Vlad życzył nam wszystkim powodzenia i po chwili zniknął. Żałowałam, że zamiast brać udział w wojnie, musiałam zajmować się zupełnie czymś innym. Jednak Kodrag w pobliżu sfory to także było ogromne niebezpieczeństwo. Obejrzałam się po swoich towarzyszach.
-Zrobimy tak: pójdziemy teraz po wszelaką broń, którą możemy ze sobą zabrać. Następnie dojdziemy jak najciszej do miejsca, gdzie ostatni raz widziałam to stworzenie. Potem, jeśli go tam nie będzie, podzielimy się na mniejsze grupki i go poszukamy. Wszystko na razie jasne?-spytałam, patrząc uważnie po twarzach towarzyszy. Wszyscy pokiwali ze zrozumieniem głowami.
-Mam tylko nadzieję, że to prawdziwe zagrożenie, a nie tylko czyjeś wymysły czy wybujała wyobraźnia-odezwał się jakiś wilk. Nie mogłam puścić tego przytyku mimo uszu, o nie, ja nie należałam do takich osób. Rzuciłam temu osobnikowi jedno groźne spojrzenie, co wystarczyło, aby się uciszył. Ruszyliśmy do lasu. W miarę jak się zbliżaliśmy, wszyscy robili się coraz bardziej spięci i nerwowo rozglądali się dookoła. W końcu doszliśmy do miejsca, gdzie widziałam tego stwora. Jego ohydna woń nadal unosiła się w powietrzu, ale samej bestii nigdzie nie było widać. Zgodnie z planem rozdzieliliśmy się więc na mniejsze grupy. Zaczęliśmy powoli i uważnie przeczesywać las. Moimi towarzyszami zostały jakieś dwa wilki i wadera. Przynajmniej nie musiałam przebywać w towarzystwie tego śmieszka. Skupiłam się na wykonaniu zadania, czyli znalezieniu Kodrega. Jak na złość wydawało się jednak, że stwór wyparował. Po około godzinie poszukiwać nadal nikt niczego nie znalazł.
-Odpocznijmy-rzekła wadera, siadając w cieniu jednego z drzew. Nie bardzo podobał mi się ten pomysł, ale reszcie widocznie przypadł do gustu, bo sami zaraz znaleźli sobie miejsca do odpoczynku. Westchnęłam z rezygnacją, ale i zniecierpliwieniem. Kodreg właśnie gdzieś tam mógł sobie buszować, a my odpoczywaliśmy, zamiast go szukać.
-Powinniśmy skupić się na poszukiwaniach Kodrega-powiedziałam.
-Wyluzuj, trochę odpoczynku nie zaszkodzi-powiedział wilk.
-To nasz obowiązek-odparłam tonem nieznoszącym sprzeciwu. Po tym, jak już straciłam wszystko, całą rodzinę, zostały mi tylko obowiązki. Dlatego właśnie obiecałam sobie w pełni się im poświęcić. Zwróciło mi się to w ten sposób, że udało mi się zostać deltą, a to już coś. Skoro zaś zajmowałam to stanowisko i dodatkowo miałam dowodzić tym oddziałem, to oni musieli mnie słuchać. Nie widząc jednak żadnej reakcji z ich strony, podeszłam najpierw do wadery.
-Wstawaj-syknęłam, mrużąc oczy. Wilczyca zerwała się na nogi natychmiast. Spojrzałam na pozostałą dwójkę, która niechętnie zaczęła się zbierać. Nagle powietrze przeszył straszny krzyk. Wszyscy naraz spojrzeliśmy po sobie, a zaraz potem rzuciliśmy się biegiem w stronę, z której dochodził hałas. Po kilkunastych minutach nieprzerwanego biegu wypadliśmy na małą polanę. Znajdowało się na niej kilku członków oddziału. Stworzyli koło, odcinając drogę ucieczki rozjuszonemu Kodragowi. Widziałam jednak, że moi towarzysze nie potrafią się zgrać i tylko odganiają od siebie nawzajem dziką bestię.
-Zaatakujcie go naraz!-zawołałam. Zaraz też chciałam rzucić się do atakowania stwora, ale w pojedynkę było to zbyt niebezpieczne. W porę się zatrzymałam. Zauważyłam, że Kodreg został już dość mocno poraniony, ale to go tylko bardziej rozwścieczyło. W pewnym momencie potwór ruszył pędem na jedną z samic. Był niczym pocisk, którego nic nie mogło powstrzymać. Niewiele myśląc, działając tylko i wyłącznie pod wodzą instynktu, doskoczyłam do najbliżej stojącej osoby i wyrwałam jej z ręki broń, którą był łuk. Zaraz też wystrzeliłam z niego strzałę w kierunku bestii. Wbiła się gładko w jego kark, ale to było za mało. Zwierz tylko ryknął wściekle i skierował się w moją stronę. W tamtym momencie zupełnie nie myślałam. Wyrwałam właścicielce łuku jeszcze kilka strzał. Nie protestowała, zbyt zajęta wycofywaniem się i obserwowaniem wściekłego Kodrega. Te zwierzęta same w sobie były straszne, a co dopiero, kiedy rozwścieczone pędzą wprost na ciebie! Wystrzeliłam kolejną strzałę, która trafiła bestię w szyję, ale ta zachowała się, jakby nawet tego nie poczuła i dalej biegła w moją stronę z niezwykłym uporem. Przełknęłam ślinę i wystrzeliłam jeszcze jedną strzałę, która trafiła bestię w pobliżu tchawicy. Ta jednak dalej biegła w moją stronę. W myślach zaczęłam żegnać się z życiem. Kiedy zwierzę było już blisko mnie, niewiele myśląc, zamachnęłam się i przywaliłam stworowi łukiem, wkładając w to całą swoją siłę. Usłyszałam cichy trzask i zamknęłam oczy, gotowa na śmierć. Zaraz jednak skarciłam się w myślach za takie tchórzostwo i otworzyłam je, nie chcąc okazać śmierci strachu. Nic się jednak nie wydarzyło. Wszyscy patrzyli na mnie z mieszanką podziwu i niedowierzania. Dopiero po chwili zauważyłam próbującego wstać Kodrega. Z jakiegoś powodu nie mógł jednak się podnieść i tylko rzucał się wściekle, czym sprawiał sobie większy ból.
-Jak?-spytałam cicho. Nikt oczywiście nie usłyszał mojego pytania. Doszłam do wniosku, że poszczęściło mi się jak nigdy. Nagle jeden z moich towarzyszy wyszedł przed szereg i szybko dobił Kodrega, zatapiając w jego ciele ostrze. Nikt nic nie powiedział przez bardzo długi czas.
-Zabieramy go ze sobą. Weźcie go-powiedziałam do dwóch wilków, kiedy już odzyskałam nad sobą kontrolę. Mój rozkaz został posłusznie wykonany.
-Wracamy-powiedziałam, gdy już wszystko było gotowe. Przez całą drogę powrotną panowała absolutna cisza. Po dotarciu do zamku kazałam zanieść to coś do spiżarni. Sama zaś udałam się do swojego pokoju, aby wziąć kąpiel. Po tym wszystkim zasługiwałam na trochę relaksu. Potem już na szczęście przez cały dzień nie miałam zbyt dużo do zrobienia. Tak było właściwie przez kilka dni, aż do czasu zwycięskiego powrotu członków naszej sfory z wojny. To jednak spowodowało wiele różnych wydarzeń. Całą sforą wstrząsnęła wieść o śmierci królowej. To był ogromny cios dla wszystkich. Przez następnych kilka dni odbywały się egzekucję. Cały ten czas praktycznie nie widziałam alfy. Któregoś jednak dnia usłyszałam ciche pukanie do mojej komnaty.
-Już idę-powiedziałam i poszłam otworzyć drzwi. Zdziwiłam się ogromnie, kiedy ujrzałam po drugiej stronie Vlada.
-Witaj, alfo. Co cię tutaj sprowadza?-spytałam, po czym zdałam sobie sprawę, że nie wypada rozmawiać z tak ważną osobistością w drzwiach swojej komnaty.-Może wejdziesz na herbatę?-dodałem po chwili, niepewna, jak po tym wszystkim powinnam zachowywać się w towarzystwie alfy.
<Vlad?>
955 słów
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amane. Pokaż wszystkie posty
piątek, 11 maja 2018
piątek, 4 maja 2018
Od Amane CD Vlada
Las już w pełni żył własnym życiem. Nie było nic lepszego od ganiania po nim gdzie tylko się dało. Opanowałam się jednak ze względu na powagę wynikającą z mojej rangi i wieku. Jak zwykle spacerowałam po lesie. Chyba każdy już wiedział, gdzie w razie potrzeby należy mnie szukać. Po krótkim czasie zauważyłam jednak, że pogoda zaczyna się pogarszać. Zerwał się silny wiatr, a na horyzoncie pojawiły się niezbyt przyjaźnie wyglądające chmury. Skierowałam się więc w stronę zamku. Gdy byłam już bardzo blisko, wyczułam w powietrzu podejrzaną woń. Ponadto do mych uszu dotarły groźnie brzmiące dźwięki. Po chwili zastanowienia zdecydowałam się wdrapać na jakieś drzewo. Na szczęście szybko znalazłam takie o dużej liczbie wystających po bokach gałęzi. Wspięłam się kilka metrów. W końcu jednak, kiedy postawiłam stopę na następnym kiju, usłyszałam jak łamie się z trzaskiem. Uznałam więc, że lepiej nie kusić losu i pozostać na obecnej wysokości, zwłaszcza, że hałas, który przykuł moją uwagę, zaczął dobiegać z coraz bliższej odległości. Spojrzałam więc w dół, wypatrując źródła dźwięku. Po chwili zamarłam, widząc jak tuż pod drzewem, na którym stałam, przebiegło szybko zwierzę, a raczej bestia. Rozpoznałam ją w mgnieniu oka. Był to kodrag. Zdziwiło mnie, że jakimś cudem nie zauważył mojej osoby, ale ucieszyłam się z tego. Zwierzę na szczęście szybko zniknęło ponownie w gęstwinie. Przez kilka chwil stałam przerażona w miejscu. Obecność tutaj tego dzika była zagrożeniem dla członków sfory, zwłaszcza kiedy wszyscy skupiali się na wojnie. Nie miałam jednak środków do tego, aby samemu zająć się tą bestią. Z tego powodu po chwili namysłu zeszłam z drzewa. Postanowiłam czym prędzej udać się do zamku i poszukać tam wsparcia. Całą drogę powrotną pokonałam biegiem, starając się jednak nasłuchiwać, czy nie ma nigdzie kodrega. O dziwo, kiedy wpadłam na dziedziniec zamku, nikogo tam nie było. W popłochu nawet nie zauważyłam, w którą dalej pobiegłam stronę. Nagle zauważyłam przed sobą jakąś postać. Rozpoznałam w niej naszego alfe, Vlada.
-Jak dobrze, że cię widzę!-zawołałam uspokojona.
-Cóż się takiego stało? Czyżbyś natknęła się na naszego wroga?-spytał zdziwiony i zaniepokojony alfa.
-Nie do końca. W każdym razie, w lesie, blisko zamku, natknęłam się na kodraga. Trzeba coś zrobić i się go pozbyć. Zajęłabym się tym sama, ale wolałam nie ryzykować. Raczej nie miałabym zbyt dużych szans bez wsparcia i broni-powiedziałam.
<Vlad?>
375 słów
-Jak dobrze, że cię widzę!-zawołałam uspokojona.
-Cóż się takiego stało? Czyżbyś natknęła się na naszego wroga?-spytał zdziwiony i zaniepokojony alfa.
-Nie do końca. W każdym razie, w lesie, blisko zamku, natknęłam się na kodraga. Trzeba coś zrobić i się go pozbyć. Zajęłabym się tym sama, ale wolałam nie ryzykować. Raczej nie miałabym zbyt dużych szans bez wsparcia i broni-powiedziałam.
<Vlad?>
375 słów
środa, 25 kwietnia 2018
Od Amane
Promienie słońca zaczęły wpadać przez nieosłonięte okna do środka mojej sypialni. Szybko i energicznie przewróciłam się na drugi bok, dając tym samym upust swojemu niezadowoleniu z faktu, że niedługo będę już musiała wstawać. Pragnęłam spędzić jeszcze trochę czasu w swoim ciepłym i wygodnym łóżku. Jednak dochodzące do mych uszu odgłosy krzątaniny jasno dawały do zrozumienia, że nadszedł czas na wstanie i stawienie czoła wydarzeniom, które przyszykował na dziś dla mnie los. Kiedy w końcu wynurzyłam się z odmętów pościeli, najpierw skierowałam swoje kroki do łazienki. Po porannej toalecie poszłam wybrać jakieś ubrania. Po namyśle wzięłam zieloną, wiosenną sukienkę. Zanosiło się bowiem, że dziś będzie naprawdę ciepło. Potem udałam się na mały obchód po zamku. Chciałam się upewnić, czy nikt nie potrzebuje mojej pomocy. Po drodze omal nie zostałam staranowana przez jednego z jeszcze niezbyt dobrze mi znanych członków sfory.
-Przepraszam-powiedział szybko, nawet na mnie nie patrząc, po czym minął mnie i poszedł dalej. Albo jest niespotykanie wstydliwy, albo niewychowany- pomyślałam ze złością. Szczęśliwie nikt nic ode mnie nie chciał, więc postanowiłam iść się przejść. Na drzwiach swojej komnaty zostawiłam wiadomość, na wypadek gdyby ktoś mnie szukał. Dość szybkim krokiem wyszłam z zamku. Pogoda zapowiadała się naprawdę świetna! Ruszyłam od razu w stronę lasu. Kiedy zobaczyłam pierwsze zarośla, pomyślałam, że nic nie stoi na przeszkodzie, by trochę pobiegać. Do moich uszu docierały hałasy wydawane przez uciekającą w popłochu zwierzynę. Zdawało się, że w lesie oprócz mnie nie ma nikogo innego, co bardzo mi odpowiadało. Po sporym wysiłku postanowiłam iść odpocząć nad jezioro. Jak tylko tam dotarłam, zanurzyłam w wodzie swoje ręce, by obmyć trochę twarz. Ciecz nadal była lodowata, przez co przeszedł mnie dreszcz. Nie tęskniłam jednak za latem, kiedy to będzie można do woli kąpać się w jeziorze. Niespecjalnie przepadałam za pływaniem. Następnie oddaliłam się nieco od brzegu i usiadłam na jednym z kamieni. Skupiłam się na podziwianiu krajobrazu. Wszechobecna roślinność powoli budziła się do życia. Na drzewach pojawiały się już liście, a tu i ówdzie można było dostrzec kwiaty. Ponadto oczy cieszyć się mogły wypełniającą wiosenny świat zielenią i błękitem. Tak bardzo zatraciłam się w pięknie tego widowiska, że nie wyczułam obecności innego wilka. Kiedy jednak do moich uszu dotarło ciche chrząknięcie, natychmiast odwróciłam się. Stał przede mną jeden z członków sfory. Zmrużyłam oczy, by lepiej mu się przyjrzeć. Rozpoznałam w nim osobę, która dziś rano na mnie wpadła.
<Ktoś?>
390 słów
-Przepraszam-powiedział szybko, nawet na mnie nie patrząc, po czym minął mnie i poszedł dalej. Albo jest niespotykanie wstydliwy, albo niewychowany- pomyślałam ze złością. Szczęśliwie nikt nic ode mnie nie chciał, więc postanowiłam iść się przejść. Na drzwiach swojej komnaty zostawiłam wiadomość, na wypadek gdyby ktoś mnie szukał. Dość szybkim krokiem wyszłam z zamku. Pogoda zapowiadała się naprawdę świetna! Ruszyłam od razu w stronę lasu. Kiedy zobaczyłam pierwsze zarośla, pomyślałam, że nic nie stoi na przeszkodzie, by trochę pobiegać. Do moich uszu docierały hałasy wydawane przez uciekającą w popłochu zwierzynę. Zdawało się, że w lesie oprócz mnie nie ma nikogo innego, co bardzo mi odpowiadało. Po sporym wysiłku postanowiłam iść odpocząć nad jezioro. Jak tylko tam dotarłam, zanurzyłam w wodzie swoje ręce, by obmyć trochę twarz. Ciecz nadal była lodowata, przez co przeszedł mnie dreszcz. Nie tęskniłam jednak za latem, kiedy to będzie można do woli kąpać się w jeziorze. Niespecjalnie przepadałam za pływaniem. Następnie oddaliłam się nieco od brzegu i usiadłam na jednym z kamieni. Skupiłam się na podziwianiu krajobrazu. Wszechobecna roślinność powoli budziła się do życia. Na drzewach pojawiały się już liście, a tu i ówdzie można było dostrzec kwiaty. Ponadto oczy cieszyć się mogły wypełniającą wiosenny świat zielenią i błękitem. Tak bardzo zatraciłam się w pięknie tego widowiska, że nie wyczułam obecności innego wilka. Kiedy jednak do moich uszu dotarło ciche chrząknięcie, natychmiast odwróciłam się. Stał przede mną jeden z członków sfory. Zmrużyłam oczy, by lepiej mu się przyjrzeć. Rozpoznałam w nim osobę, która dziś rano na mnie wpadła.
<Ktoś?>
390 słów
sobota, 7 kwietnia 2018
Od Amane CD Xena
Pierwsze promienie słońca wpadły przez okno i połaskotały mnie po twarzy. Przebudziłam się i wstałam, gdyż wiedziałam, że nie będę potrafiła ponownie zasnąć. Przejrzałam swoje ubrania i wybrałam coś odpowiedniego na dziś. Zapowiadało się, że tego dnia będzie piękna pogoda. Po ubraniu się i ogólnym uszykowaniu skierowałam swe kroki do stołówki, gdzie szybko zjadłam jakieś śniadanie. Następnie upewniłam się, czy alfa lub ktoś inny nie ma dla mnie żadnych zadań. Może i stanowisko delty nie było aż tak wysokie rangą i wymagające, ale to nie oznaczało, że mogłam ignorować swoje obowiązki. Nie zapowiadało się jednak, aby ktokolwiek miał dziś do mnie jakąś sprawę, dlatego postanowiłam udać się na spacer. Jedynie alfie powiedziałam, że idę do świata ludzi, na wypadek gdyby mnie szukał. Od razu po przedostaniu się z Między Świata skierowałam się w stronę jeziora Vidraru. Trochę ryzykowałam, że spotkam w ten sposób ludzi, dlatego musiałam na powrót przyjąć swój pierwotny wygląd. Nie żebym jakoś specjalnie tego nie lubiła. Zmienienie się w czworonożnego wilka pozwalało mi poczuć lepiej więź z przodkami, którzy w końcu spędzali tak całe swoje życie. Kiedy dotarłam nad jezioro, przeszłam się trochę po jego brzegu, a następnie skierowałam wzdłuż rzeki Arges do Ruin Zamku Poenari. Mogłam na spokojnie podziwiać widoki i to, jak przyroda budzi się do życiu w ludzkim świecie. Niestety, nie mogłam podejść zbyt blisko zamczyska, gdyż kręcili się tam ludzie. Moje pojawienie zrodziłoby zapewne niemałe zamieszanie, dlatego czym prędzej zawróciłam w inną stronę. Ponownie szłam wzdłuż rzeki, która znajdowała się teraz po mojej prawej stronie. Po lewej rosły gęste zarośla, pokryte jak na razie tylko pąkami, z których już niedługo rozwiną się liście i kwiaty. Wtem do moich uszu dotarły odgłosy walki, a do nozdrzy zapach niedźwiedzia i wilka, wymieszany dodatkowo z odorem krwi. Nie zastanawiając się, rzuciłam się w stronę, z której dobiegały hałasy. Ktoś mógł potrzebować pomocy, a jeśli byłby to członek sfory, tym bardziej powinnam mu pomóc. Zanim jednak znalazłam się na miejscu, odgłosy zdążyły już ucichnąć. W końcu za którymś zakrętem moim oczom ukazał się niezbyt ciekawy widok. Na ziemi leżał martwy niedźwiedź. Na początku wystraszyłam się, ale jak tylko okazało się, że zwierz nie żyje, poczułam ulgę. Zastanowiło mnie jednak, kto za tym stał. Rozejrzałam się wokoło i dostrzegłam ślady wilka. Bez zastanowienia ruszyłam na spotkanie z tajemniczym osobnikiem, który sam poradził sobie z takim przeciwnikiem. Może i niedźwiedź był wychudzony, ale to dalej był niedźwiedź. W końcu do moich uszu dotarł odgłos stawiania łap na ziemi. Zrozumiałam, że jestem już blisko odnalezienia szukanego osobnika. Skryłam się za grupą iglastych drzew. Prześwity między ich gałęziami pozwoliły mi dostrzec czarną, wilczą sylwetkę. Wtem wiatr zmienił kierunek i zawiał tak, że osobnik ten z łatwością mógł mnie wyczuć, co też się stało.
-Kto tam?-zapytał damski głos, odwracając się w moją stronę. Postanowiłam wyjść z ukrycia.
-Ja-powiedziałam i obrzuciłam wilczycę szybkim, aczkolwiek dokładnym spojrzeniem.-Nazywam się Amane i jestem deltą w Sforze Radu I-dodałam nie bez dumy. Następnie spojrzałam na wilczycę pytającym wzrokiem.
-Jestem Xena-powiedziała miło, ale jednocześnie dość chłodno. Widocznie nie zrobiłam na niej wielkiego wrażenia, ale nie obchodziło mnie to zbytnio.
-To ty zabiłaś tego niedźwiedzia?-zapytałam, w końcu to mnie najbardziej interesowało.
-Tak-odparła obojętnym tonem Xena.
-Jestem pod wrażeniem. Mało komu udałoby się przeżyć spotkanie z tym zwierzęciem, a co dopiero je zabić.
<Xena?>
543 słowa
-Kto tam?-zapytał damski głos, odwracając się w moją stronę. Postanowiłam wyjść z ukrycia.
-Ja-powiedziałam i obrzuciłam wilczycę szybkim, aczkolwiek dokładnym spojrzeniem.-Nazywam się Amane i jestem deltą w Sforze Radu I-dodałam nie bez dumy. Następnie spojrzałam na wilczycę pytającym wzrokiem.
-Jestem Xena-powiedziała miło, ale jednocześnie dość chłodno. Widocznie nie zrobiłam na niej wielkiego wrażenia, ale nie obchodziło mnie to zbytnio.
-To ty zabiłaś tego niedźwiedzia?-zapytałam, w końcu to mnie najbardziej interesowało.
-Tak-odparła obojętnym tonem Xena.
-Jestem pod wrażeniem. Mało komu udałoby się przeżyć spotkanie z tym zwierzęciem, a co dopiero je zabić.
<Xena?>
543 słowa
piątek, 30 marca 2018
Od Amane
Noc minęła mi dość szybko. Od dawna nie spało mi się tak dobrze. Jak zwykle jednak obudziłam się chyba jako pierwsza z wszystkich członków sfory. Jak tylko otworzyłam oczy, poczułam wewnętrzny zew natury. Mimo że słońce jeszcze nie wzeszło w pełni, zdecydowałam, że muszę sobie dziś zapolować. I to jak najszybciej.Upewniwszy się, że nie mam nic innego do roboty i nikt niczego ode mnie nie chce, spakowałam potrzebne rzeczy. Wzięłam sznurek, coś ostrego do przecięcia go, kilka drutów i parę innych rzeczy, które mogłyby mi się przydać. Planowałam zbudować jakąś pułapkę, gdyż całkiem nieźle sobie w tym radziłam. Następnie opuściłam teren Zamku Viitor o świcie i udałam się do Lasu. Zrezygnowałam dziś ze śniadania, gdyż nie czułam się głodna. Udało mi się zbudować tam małą pułapkę, w którą dość szybko złapał się zając. Postanowiłam jednak przejść się nieco, a potem dopiero po niego wrócić. Miałam iść na polowanie, a zamiast tego szlajam się po lesie-pomyślałam, ganiąc samą siebie w myślach. Skierowałam swoje kroki w stronę Jeziora. Kiedy tylko się nad nim znalazłam, napiłam się nieco wody. Następnie położyłam się na brzegu. Przez jakiś czas tak sobie leżałam. W końcu odnalazłam w sobie energię, aby wstać i ruszyć dalej. Wróciłam do Lasu. Droga zleciała mi nad wyraz szybko. Ponownie zaczęłam się przechadzać między drzewami, których korony niemal w całości zakrywały niebo. W końcu jednak zdecydowałam, że czas wracać. Zawróciłam w miejsce, gdzie zostawiłam uwięzionego w pułapce zająca. Po odnalezieniu drogi szybko dotarłam do celu. Ku mojemu zaskoczeniu, spotkałam tam kogoś. Przy mojej pułapce z jeszcze żywym królikiem, stała jakaś wilczyca. Trudo ocenić, o czym właściwie myślała, gdyż patrzyła tylko z nutką zaciekawienia na próbującego się wyswobodzić z pułapki zająca. Nie znałam jej, ale musiałam do niej podejść. Należało się upewnić kto to i jakie ma zamiary. Nie miałam zamiaru ukrywać swojej obecności, więc wilczyca niemal od razu mnie usłyszała i odwróciła się w moją stronę.
-Kim jesteś?-spytałam, nie pozwalając wilczycy nic powiedzieć. Na chwilę zapanowała cisza. Obie mierzyłyśmy się podejrzliwymi spojrzeniami.
-Niedawno dołączyłem do tutejszej sfory. Nazywam się Charlene. A ty kim jesteś?-powiedziała w końcu nieznajoma. Tak, nieznajoma. To, że znałam jej imię, nie oznaczało jeszcze nic. Równie dobrze nawet ono mogłoby być fałszywe, ale w to raczej wątpiłam.
-Chodzi ci o Sforę Raadu I?-spytałam, by się upewnić.
-Tak-odparła Charlene.
-Także do niej należę. Nazywam się Amane. Mogę wiedzieć, co tak urzekło cię w złapanym przeze mnie w pułapkę zającu?-spytałam, podchodząc do Charlene i wspomnianego zwierzęcia. Wilczyca spojrzała na nie na chwilę, potem na mnie. Ja zaś schyliłam się, by odciąć sznurek, którym był przywiązany zając. Musiałam go w końcu jakoś ze sobą zabrać. Charlene skupiła wzrok na czynności, którą wykonywałam.-Nie patrz tak, nie lubię, gdy ktoś obserwuje jak coś robię. To jak, odpowiesz mi na pytanie?-odparłam.
<Charlene?>
456 słów
-Kim jesteś?-spytałam, nie pozwalając wilczycy nic powiedzieć. Na chwilę zapanowała cisza. Obie mierzyłyśmy się podejrzliwymi spojrzeniami.
-Niedawno dołączyłem do tutejszej sfory. Nazywam się Charlene. A ty kim jesteś?-powiedziała w końcu nieznajoma. Tak, nieznajoma. To, że znałam jej imię, nie oznaczało jeszcze nic. Równie dobrze nawet ono mogłoby być fałszywe, ale w to raczej wątpiłam.
-Chodzi ci o Sforę Raadu I?-spytałam, by się upewnić.
-Tak-odparła Charlene.
-Także do niej należę. Nazywam się Amane. Mogę wiedzieć, co tak urzekło cię w złapanym przeze mnie w pułapkę zającu?-spytałam, podchodząc do Charlene i wspomnianego zwierzęcia. Wilczyca spojrzała na nie na chwilę, potem na mnie. Ja zaś schyliłam się, by odciąć sznurek, którym był przywiązany zając. Musiałam go w końcu jakoś ze sobą zabrać. Charlene skupiła wzrok na czynności, którą wykonywałam.-Nie patrz tak, nie lubię, gdy ktoś obserwuje jak coś robię. To jak, odpowiesz mi na pytanie?-odparłam.
<Charlene?>
456 słów
Subskrybuj:
Posty (Atom)