasne, możesz - zgodziłem się
<Lunaver? Peachy? Trochę krótkie, wiem, ale idę na szybkość, nie na długość>
108 słów