Nie byłam zmęczona. Ani trochę. Wręcz przeciwnie, promieniowałam energią. Nie miałam ochoty oddawać się w objęcia Morfeusza, więc skierowałam się w stronę mojej komnaty. Po krótkim namyśle czy wejść czy nie wejść, postanowiłam nie przeszkadzać obecnie śpiącym, więc otworzyłam drzwi i usiadłam na krześle. Wzięłam do ręki jakąś książkę, którą obecnie czytałam, jedynie dlatego, że była jedyną, której jeszcze nie przeczytałam. Po dwóch stronach już zaczęła mi się nudzić, a chciałam jakoś zabić ten powoli upływający czas. Jednak książka była tak nudna, a dodatkowo było już późno, że dosłownie zasnęłam przy przewracaniu kolejnej strony. Tytanicznym wysiłkiem zwlokłam się z krzesła i zrobiłam te kilka kroków, by ostatecznie paść na łóżko, przytulić się do puchowej poduszki, owinąć kołdrą i zasnąć.
Zasnąć, zasnęłam, ale nie na długo, ani nie zapadłam w żaden głęboki sen. W nocy budziły mnie najcichsze szmery i najsłabsze błyski w oknach. W końcu, gdy jakiekolwiek próby ponownego zaśnięcia nie udawały się w najmniejszym stopniu, postanowiłam się wybrać na krótką przechadzkę po zamku. Taak, czasami spacer mi pomagał, bo trochę mnie męczył, przez co miałam ułatwione zaśniecie. Gdy wyszłam z mojej komnaty, najpierw nic nie widziałam, a potem moje brązowe oczy przyzwyczaiły się do wszędobylskiego mroku. Kręciłam się po korytarzach, aż w końcu, na którymś zakręcie wpadłam na kogoś. Byliśmy akurat przed oknem, więc z łatwością mogłam rozpoznać tego osobnika.
- Co tu robisz? Myślałem, że jesteś w komnacie. - spytał Chuck wstając i podając mi rękę, bym ja również się podniosła. Nie wiem, może nie zobaczyłam, a może nie chciałam zobaczyć tego gestu, ale zignorowałam wyciągniętą kończynę i sama wstałam. W końcu... mam narzeczonego, co nie?
- Mogłabym cię zapytać o to samo - odpowiedziałam wymijająco. Bo co w końcu powiem? "Hej, nie mogłam spać i zaczęłam się bawić w straszenie po nocy"?
<Chuck?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wątek 34. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wątek 34. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 13 maja 2018
piątek, 11 maja 2018
Od Chucka Cd Rin
Po krótkim czasie talerze były już puste. Odniosłem razem z Rin brudne naczynia. Jak byliśmy, już po za jadalnią, Rin zaproponowała mi spacer po okolicy.
- Z przyjemnością. - odpowiedziałem, myśląc o tym jakie miejsca będziemy zwiedzać.
- W takim razie, najpierw chodźmy do... Może do saloniku. Co ty na to? - wadera zrobiła jeden krok na przód.
- Chodźmy! - i szliśmy przez korytarz w stronę drzwi, pomalowanych na czerwono. Kiedy otworzyłem drzwi, moim oczom ukazał się kominek, a przy nim mały stolik do kawy i fotel. Wszedłem do środka i zacząłem się rozglądać. Podchodziłem do mebli i je obwąchiwałem.
- I jak ci się podoba? - zwróciła się do mnie Rin po minucie ciszy.
- Wspaniale! Gdzie teraz idziemy? - odwróciłem się do niej i zamerdałem ogonem.
- Teraz zwiedzimy miejsce pełne książek, poustawianych na półkach. Można tam te książki czytać. Jak myślisz co to za miejsce? - zadała mi zagadkę do rozwiązania. Odpowiedź była prosta.
- Biblioteka! - czułem się jak, mały, wesoły, szczeniak.
Po kilku godzinach zwiedziliśmy już: salonik, bibliotekę, sale balową, balkon, zbrojownię, kuźnię, skarbiec, kaplicę, ogrody pałacowe i stajnie.
- Na dzisiaj koniec. - uznała Rin, kiedy wychodziliśmy z stajni.
- Dobranoc, ja idę spać. - ziewałem. Była już późno.
- Dobranoc, do jutra! - o dziwo Rin nie wyglądała na wyczerpaną. Poszliśmy do swoich komnat. Upadłem na łóżko i szybko zasnąłem.
<Rin?>
- Z przyjemnością. - odpowiedziałem, myśląc o tym jakie miejsca będziemy zwiedzać.
- W takim razie, najpierw chodźmy do... Może do saloniku. Co ty na to? - wadera zrobiła jeden krok na przód.
- Chodźmy! - i szliśmy przez korytarz w stronę drzwi, pomalowanych na czerwono. Kiedy otworzyłem drzwi, moim oczom ukazał się kominek, a przy nim mały stolik do kawy i fotel. Wszedłem do środka i zacząłem się rozglądać. Podchodziłem do mebli i je obwąchiwałem.
- I jak ci się podoba? - zwróciła się do mnie Rin po minucie ciszy.
- Wspaniale! Gdzie teraz idziemy? - odwróciłem się do niej i zamerdałem ogonem.
- Teraz zwiedzimy miejsce pełne książek, poustawianych na półkach. Można tam te książki czytać. Jak myślisz co to za miejsce? - zadała mi zagadkę do rozwiązania. Odpowiedź była prosta.
- Biblioteka! - czułem się jak, mały, wesoły, szczeniak.
Po kilku godzinach zwiedziliśmy już: salonik, bibliotekę, sale balową, balkon, zbrojownię, kuźnię, skarbiec, kaplicę, ogrody pałacowe i stajnie.
- Na dzisiaj koniec. - uznała Rin, kiedy wychodziliśmy z stajni.
- Dobranoc, ja idę spać. - ziewałem. Była już późno.
- Dobranoc, do jutra! - o dziwo Rin nie wyglądała na wyczerpaną. Poszliśmy do swoich komnat. Upadłem na łóżko i szybko zasnąłem.
<Rin?>
Od Rin CD Chucka
Przytłoczona swoimi emocjami zaczynałam powoli tracić wyczucie czasu. Chodziłam w kółko po komnacie, nie za bardzo wiedząc co mam ze sobą zrobić. Obecnie nie miałam nic do roboty, nie opuszczałam komnaty, bo nie miałam na to najmniejszej ochoty. Gdy w końcu mój wzrok padł na czarno-biały zegar ścienny oprzytomniałam. W tym zamyśleniu kompletnie zapomniałam o tym, że przecież jeszcze dzisiaj trzeba zjeść obiad. Szybko zbiegłam do jadalni i nałożyłam sobie na talerz kompletnie losowych produktów, które jednak były sprawdzone i wiedziałam, że mi smakują. Rozglądnęłam się w poszukiwaniu wolnego miejsca, lecz prawie wszystko było już zajęte. No cóż, po prostu poszłam przed siebie i chwilę później zobaczyłam całkowicie wolny stolik, jedynie z jednym psem siedzącym przy nim. Usiadłam naprzeciwko niego. Moment później pies przywitał się, a przynajmniej tak mi się zdawało.
- My się chyba jeszcze nie znamy - odezwałam się, gdy przegryzłam pierwsze kęsy obiadu - Rin Kagamine - przedstawiłam się pierwsza, dosłownie w przerwie między gryzami. Popatrzyłam na psa i dałam mu tyle czasu ile potrzebował, by połknąć to, co akurat miał w gardle.
- Chuck - odpowiedział krótko, zwięźle i na temat. Kiwnęłam głową i w kilka minut później zaczęłam kończyć swój posiłek. Owy Chuck również, nawet trochę przede mną. Po drodze do wyjścia z jadalni rozmawialiśmy chwilę, a gdy już stanęłam za progiem chwilę podumałam i doszłam do wniosku, że na razie nie mam ochoty wracać do komnaty.
- Nie mam nic do roboty, więc może... nie wiem, może się gdzieś przejdziemy? Mogę ci pokazać niektóre ciekawe miejsca, których być może jeszcze nie widziałeś - powiedziałam odwracając się do Chucka.
<Chuck?>
264 słów
- My się chyba jeszcze nie znamy - odezwałam się, gdy przegryzłam pierwsze kęsy obiadu - Rin Kagamine - przedstawiłam się pierwsza, dosłownie w przerwie między gryzami. Popatrzyłam na psa i dałam mu tyle czasu ile potrzebował, by połknąć to, co akurat miał w gardle.
- Chuck - odpowiedział krótko, zwięźle i na temat. Kiwnęłam głową i w kilka minut później zaczęłam kończyć swój posiłek. Owy Chuck również, nawet trochę przede mną. Po drodze do wyjścia z jadalni rozmawialiśmy chwilę, a gdy już stanęłam za progiem chwilę podumałam i doszłam do wniosku, że na razie nie mam ochoty wracać do komnaty.
- Nie mam nic do roboty, więc może... nie wiem, może się gdzieś przejdziemy? Mogę ci pokazać niektóre ciekawe miejsca, których być może jeszcze nie widziałeś - powiedziałam odwracając się do Chucka.
<Chuck?>
264 słów
środa, 9 maja 2018
Od Chucka
Od czasu dołączenia do sfory czułem się samotny. Próbowałem rozmawiać z innymi, ale zawsze kiedy się z nimi witałem odpowiadali tak:
- Dzień dobry. Przepraszam, nie mam czasu na rozmowy. - i najczęściej szli w swoją stronę, a nie wyglądali na czymś zajętych. Otworzyłem drzwi do swojej komnaty i upadłem na duże łóżko.
- Nie tak wyobrażałem sobie życie na tym zamku. - wzdychałem myśląc o moim starym domu. Niestety nie mogę już tam wrócić. Popatrzyłem na zegarek.
- Co?! Już pół do piątej?! - wskazówki pokazywały dokładnie te godzinę. Jak piorun pobiegłem do jadalni. Na szczęście była nie daleko. Nałożyłem sobie trochę ziemniaków i aż trzy piersi z kurczaka. Usiadłem do stolika i zacząłem jeść spóźniony obiad. Wtedy dosiadł do mnie jeden z członków sfory.
- Cześć! - przywitałem się z nadzieją, że nie będzie zajęty/a jedzeniem. Moja wymowa brzmiała dziwnie, bo akurat zajadałem się ziemniakami.
<Ktoś?>
147 słów
- Dzień dobry. Przepraszam, nie mam czasu na rozmowy. - i najczęściej szli w swoją stronę, a nie wyglądali na czymś zajętych. Otworzyłem drzwi do swojej komnaty i upadłem na duże łóżko.
- Nie tak wyobrażałem sobie życie na tym zamku. - wzdychałem myśląc o moim starym domu. Niestety nie mogę już tam wrócić. Popatrzyłem na zegarek.
- Co?! Już pół do piątej?! - wskazówki pokazywały dokładnie te godzinę. Jak piorun pobiegłem do jadalni. Na szczęście była nie daleko. Nałożyłem sobie trochę ziemniaków i aż trzy piersi z kurczaka. Usiadłem do stolika i zacząłem jeść spóźniony obiad. Wtedy dosiadł do mnie jeden z członków sfory.
- Cześć! - przywitałem się z nadzieją, że nie będzie zajęty/a jedzeniem. Moja wymowa brzmiała dziwnie, bo akurat zajadałem się ziemniakami.
<Ktoś?>
147 słów
Subskrybuj:
Posty (Atom)