czwartek, 5 kwietnia 2018
Podsumowanie Eventu Wielkanocnego
Event wielkanocny

Od Coryntha - Konkurencja #1
351 słów
sobota, 31 marca 2018
Od Luny - Konkurencja #1
Wielkanoc postanowiłam spędzić z rodziną. Wróciłam do domu a tam na mnie czekała niespodzianka.
-Luna, wróciłaś! Choć, mamy dla ciebie niespodziankę!- przywitał mnie tata.
- Jaką niespodziankę?!- sama się dowiedziałam co to za niespodzianka.
- Awww! Jakie to słodkie!- w norze leżała mama z małymi szczeniakami.
- To twoje rodzeństwo.- oznajmiła mama, przytulając mnie.
- To siostry czy bracia?- spytałam się rodziców.
- To brat i siostra.- odpowiedział tata, a mama dodała:
- A dokładnie Molly i Dragon.
- Oni są moim biologicznym rodzeństwem? - ponownie spytałam się rodziców.
- Tak. No i święta będziemy świętować całą rodziną!- odpowiedział szczęśliwy tata.
Później pomogłam tacie przy polowaniu i dekorowaniu. Kiedy już wszystko było gotowe, poświęciliśmy posiłek i zjedliśmy rodzinne śniadanie. Potem były zabawy np. zabawa, która jest naszą tradycją, a ta zabawa to szukanie wielkanocnego zajączka, czyli polowanie na zająca. Śpiewaliśmy tradycyjne piosenki i recytowaliśmy wiersze wielkanocne. Ja z Molly i Dragonem poszli spać, a mama z tatą coś tam jeszcze rozmawiali. Następnego dnia był lany poniedziałek. Rodzice obudzili nas w nietypowy sposób, a mianowicie ochlapali nas wodą, a potem my ich. Ja razem z Molly i Dragonem pobawiliśmy się wodą. Zjedliśmy śniadanie, które było pyszne! Po południu po obiedzie poszliśmy na spacer. A na spacerze mnóstwo się działo. Molly i Dragon w kółko zadawali pytania na przykład:
- Czemu niebo jest niebieskie?
- Czemu kwiaty pachną?
- Co to motyl?
- Po co mamy ogony?
I to ja miałam na nie odpowiadać! Kiedy przyszedł wieczór, zjedliśmy kolację, i poszliśmy spać. Ale rodzice tak jak wczoraj coś tam jeszcze rozmawiali. To chyba na zawsze pozostanie zagadką. A może jednak.
Następnego dnia postanowiłam jeszcze zostać, bo to miało wiele plusów. Zjedliśmy razem śniadanie i poszliśmy uczyć Dragona i Molly polowań, mogę przyznać, że nieźle im szło. Po lekcji polowania była lekcja zielarstwa i uzdrowicielstwa, a potem przerwa. Na obiad zjedliśmy ptaki, które upolowali Dragon z Molly na lekcji. Po obiedzie poszliśmy na spacer do lasu. Przed kolacją zdecydowałam, że pora wracać do sfory.
- Murze już wracać- powiedziałam rodzicom.
- Naprawdę? Myśleliśmy, że już tu zostaniesz.- zmartwili się rodzice.
- Nie mogę zostać. Tam mam miłość i przyjaźń.- próbowałam im wytłumaczyć.
- Ale powiem wam, gdzie to jest. Kilka kilometrów na północ. Możecie mnie odwiedzać, a ja będę was.- pocieszyłam trochę rodziców. Pożegnałam się z nimi i z Molly i Dragonem, ale oni już spali. Kiedy wróciłam do sfory, była 20:30, więc poszłam spać.
KONIEC
Zaliczone
402 słowa
piątek, 30 marca 2018
Od Vlada Konkurencja#1
- Panie królowa matka wzywa Cię do siebie.- Powiedział skłaniając się. W duchu westchnąłem ponieważ wiedziałem, że jednak nie uda mi się uniknąć pomagania w kuchni. Po dotarciu do pomieszczenia cierpliwie wysłuchałem reprymendy od matki po czym zająłem się wyznaczonymi mi pracami i niemal do końca dnia zagniatałem ciasto na placki, obierałem jajka na sałatki, kroiłem warzywa lub patroszyłem ryby. Praca skończyła się około osiemnastej, kiedy to trzeba było iść na kilkugodzinne nabożeństwo. Do swojej komnaty wróciłem około północy, wziąłem szybki prysznic i wypiłem szklankę wody po czym poszedłem spać. Rano znowu zadowoliłem się jedynie szklanką wody i ruszyłem dokończyć pracę w kuchni. Co prawda bolały mnie wszystkie mięśnie jednak jak mus to mus prawda? Po południu wedle zwyczaju znowu było nabożeństwo ciągnące się przez kilka godzin. Wreszcie przyszła Wielka Sobota i na dzień dobry świecenie pokarmów. Ciekawe może okazać się to, że wedle naszej tradycji nie czekamy z ich zjedzeniem do następnego dnia, ale już tego samego. Po śniadaniu w gronie rodziny poszedłem na cmentarz porozmawiać chwilę z Mirczą i zanieść mu część jedzenia. Znowu obudził się mój zły humor ale Gales szybko go przepędził sprowadzając całą sforę w odwiedziny. Nie wypadało przecież żeby Alfa czymś się martwił lub smucił. Zawsze miał być idealny. W niedzielę po kolejnym strasznie długim nabożeństwie około południa rozpoczęła się wspaniała uczta. Wszyscy świetnie się bawili.
Zaliczone
452 słowa
czwartek, 29 marca 2018
Od Vlada Konkurencja#5
Zaliczone
410 słów
środa, 28 marca 2018
Od Vlada Konkurencja#4
- A ty co tak się szczerzysz?- Zapytałem niestety już dość mocno zirytowany. Wszystko tego dnia się sypało.
- A bo widzisz przyjacielu... Mirva w końcu się ze mną umówiła.- Mruknął puszczając do mnie oko. Westchnąłem ciężko kręcąc ze zrezygnowaniem głową. Dlaczego mój najlepszy przyjaciel i doradca musi być aż takim kobieciarzem? Chociaż... Za Mirvą to on już chodzi od dobrego roku.
- A poza tym mam dla Ciebie wiadomość. Ponoć Zając ukrył jajka na Złamanym Kle, w tej dolinie jak ją tam zwą... Zapomnianej czy jakoś tak.- Kolejny raz puścił do mnie oko.
- Po pierwsze co ty masz z tym okiem? Po drugie wiesz przecież że nie uczestniczę w takich zabawach. Po trzecie wreszcie wiesz dobrze że na Złamanym Kle żyją białe niedźwiedzie. Wcale nie uśmiecha mi się zostać obiadem któregoś z nich.- Powiedziałem na co wilk jedynie ramionami i uśmiechnął się.
- Ja tylko mówię co słyszałem. Wcale nie musisz tam iść. Nikt Ci przecież nie każe.- Gales odwrócił się i wyszedł z mojej komnaty. Zamyśliłem się na chwilę. Z jednej strony co prawda istniało dość spore ryzyko jednak zabawić się zawsze można. Przez kilka minut zastanawiałem się co zrobić. W końcu postanowiłem, że mimo wszystko spróbuję. Może być nawet ciekawie. Szybko ruszyłem w stronę góry, do której podnóża dotarłem po kilku godzinach marszu. Spojrzałem na Złamany Kieł i rozpocząłem wspinaczkę. Nie było to jakoś szczególnie kłopotliwe ponieważ swego czasu dość dużo czasu spędzałem na spacerach o górach. Znacznie ułatwiało to przygotowywanie strategii ataku i znakomicie wyciszało. Po jakimś czasie dotarłem do miejsca zwanego Zapomnianą Doliną. Dość szybko zauważyłem spore jajko. Uśmiechnąłem się do siebie bo wyglądało na to że wszystko pójdzie bez zbędnych problemów. Już miałem ruszyć po moją zdobycz kiedy nagle kamień na którym stałem oderwał się od góry i zaczął spadać w dół tak samo jak ja. Wiedziałem, że nie powinienem tutaj leźć po to jajko. Do ziemi zostało zaledwie kilka metrów i już zaczynałem żegnać się z życiem kiedy nagle ktoś mnie złapał. W pierwszej chwili pomyślałem, że to może Gales za mną poszedł i teraz mnie ocalił. Jednakże jak wiadomo zawsze coś musi iść nie tak. Okazało się że to jednak nie mój doradca uratował mi życie a biały niedźwiedź. Próbowałem się mu wyszarpnąć ale misiek zdzielił mnie łapą w głowę, przez co straciłem przytomność. Obudziłem się w jakiejś jaskini. Wyjście było zatarasowane przez ogromny, lodowy głaz. Całe szczęście miałem przy sobie mój amulet, dzięki któremu byłem w stanie panować nad magią ognia i udało mi się stopić lód. Niedźwiedzia nigdzie nie było widać więc szybko wydostałem się z jaskini. Po odejściu na bezpieczną odległość zacząłem orientować się w terenie. Okazało się, że jaskinia niedźwiedzia była kilka kilometrów poniżej doliny w której ukryto jajko. Do wyboru miałem dwie opcje - iść po jajko albo wrócić do zamku. Odległość do podnóża góry była taka sama jak do dolinki więc w końcu postanowiłem że zdobędę to jako. A co! Raz kozie śmierć. Szybo ruszyłem w stronę szczytu, tym razem uważając na wszystkie luźne kamienie. Jednak gdy dotarłem do doliny okazało się że oprócz jajka w dolinie jest smok. Czy dzisiaj wszystko musi iść aż tak źle? Zrezygnowany już miałem wracać do domu kiedy nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł. Wziąłem w dłoń kamień i rzuciłem go w jedną z ścian doliny. Gdy uderzył on o nią posypała się mała lawina śniegu i mniejszych kamyczków. Smok skierował się w tamtą stronę a ja szybko pobiegłem w stronę jajka. Niestety stworzenie zauważyło mnie i ruszyło w moją stronę. Nie wiedząc co zrobić szybko z pomocą amuletu rozpaliłem dookoła siebie i jajka krąg ognia. Gdy smok zbliżył się zbytnio ryknął z bólu. No jasne przecież lodowe smoki nie znoszą ognia. Po kilku minutach smok zniechęcił się i odszedł szukać zapewne łatwiejszego obiadu. Podszedłem do jajka i przyjrzałem mu się dokładnie. Było całe czerwone, z roślinnymi wzorami wymalowanymi złotą farbą. Nie przypominało jajka kury, raczej może smoka lub jakiegoś innego dużego stworzenia ponieważ jego rozmiary były całkiem pokaźne. Wpakowałem je do torby i zacząłem schodzić z góry. Całe szczęście droga powrotna obyła się bez żadnych niespodzianek. Po powrocie do komnaty wyciągnąłem jajko z torby i położyłem je na komodzie w swojej komnacie.
Zaliczone
803 słowa